sobota, 28 lipca 2012

Hortensia Papadat-Bengescu - Koncert muzyki Bacha


Koncert muzyki Bacha

"Cierpiący doktor Rim podśpiewywał przedtem na różne tony swoje "Ojra, ojra" narażając się na ironiczne uwagi Nory. Na suchych wargach sławnego doktora melodyjka ta pojawiała się jak sygnał, była kluczem muzycznym, diapazonem jego nastrojów. Pochodzenie "Ojra" sięgało odległych czasów. Niegdyś Rim zwykł był co tydzień uprawiać muzykę kameralną u państwa Schmidtów. Był tam dobrany kwartet, w którym pan domu, aptekarz, grał na kontrabasie, profesor Rim na skrzypcach lub flecie, pan Tuchte z wiedeńskiego Kunstverein - obecnie właściciel wzorowej mleczarni - na fortepianie. Był to zespół tyleż cnotliwy, co mistrzowski! Spokojny zakątek, którego nikt by się nie domyślił w zgiełku miasta.
     Pewnego miłego dnia, w przerwie między tańcami Brahmsa, pani Schmidt dla żartu puściła płytę na nowym gramofonie swego syna, łobuzerskiego licealisty, który był zawziętym frankofilem i twierdził, że Niemiec Schmidt jest czystej krwi Alzatczykiem. Było to nagranie sławnej "Ojry", melodii rozniesionej po całej Europie podczas  tournée  rewii "Tour du Monde". "Ojra" była więcej niż szlagierem, była muzycznym popisem tego zespołu rewiowego, popisem, który utrwalał się w pamięci słuchaczy. W tej piosence mieściły się nie tylko wszystkie złe duchy, krążące wśród pięciuset stażystów, emanował z niej zapach perfum,pudru i szminki, nastrój wywołany śmiałymi dekoltami aktorek, złoceniami, lakierem,piżamami na scenie, przejrzystymi spódnicami, obcisłymi trykotami, zawrotnym wirem tańca. "Ojra" była środkiem oddziaływania sceny na widownię. Budziła w widzach rozmaite uczucia, które dotąd drzemały w utajeniu. Orkiestra rozbudzała jazz, który ludzie noszą w mięśniach lędźwi, i dzięki temu melodia usłużnie zwracała widzom to, co od nich samych pożyczyła.
     Pod wpływem "Ojry" frenetyczna wesołość ogarnęła kwartet Schmidta. Jedynie pani Schmidt pozostała niewzruszona, wyrozumiale patrząc na tych poważnych ludzi, którzy nagle "zdurnieli", jakby powiedziała Lina w swojej osobliwej mołdawszczyźnie. Był to zresztą tylko chwilowy wyskok, jak słusznie mniemała pani Schmidt. I oto teraz, po latach, kiedy kwartet Schmidta od dawna już został rozwiązany, znów pojawiła się "Ojra", tym razem jako znak lirycznego nastroju doktora Rima, który z pewnością zapomniał, gdzie i kiedy przyswoił sobie ów wariacki rytm."

Hortensia Papadat-Bengescu: "Koncert muzyki Bacha". "Czytelnik", Warszawa 1981, 
s. 133-135, tłum. Janina Wrzoskowa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz