niedziela, 13 lipca 2014

Jestem zupełnie jak żywa szafa grająca...

"Do łaźni szło się pięć minut wzdłuż rzeki. Wróciliśmy do domu nieco odświeżeni. Otworzyliśmy wino i piliśmy je, siedząc na werandzie.
- Przynieś jeszcze jeden kieliszek, dobrze?
- Dobrze. Ale po co?
- Urządzimy pogrzeb Naoko - powiedziała Reiko. - Niesmutny.
Przyniosłem kieliszek, a Reiko wypełniła go po brzegi winem i postawiła na tradycyjnej kamiennej latarni ogrodowej. Potem usiadła na werandzie z gitarą na kolanach, oparła się o słupek i zapaliła papierosa.
- A masz zapałki? Jeśli masz, to przynieś. Najlepiej jak największe pudełko.
Znalazłem w kuchni duże pudełko i usiadłem obok Reiko.
- Po każdym utworze, wyjmij jedną zapałkę i układaj w rządek. Zagram wszystko, co mi przyjdzie do głowy.
Najpierw pięknie i spokojnie zagrała Dear Heart Henry'ego Manciniego.
- Podarowałeś Naoko tę płytę, prawda?
- Tak. Na Gwiazdkę dwa lata temu. Bardzo lubiła tę melodię.
- Ja też lubię. Jest bardzo łagodna i piękna. - Zagrała jeszcze lekko parę taktów Dear Heart i napiła się wina. - No, ciekawe, ile uda mi się zagrać, zanim się upiję. Nie uważasz, że niezły jest taki niesmutny pogrzeb?
Przeszła do Beatlesów: zagrała Norwegian Wood, Yesterday, Michelle, Something, zaśpiewała Here Comes the Sun i zakończyła piosenką Pool on the Hill. Ułożyłem w rządku siedem zapałek.
- Siedem - powiedziała Reiko, napiła się wina i zapaliła papierosa. - Ci faceci naprawdę dobrze rozumieją smutek i słodycz, które niesie życie.
Ci faceci to oczywiście John Lennon, Paul McCartney, George Harrison, Ringo Starr.
Reiko odpoczęła chwilę, zgasiła papierosa i znów ujęła gitarę. Zagrała Penny Lane, Blackbird, Julia, When I am Sixty Four, Nowhere Man, And I Love Her i Hey, Jude.
- Ile zagrałam?
- Czternaście.
Westchnęła. - A ty? Umiałbyś zagrać choć jedną piosenkę?
- Bardzo źle.
- Może być bardzo źle.
Przyniosłem własną gitarę i niepewnie przebrnąłem przez Up on the Roof. Reiko w tym czasie odpoczywała, paliła i popijała wino. Kiedy skończyłem, zaklaskała.
Potem pięknie i starannie zagrała gitarową wersję Pawany na śmierć Infantki Ravela i Clair de Lune Debussy'ego.
- Tych dwóch utworów nauczyłam się po śmierci Naoko. Jej gust muzyczny nigdy nie wzniósł się ponad zwykły sentymentalizm.
Następnie wykonała kilka utworów Bacharacha: Close to You, Raindrops Keep Falling on My Head, Walk On By i Wedding Bell Blues.
- Dwadzieścia - powiedziałem.
- Jestem zupełnie jak żywa szafa grająca - rzuciła wesoło Reiko. - Gdyby zobaczył to któryś z moich profesorów z konserwatorium, chybaby zemdlał.
Popijając piwo i paląc, grała jeden po drugim różne utwory. Zagrała prawie dziesięć melodii w rytmie bossa novy, utwory Rodgersa i Harta oraz Gershwina, Boba Dylana, Raya Charlesa, Carole King, The Beach Boys, Stevie Wondera, Ue o muite Sakamoto Kyu, Blue Velvet, Green Fields, jednym słowem, wszystko, co jej przyszło do głowy. Czasami zamykała oczy i lekko potrząsała głową albo nuciła melodię.
Skończyło się wino, więc przerzuciliśmy się na whisky. Wylałem wino z kieliszka Naoko na kamienną latarnię i napełniłem go whisky.
- Ile już zagrałam?
- Czterdzieści osiem.
Jako czterdziestą dziewiątą piosenkę zagrała Eleanor Rigby, a jako pięćdziesiątą - ponownie Norwegian Wood. Potem dała odpocząć rękom i napiła się whisky. - Może tyle wystarczy?
- Wystarczy - zgodziłem się. - Byłaś wspaniała.
- Słuchaj, zapomnij już całkowicie, zupełnie o tym smutnym pogrzebie. Pamiętaj tylko ten. Był fajny, prawda?
Skinąłem głową.
- A teraz na bis - powiedziała Reiko i zagrała znów fugę Bacha."



 Haruki Murakami: Norwegian Wood, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006, tłumaczenie (z japońskiego): Dorota Marczewska i Anna Zielińska-Elliott, s. 462-464


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz