sobota, 11 maja 2013

Widzowie siedzieli napięci, cisi, spoceni, zahipnotyzowani

 
Klucz do Rebeki
 "Wieczór był gorący, a światła ze sceny pogarszały jeszcze upał. Widzowie zachowywali się awanturniczo - odczuwali pragnienie - tymczasem podawano jedynie szampana, szybko więc się upijali. Zaczęli głośno domagać się gwiazdy przedstawienia. Soni el-Aram.
Najpierw musieli słuchać grubej Greczynki i jej piosenek Ujrzę cię w swoich snach i Nie mam nikogo (ta ich rozbawiła). Potem zapowiedziano Sonię. Nie pojawiła się jednak od razu. Widownia robiła się coraz głośniejsza i bardziej niecierpliwa, w miarę jak upływały minuty. Wreszcie, kiedy widzowie już bliscy byli wybuchu, rozległ się grzmot bębnów, na scenie pogasły światła i zapanowała cisza.
Kiedy zapalił się reflektor punktowy, Sonia stała nieruchomo na środku sceny wznosząc ramiona ku niebu. Miała na sobie przezroczyste spodnie i obszyty cekinami stanik, a ciało upudrowane na biało. Rozległa się muzyka - bębny i fujarka - i Sonia rozpoczęła taniec.
   Wolff popijał szampana i patrzył z uśmiechem. Wciąż jest najlepsza. Poruszyła wolno biodrami, tupnęła jedną stopą, a potem drugą. Ręce zaczęły jej drgać, potem ramiona, zatrzęsły się piersi; a teraz jej słynny brzuch zafalował hipnotycznie. Rytm uległ przyspieszeniu. Przymknęła oczy. Wydawało się, że każda część jej ciała porusza się niezależnie. Wolff miał uczucie, jak zwykle, jak każdy mężczyzna na widowni, że przebywa z nią sam na sam, a popis przeznaczony jest właśnie dla niego, że nie chodzi o występ ani o numer z czarodziejskiej krainy rozrywki, lecz że zmysłowe ruchy Soni są impulsywne, porusza się, bo musi, a w seksualny szał wprawia ją jej własne zmysłowe ciało. 
   Widzowie siedzieli napięci, cisi, spoceni, zahipnotyzowani. Ona poruszała się coraz szybciej, jakby w uniesieniu. Muzyka osiągnęła kulminację i urwała się nagle. W nastałej ciszy Sonia wydała krótki, ostry krzyk, po czym padała do tyłu, z nogami ugiętymi, rozwartymi kolanami, aż jej głowa wreszcie dotknęła desek sceny. Trwała w tej pozycji przez chwilę, potem światła zgasły. Widzowie zerwali się na nogi bijąc brawo.
   Światła się zapaliły, ale Sonia zniknęła.
   Nigdy nie bisowała."

Ken Follett: "Klucz do Rebeki". Amber, Warszawa 1989, s. 30-31, tłum. Hieronim Mistrzycki

niedziela, 5 maja 2013

Muzyka przemawia do naszych dusz i serc

Lato w Zatoce Aniołów
"Jenny zacisnęła zęby. Stella Rubinstein, pięćdziesięciodwuletnia dama w trakcie menopauzy i rozwodu, z zimną krwią mordowała Romea i Julię Czajkowskiego. Rąbiąc w klawiaturę, posłała Jannie zachwycony uśmiech.
- Idzie mi coraz lepiej, prawda? Sydney nie uwierzy, kiedy to zagram na ślubie Carole.
Sydney nie uwierzy i będzie miał rację... Jena odchrząknęła, ostrożnie dobierając słowa.
- Zastanawiam się, czy nie wolałabyś dzielić się talentem w mniejszym gronie. Będziesz się czuła bardziej komfortowo. Na ślubie córki pewnie i tak będziesz wystarczająco spięta.
- Żartujesz sobie? Całe miasto będzie o tym mówić! Sydney chciał mi wmówić, że jestem nudna. Że nie potrafię się niczego nauczyć i nigdy więcej nie będę dla niego ekscytującą partnerką. [...] Sydney popełnił błąd rzucając mnie, i zamierzam mu to udowodnić - wykrzyknęła z mocą Stella. - Niech zobaczy we mnie kogoś więcej niż kobietę, która przez dwadzieścia trzy lata gotowała mu posiłki i prała skarpetki. Kobietę, którą opuścił, bo stała się nudna... Teraz już nudna nie jestem!
- Ależ skąd! - poparła ją Jenna. I rzeczywiście otwarta, serdeczna i rozszczebiotana Stella była jedną z najbarwniejszych postaci w całej Zatoce Aniołów. Jenna nie wiedziała, dlaczego Stella zdecydowała się akurat na fortepian, była jednak przekonana, że muzyka ma moc uzdrawiania. Zresztą, widziała wyraźnie, jak wspaniale oddziałuje na Stellę. Kiedy sześć tygodni wcześniej przyszła na pierwszą lekcję, wydawał się kompletnie pozbawiona energii. Zakłopotana, niepewna, niechętnie patrzyła w oczy.Teraz trudno było ją rozpoznać. Ufarbowała włosy, zrzuciła parę kilo i porzuciła stare dresy na rzecz dopasowanych dżinsów i kobiecych sweterków. Jasne loki podcięła i zaczesywała za uszy. Wyglądała dwadzieścia lat młodziej.
- Uwielbiam grać - ciągnęła Stella. - Czuję się, jakbym uczestniczyła w czymś bardzo ważnym, jakbym nabierała sił. Wiem, to głupie. Przecież wcale nie gram dobrze.
- To wcale nie jest głupie - żachnęła się Jenna. - Muzyka przemawia do naszych dusz i serc. Zmienia nas. - Sama w chwilach smutku i lęku siadała do fortepianu i zatracała się w precyzyjnych dźwiękach koncertów fortepianowych Prokofiewa czy sonaty Patetycznej Beethovena. Jednak nie chciała, by Stella grała dla tak wielkiej publiki, bo nie była jeszcze na to gotowa."

Barbara Freethy: "Lato w Zatoce Aniołów". BIS, Warszawa 2012, s. 21-23, tłum. Ewelina Kowalczyk