środa, 26 września 2012

Kazimiera Iłłakowiczówna - Zaczynam się i kończę...



Zaczynam się i kończę...

                                         Janowi Parandowskiemu

Zaczynam się i kończę śpiewem,
śpiewem dlatego - iżby
na prawo i na lewo
ścieżka się wykrajała wśród ciżby.
Krok w prawo - i słowo się rozpierzcha
światłością, zmierzchem;
krok w lewo - już inne słowo
smugą mży kolorową.
Tam matka dziecko karci;
idą o siebie wsparci
kochankowie związani przysięgą;
bydło pędzą na rzeż,
ptactwo kwacze w klatkach, gęś gęga;
samochody - raz, dwa, cztery, sześć,
klaksony, trąbki...  Pogoda, ulewa.
A ja idę i śpiewam.

Jak inaczej torować drogę?
Inni potrafią, ja - nie mogę.
Wspominam i skaldów nieśmiertelne awantury,
i to groźne, to słodkie pienia trubadurów,
a gdy na burzę się zbiera,
wspominam nawet Homera.
Któż to był? Czy z nieba spadł?
Po prostu - wędrowny dziad,
który żył w okresie wojen:
obok niego człowiek człowieka zabijał,
a on ich ze śpiewem mijał.

Jak inaczej wykrajać wąski szlak dla zycia?
Jeśli to wam przeszkadza - zabijcie!

[1948]

Kazimiera Iłłakowiczówna: "Zaczynam się i kończę..." W: Poezje wybrane, PIW 1977, s.303-304.
Zdjęcie poetki pochodzi ze strony culture.pl

26 września 2012 mija 34. rocznica śmierci Jana Parandowskiego, Szkoda, że nie mogę się wybrać na Powązki, żeby zapalić lampkę na jego grobie (link prowadzi do zdjęcia grobu Jana Parandowskiego na blogu Bogny).

Jan Parandowski  (1895-1978)

środa, 12 września 2012

Jeremi Przybora - Walc "Embarras"

Serce tak mi zabiło,
zakołysał się bal...
Nie wiem, czy to jest miłość,
czy to tylko ten walc?
Czy mną serca olśnienie
owładnęło i trwa?
Czy to tylko mnie objął ramieniem
ten walc, piękny walc "Embarras"?

Czy to walca czar?
Czy to walca, czy serca dar?
Kto w mej mocy mnie ma -
ty czy walc? Ty czy walc "Embarras"?

A gdy się kończy bal,
kogo będzie mi więcej żal
Za kim więcej
jutro zatęsknię?
Z tobą czy walcem
"Emabarras"?

Echo balu przebrzmiało,
skrzypiec sopran i alt…
Tylko jeszcze zostało
serce wśród pustych sal…
I, leciutko, na palcach,
przy orkiestrze jak mgła,
z tobą tańczy i tańczy wciąż walca
I to właśnie jest "Embarras"!

Bo to walca czar
sercu przyniósł podwójny dar -
Amor skrzydła ma dwa:
Jednym - ty drugim - walc "Embarras"!
A gdy się skończył bal,
obu jest mi tak samo żal.
Tęsknię odtąd
jedną tęsknotą
za tobą i walcem
"Embarras"!

Jeremi Przybora: "Kabaret Starszych Panów. Wybór". Wieczór "Jesienna noc". Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", Warszawa 1970, s. 20-21


Starsi Panowie dwaj - Marian Molenda

poniedziałek, 10 września 2012

Santa Montefiore - Sonata o niezapominajce

Sonata o niezapominajce
"- Zagraj ze mną - zaproponował, robiąc dla niej miejsce obok siebie na podwójnym taborecie.
- Nie - odparła. - Wolę słuchać, jak grasz. Pięknie improwizujesz, ja tego nie potrafię...
- Oczywiście, że potrafisz. Usiądź, pokażę ci, jak to się robi.
Spełniła jego prośbę i natychmiast poczuła, jak ciepło jego ciała przenika przez ubranie i dociera do niej. Oparła drżące palce na klawiszach i czekała na instrukcje.
- Będziemy używać nut g-moll - powiedział Louis, uderzając w klawisz.
Audrey zrobiła to samo.
- Łatwe, prawda?
- Wiele lat brałam lekcje muzyki - wyznała.
- No właśnie. Na pewno świetnie sobie poradzisz.
Skomponuję teraz dla ciebie melodię, „Sonatę Audrey”. Kiedy mniej więcej ją zapamiętasz, zamkniesz oczy i pozwolisz, aby serce po kierowało twoimi palcami. Nie przejmuj się, jeśli popełnisz jakiś błąd, bo to nie ma znaczenia. Wkrótce twoje dłonie odnajdą właściwą ścieżkę i wtedy zaczniesz myśleć nie o nutach, lecz o uczuciach. Zapragniesz wyrazić siebie i to, co czujesz. Teraz zamknij oczy...
Audrey usłuchała. Louis zaczął powoli grać smutną, fascynującą melodię, która głęboko poruszyła jej niespokojną duszę. Grając, mówił cichym, hipnotyzującym głosem, przenosząc dziewczynę z klubu w Hurlingham do jakiegoś odległego miejsca, gdzie byli tylko we dwoje pod ciemnym niebem, w zaczarowanej dolinie. Jej palce poruszyły się i rozpoczęły wędrówkę po klawiszach, najpierw niezbyt pewnie, po jednej nucie, a potem całymi frazami, które łączyły się w jedno z melodią graną przez Louisa, tworząc niezwykłą sonatę marzeń.
Stary pułkownik, który jak zwykle siedział w skórzanym fotelu pogrążony w lekturze „London Illustrated News”, podniósł głowę i odłożył gazetę. Słuchał w skupieniu, a muzyka powoli topiła lód, który z upływem lat otoczył twardą skorupą jego serce, i dodawała mu sił. Kiedy w końcu podniósł się z fotela, zrobił to tak szybko i sprawnie jak młody człowiek. Parsknął ze zdumienia i pokręcił głową, wciąż zasłuchany w dziwną melodię. Rozejrzał się dookoła i nagle świat wydał mu się piękniejszy niż przed chwilą. Z niedowierzaniem zamrugał; ciemne cienie, jakie ostatnio coraz częściej dostrzegał, znikły bez śladu.
- Dziwne... - zamruczał. - Bardzo dziwne..."

Santa Montefiore: "Sonata o niezapominajce". Świat Książki, Warszawa 2004, s. 60-61, tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska

piątek, 7 września 2012

Kazimiera Iłłakowiczówna - Harmonijka

Ktoś, kto idzie z harmonijką,
ciszę nagle rozgiął i zgiął,
przeciął ją jak nożem,
na powietrzu rozprysłą położył,
zebrał znowu wiórek przy wiórku -
stanął sam na dalekim pagórku...
I tam - to składając, to rozkładając ramiona -
dziwi się, że cisza pełna jest dźwięków zranionych.
 
 
Kazimiera Iłłakowiczówna: "Harmonijka". W: "Poezje wybrane". PIW, Warszawa 1977, s. 174
 
Tablica pamiątkowa Kazimiery Iłłakowiczówny (Poznań ul.Gajowa 4)
 

środa, 5 września 2012

Melchior Wańkowicz - Ziele na kraterze

Ziele na kraterze
"W to życie szare, jeżeli dziecinne życie może być szare, w to życie, w każdym razie nie związane z kulturalnym podłożem pokoleń, wlewała matka piosenki, lśniące jak słońce w trawie, mieniące się jak słońce w obłokach, drgające jak słońce na wodzie. Przebijały one życie w kamienicy na Elektoralnej, jak promień przebija do głębi wodę i z nagła na jej dnie rozświetla żwir, piasek i wodorosty – inny świat zupełnie: z tamtej strony, a przecież tu – wyrazisty, namacalny, istniejący. K. wiele jeszcze chorowała. Duszące się, gorączkujące dziecko padało po ataku na poduszki i prosiło:  - Mama, piewaj. I Mama śpiewała – całe noce. Czasem już zdawało się, że jest zupełnie źle, dziecko majaczyło.  - Powiedz, że wyżyje – Mama podnosi oczy ku Tacie. I nagle z poduszki szedł zakrztuszony spazmem szept:  - Piewaj. Mama znowu śpiewała o kotkach, o pieskach, o aniołkach, o wodzie, o łące. Kiedy dzieci były zdrowe, piosenki rozświetlały się, opowiadały o cudach, cudecznościach. Dzieci chodziły w piosenkach na spacer:

 Rosną sobie kwiatki na łące,  Maki, chabry i goździki pachnące…
Natykały się na rzekę:

 Za tą groblą, za tym brodem,  Tam stanęła rzeka lodem,  Ani szumi, ani płynie,  Tylko duma w swej głębinie.
Dzieci widziały jak:

 Ukryte w gałązkach tarni czy kaliny  Jaś znalazł gniazdeczko maleńkiej ptaszyny.
Wieczorem matka je zabierała z tych czarodziejskich krain do domu:

 Słyszysz, Krysiu, dzwon wieczora?  Krówki z łąk wracają…
Z krówkami wracał i Tata, i Mama zaraz śpiewała wileńską piosneczkę:

 Dzień – do pracy, noc – do spania,  A cudny wieczór – do kochania.
Potem rozpoczynały się baje: o Marysi sierotce – dyżurna baja, wieczna baja, którą sobie kazały opowiadać na sen, jeszcze przygotowując się do matury – o krasnoludkach."
 
Melchior Wańkowicz: "Ziele na kraterze".  Prószyński Media, Pruszków 2011, 456 s.