poniedziałek, 10 września 2012

Santa Montefiore - Sonata o niezapominajce

Sonata o niezapominajce
"- Zagraj ze mną - zaproponował, robiąc dla niej miejsce obok siebie na podwójnym taborecie.
- Nie - odparła. - Wolę słuchać, jak grasz. Pięknie improwizujesz, ja tego nie potrafię...
- Oczywiście, że potrafisz. Usiądź, pokażę ci, jak to się robi.
Spełniła jego prośbę i natychmiast poczuła, jak ciepło jego ciała przenika przez ubranie i dociera do niej. Oparła drżące palce na klawiszach i czekała na instrukcje.
- Będziemy używać nut g-moll - powiedział Louis, uderzając w klawisz.
Audrey zrobiła to samo.
- Łatwe, prawda?
- Wiele lat brałam lekcje muzyki - wyznała.
- No właśnie. Na pewno świetnie sobie poradzisz.
Skomponuję teraz dla ciebie melodię, „Sonatę Audrey”. Kiedy mniej więcej ją zapamiętasz, zamkniesz oczy i pozwolisz, aby serce po kierowało twoimi palcami. Nie przejmuj się, jeśli popełnisz jakiś błąd, bo to nie ma znaczenia. Wkrótce twoje dłonie odnajdą właściwą ścieżkę i wtedy zaczniesz myśleć nie o nutach, lecz o uczuciach. Zapragniesz wyrazić siebie i to, co czujesz. Teraz zamknij oczy...
Audrey usłuchała. Louis zaczął powoli grać smutną, fascynującą melodię, która głęboko poruszyła jej niespokojną duszę. Grając, mówił cichym, hipnotyzującym głosem, przenosząc dziewczynę z klubu w Hurlingham do jakiegoś odległego miejsca, gdzie byli tylko we dwoje pod ciemnym niebem, w zaczarowanej dolinie. Jej palce poruszyły się i rozpoczęły wędrówkę po klawiszach, najpierw niezbyt pewnie, po jednej nucie, a potem całymi frazami, które łączyły się w jedno z melodią graną przez Louisa, tworząc niezwykłą sonatę marzeń.
Stary pułkownik, który jak zwykle siedział w skórzanym fotelu pogrążony w lekturze „London Illustrated News”, podniósł głowę i odłożył gazetę. Słuchał w skupieniu, a muzyka powoli topiła lód, który z upływem lat otoczył twardą skorupą jego serce, i dodawała mu sił. Kiedy w końcu podniósł się z fotela, zrobił to tak szybko i sprawnie jak młody człowiek. Parsknął ze zdumienia i pokręcił głową, wciąż zasłuchany w dziwną melodię. Rozejrzał się dookoła i nagle świat wydał mu się piękniejszy niż przed chwilą. Z niedowierzaniem zamrugał; ciemne cienie, jakie ostatnio coraz częściej dostrzegał, znikły bez śladu.
- Dziwne... - zamruczał. - Bardzo dziwne..."

Santa Montefiore: "Sonata o niezapominajce". Świat Książki, Warszawa 2004, s. 60-61, tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz