piątek, 19 kwietnia 2013

Na fujarce

  
Okładka
"- Dmuchaj dalej, graj dalej, graj...
     Za każdym razem kiedy ojciec próbował odjąć piszczałkę od ust, niecierpliwie wołałem:
     - Jeszcze, jeszcze...
     Wreszcie ojciec zmęczył się, odłożył piszczałkę i rzekł:
     - Ja przecież nie umiem grać. Masz, spróbuj ty teraz...
     Podał mi fujarkę, nauczył, jak mam ją trzymać i gdzie dmuchać. Po chwili udało mi się trafić prosto do otworu i dokoła rozległy się się znowu wesołe dźwięki. Chociaż głos był teraz mniej donośny i nie tak barwny jak wówczas kiedy grał ojciec, to jednak jego brzmienie wprawiło mnie w ogromny zachwyt. Dmuchałem z zapałem, dziwiąc się tym dźwiękom, które wydobywałem sam, własnym oddechem. Przez ten czas ojciec zrobił jeszcze kilka mniejszych i większych fujarek z leżących obok wierzbowych witek.
     - Popróbuj pograć na tych - rzekł podając mi je - może będą lepsze.
     Dmuchałem w każdą po kolei i ze zdumieniem spostrzegłem, że wydają one różne dźwięki. Cóż to mogło oznaczać? Czy wydobywający się z nich głos nie był moim głosem, tylko dziwnym, obcym z daleka przybyłym tu dźwiękiem? Może byłem tylko narzędziem, które wyzwalało te brzmienia i czyniło je słyszalnymi?
     Zdawało mi się, że za każdym razem mam do czynienia z inną tajemniczą istotą. Było to dla mnie wstrząsającym odkryciem. Ojciec przyglądał mi się przez cały czas z zaciekawieniem i ciągle uśmiechał.
     - Nie bój się - powiedział w pewnej chwili - te głosy to takie wesołe istotki, które przybywają do nas z daleka, nie bój się ich."

Toivo Pekkanen: "Moje dzieciństwo". Wydawnictwo Poznańskie [Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich] 1976, s. 48 - 49, przekład: Barbara Iwicka

Witold Pruszkowski - Sielanka

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Muzykujący strażnicy

Okładka
"Jean Pascal skierował naszą uwagę na château.
- Popatrzcie, nad całym zamkiem dominuje wieża - powiedział. Kiedyś była wieżą strażniczą. W niespokojnych czasach siedział na niej człowiek, którego jedynym zadaniem było obserwowanie okolicy. Miał ostrzegać, gdyby zauważył jakieś podejrzane osoby kręcące się koło zamku. Człowiek ten, żeby mu się nie nudziło, grał na flecie albo śpiewał piosenki. Do tego zajęcia zawsze wybierano muzyków, ponieważ, pilnując zamku, mogli doskonalić swą sztukę. Pamiętam, że było tak jeszcze w latach siedemdziesiątych, kiedy spodziewaliśmy się problemów. Słysząc śpiew czy głos fletu, ludzie wiedzieli, że wszystko jest w porządku. My również mieliśmy tu swojego strażnika. Często strażnicy sami układali piosenki. Nazywano je chansons de guettes.  Spójrzcie, wieża jest usytuowana centralnie nad częścią mieszkalną château."

Philippa Carr [Victoria Holt]: Czarny Łabędź. Świat Książki, 1998, s. 131, tłum. Anna Zielińska