niedziela, 14 września 2014

Zupełnie nieoczekiwanie w mroku zabrzmiała dumna i zadziorna muzyka...

"Zupełnie nieoczekiwanie w mroku zabrzmiała dumna i zadziorna muzyka. To było coś znanego. Dźwięki rozbiegały się po wypalonych ulicach, przez wybite okna wpadły do opuszczonych mieszkań i napełniły otuchą serca siedzących po kątach powstańców. Mocne, odważne i donośne, ożywiły martwą ulicę. To musiał być Chopin. Niósł pocieszenie, koił nerwy, dodawał siły i wiary.
Na złość Niemcom pianista grał przy otwartym oknie. Każda powstańcza noc wypełniona muzyką i radością była zwycięstwem. Zagraniem Niemcom na nosie. Natychmiast zaciekle zajazgotały niemieckie karabiny, ale czołgi milczały. Po ciemku Niemcy nie mogli przecież strzelać na oślep, bo pozycje powstańcze w wielu miejscach przeplatały się z niemieckimi. Wieczorem i w nocy tracili przewagę ogniową i musieli grzecznie słuchać.
Pianista zagrał do końca i zamilkł. Jaka szkoda, pomyślał Wojtek.
Jakby spełniając jego życzenie, po chwili rozległa się dużo bardziej nieokrzesana i wesoła melodia. Ktoś grał W murowanej piwnicy. Wojtek dobrze znał to wykonanie. Nie pierwszy raz słyszał podobny szalony bieg po klawiaturze. Tak grała tylko jedna osoba na świecie: Mikołaj. Więc nie tylko żyje i ma się dobrze, ale jeszcze dorwał się do fortepianu! Powstańcom się podobało. Najpierw nieparzysta, a zaraz potem parzysta strona Alei obudziła się do życia, klaskano w rytm, śpiewano. A potem skoczna  muzyka ucichła i rozległy się dźwięki jeszcze bliższe sercu Wojtka: Nothing Else Matters Metalliki.
Heavymetalowa ballada rozlała się po pustych przestrzeniach i odnalazła rozrzuconych na posterunkach powstańców. Napisany blisko pół wieku później utwór nabrał dziwnego, nieprzewidzianego chyba przez Jamesa Hetfielda znaczenia. Jakby przerzucił dla Wojtka most między dwoma światami.
Z błogostanu wytrącił go kuksaniec.
- Znasz to? - zdziwił się plutonowy.
- Jasne - palnął Wojtek i zaraz ugryzł się w język.
- Dziwne.
Oczywiste było, że poza nim nikt z obecnych nie mógł znać tego utworu, ale chyba im się podobał, bo siedzieli zasłuchani..."

Monika Kowaleczko-Szumowska: Galop '44, Wydawnictwo Literacki Egmont, Warszawa 2014, s. 57-58

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz