czwartek, 28 czerwca 2012

Halina Rozwadowska - Elektryczne gitary

Elektryczne gitary
"Założycielami zespołu są: Janusz Adamczyk, wychowanek naszej szkoły, i jego starszy kolega Morris - wyjaśnił pryszczaty. - Kompozytor muzyki i dzisiejszych piosenek: nasz uczeń, Szczepan Tarwid z klasy ósmej. Piosenkarka: Krystyna Tarwid, nasza uczennica i siostra kompozytora. Teksty piosenek: Łucja Parczewska, obecna na sali.
 
Widownia zaczęła klaskać, czwórka na estradzie ukłoniła się znowu, nawet Santa musiała wstać z miejsca i ukłonić się. Zacząłem dygotać, ale okazało się, że na próżno. Zespół nie na darmo ćwiczył do upadłego, bo grał i śpiewał fajowo Sancine teksty, wyglądał prześlicznie i telewizji nie przyniósłby wstydu. Nasłuchałem się różnych zespołów dość, coś niecoś się znałem, ale grali o key, nikt nie mógł się czepiać. Kto by pomyślał, że ta fajtłapa, to cielę Szczepan, okaże się kompozytorem? Grał zawsze, nie mówił, że komponuje. Podniesiony na duchu ścisnąłem Santę za rękę, ścisnęła moją i wtedy Janusza z Mięską i Kryśką zmiotło z estrady, pozostał tylko Szczepan i pryszczaty zapowiedział solo na trąbce. Szczepan, z tremy trzęsący się w domu jak galareta, wyglądał, jakby nic sobie z widowni nie robił, występ dla niego to mucha. Trzymał trąbkę przez chwilę w ręku, a potem spokojny i opanowany przytknął ją do ust. Niech diabli mnie porwą, jeżeli ktoś zagrałby lepiej! Pękałem z dumy. Nastolatki na sali wiedziały, co do nich należy. Wzdychały, pojękiwały, przewracały oczami, a gdy Szczepan skończył, pozrywały się z miejsc, klaskały jak opętane, powiewały nad głową wdziankami, wyły, tupały, nieledwie że wydzierały włosy z zachwytu, wszystko jak trzeba, zagranicznie i modnie. Ale Szczepan, co? Wyliśmy i klaskaliśmy z Santą i z innymi, ale pomyślałem o Kryśce i poczułem się mdło. Dotąd wszystko szło, trudno lepiej, więc jeżeli skandal, to Kryśka.
 
Pryszczaty właśnie ogłosił znaną piosenkę Igi Cembrzyńskiej "Za Żelazną Bramą" i Kryśka ukazała się z całym zespołem. Zdążyła się przebrać w białą sukienkę, ale ślepy by poznał, że cała się trzęsie i ledwie się trzyma na nogach. W takim stanie mogła zamiauczeć, a nie zaśpiewać. Nie zamiauczała jednak. Opanowała się  dzielnie i głosikiem niewielkim, ale czyściutkim, zadzwoniła niczym skowronek. Wyglądała uroczo, skromnie, niewinnie i słodko, nie ta Kryśka, gad z piekła rodem. Zaczęła nieśmiało, ale nabrała tupetu i przy oklaskach i wyciu sali zakończyła wprost brawurowo. Na drugi numer wybrała piosenkę angielską, śpiewała z dobrym akcentem i dykcją, wymawiając wyraźnie trudne angielskie słowa. Śpiewała prześlicznie i kogoś mi przypominała. Już wiem! Anielicę ze sceny, matkę Santy. Wreszcie skończyła, dygnęła i przy szalonych oklaskach zeszła ze sceny. Jakże to? Powodzenie zamiast skandalu? Nieprawdopodobne. Zaraz, a niespodzianka? Niespodzianką okazał się znowu Szczepan, wychodzący z murzyńskimi instrumentami Taty. Przed dwoma tygodniami wziął je do rąk, nie wiedział, z której strony do nich się zabrać, a teraz wygrywał na jednym z nich murzyńską kołysankę "Śpij, mój synku". Instrument wydawal ton nieco piskliwy, ale Szczepan z prymitywnych trzech strun wydobywał melodię przejmującą i czułą i poruszył nią całą salę. Na drugim instrumencie, niskimi, basowymi nutami odegrał "Missisipi", wreszcie skłonił się, spłynął i na tym koncert się skończył. Koncert bez cienia skandalu i wstydu, z niespodzianką i z największą chwałą dwóch szelm, Szczepana i Kryśki."

Halina Rozwadowska: "Elektryczne gitary". Nasza Księgarnia, Warszawa 1970, s. 154-156

12 komentarzy:

  1. Świetny fragment! Cieszę się, że już wkrótce zaprzyjaźnię się z bohaterami tej książki. :) Do kompletu nabyłam właśnie wspomnienia Rozwadowskiej, za oszałamiającą sumę 2 złote 90 groszy :) Początek zapowiada się nieźle! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to rzeczywiście oszałamiająca cena. :-)
      Przeczytałam początek i już zamówiłam w mojej bibliotece "resztę" tych wspomnień. I dwie książki Rumer Godden... :-)

      Usuń
    2. Wspomnienia zapowiadają się bardzo ciekawie. A proza Rumer Godden zdecydowanie zasługuje na wnikliwe oględziny. :)

      Usuń
    3. Już mam książeczki na stosiku (stosisku). :-)

      Usuń
    4. Miłej lektury! A afera z polskim przekładem tytułów Godden zachęca do czytania, żeby zbadać kompatybilność tytułów z treścią. :D

      Usuń
    5. Dziękuję. :-)
      To prawda z tymi tytułami. Radosna twórczość niektórych tłumaczy (a może dar przekonywania ich wydawców?) czasami zachęca do czytania (oglądania), a czasami zniechęca. Żeby nie szukać daleko... Filmu "Wirujący seks" bym pewnie nie chciała obejrzeć, ale "Dirty Dancing" obejrzałam z przyjemnością. :-)

      Usuń
    6. Ja też. :) To dla mnie najbardziej wstrząsający przykład tytułowego nadużycia. :)

      Usuń
    7. Tak, większych lub mniejszych przekłamań można pewnie w literaturze (filmie) znaleźć bez liku, ale tu bardzo wyraźnie widać, że zamiarem pomysłodawców tytułu było pozyskanie jak największej widowni. Słowa-klucze, w tym przypadku: seks, bywają niekiedy skuteczne, ale myślę, że przede wszystkim wobec młodych odbiorców.:-)

      Usuń
    8. Wyobrażasz sobie miny odbiorców, których to właśnie słowo skłoniło do pójścia do kina na "Dirty Dancing" po zakończeniu projekcji? :) Przypuszczam, że byli gorzko rozczarowani. :)

      Usuń
    9. :-)))
      Ale może dzięki temu nauczyli się nie do końca wierzyć reklamie? :-)

      Usuń
    10. Może przynajmniej uroda odtwórców głównych ról zrekompensowała im cierpienia. :)

      Usuń
    11. Może. Albo taniec. :-)

      Usuń