środa, 18 lipca 2012

J.R. Moehringer - Bar dobrych ludzi

Bar dobrych ludzi
Książki były głównym przedmiotem w planie lekcji Billa i Buda, ale nie jedynym. [...]
Dzielili się ze mną podstawową wiedzą o sztuce, architekturze, a przede wszystkim o muzyce. Bud przyznał, że Sinatra jest w porządku, ale istnieją jeszcze inni „nieśmiertelni”. Wąchając zaciśniętą pięść, napisał mi listę płyt, które „każdy kulturalny człowiek musi mieć w swojej kolekcji”. Dworzak, Schubert, Debussy, Mozart. Zwłaszcza Mozart. Bud był wielbicielem Mozarta. Złożyłem listę na pół, wsunąłem do kieszeni i zachowałem przez wiele lat, bo uważałem ją za wzruszającą, szczerą receptę na rozwój duchowy. Zwierzyłem się Budowi, że nie stać mnie na płyty. Następnego dnia przyniósł wybrane tytuły z własnej kolekcji.  Powiedział, żebym potraktował to jak pożyczkę. Siedzieliśmy na zapleczu, a Bud odtwarzał płyty na przenośnym adapterze, dyrygując ołówkiem i tłumacząc, dlaczego sonata fortepianowa C-dur Mozarta jest wyznacznikiem piękna, dlaczego tria Beethovena są wyjątkowe, a sonata Planety Holsta może przerażać. Kiedy Bud szkolił mnie w muzyce, Bill poświęcał się jeszcze bardziej. Całe popołudnia siedział za kasą.

J.R. Moehringer: "Bar dobrych ludzi. Wspomnienia". Sonia Draga, Katowice 2009, s. 179-180, tłum. Maciej Potulny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz