środa, 5 września 2012

Melchior Wańkowicz - Ziele na kraterze

Ziele na kraterze
"W to życie szare, jeżeli dziecinne życie może być szare, w to życie, w każdym razie nie związane z kulturalnym podłożem pokoleń, wlewała matka piosenki, lśniące jak słońce w trawie, mieniące się jak słońce w obłokach, drgające jak słońce na wodzie. Przebijały one życie w kamienicy na Elektoralnej, jak promień przebija do głębi wodę i z nagła na jej dnie rozświetla żwir, piasek i wodorosty – inny świat zupełnie: z tamtej strony, a przecież tu – wyrazisty, namacalny, istniejący. K. wiele jeszcze chorowała. Duszące się, gorączkujące dziecko padało po ataku na poduszki i prosiło:  - Mama, piewaj. I Mama śpiewała – całe noce. Czasem już zdawało się, że jest zupełnie źle, dziecko majaczyło.  - Powiedz, że wyżyje – Mama podnosi oczy ku Tacie. I nagle z poduszki szedł zakrztuszony spazmem szept:  - Piewaj. Mama znowu śpiewała o kotkach, o pieskach, o aniołkach, o wodzie, o łące. Kiedy dzieci były zdrowe, piosenki rozświetlały się, opowiadały o cudach, cudecznościach. Dzieci chodziły w piosenkach na spacer:

 Rosną sobie kwiatki na łące,  Maki, chabry i goździki pachnące…
Natykały się na rzekę:

 Za tą groblą, za tym brodem,  Tam stanęła rzeka lodem,  Ani szumi, ani płynie,  Tylko duma w swej głębinie.
Dzieci widziały jak:

 Ukryte w gałązkach tarni czy kaliny  Jaś znalazł gniazdeczko maleńkiej ptaszyny.
Wieczorem matka je zabierała z tych czarodziejskich krain do domu:

 Słyszysz, Krysiu, dzwon wieczora?  Krówki z łąk wracają…
Z krówkami wracał i Tata, i Mama zaraz śpiewała wileńską piosneczkę:

 Dzień – do pracy, noc – do spania,  A cudny wieczór – do kochania.
Potem rozpoczynały się baje: o Marysi sierotce – dyżurna baja, wieczna baja, którą sobie kazały opowiadać na sen, jeszcze przygotowując się do matury – o krasnoludkach."
 
Melchior Wańkowicz: "Ziele na kraterze".  Prószyński Media, Pruszków 2011, 456 s.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz