sobota, 29 listopada 2014

Lindy zaczęła kołysać się w rytm muzyki...

 Usiadłem na swoim dawnym miejscu i patrzyłem, jak Lindy majstruje przy odtwarzaczu.  Światło w pokoju było przyćmione, a powietrze przyjemnie chłodne. Po chwili rozległo się na cały głos The Nearness of You.
 - Nie uważasz, ze ludzie mogą mieć pretensje? - spytałem
 - Do diabła z nimi. Płacimy tyle za to miejsce, że to nie nasz problem. A teraz sza! Słuchajmy, słuchajmy!
 Lindy zaczęła kołysać się w rytm muzyki, tak jak przedtem. Tylko tym razem nie zatrzymała się po pierwszej zwrotce. Co więcej, im dłużej grała muzyka, tym bardziej wydawała się nią urzeczona, wyciągając przed siebie ręce, jakby obejmowała niewidocznego partnera. Kiedy utwór się skończył, wyłączyła odtwarzacz i stanęła bez ruchu w drugim końcu pokoju, odwrócona plecami. Stała tak przez długą chwilę, a potem podeszła do mnie.
 - Nie wiem, co powiedzieć. To jest zachwycające. Jesteś wspaniałym, cudownym muzykiem. Jesteś genialny.

Kazuo Ishiguro: Nokturny. Pięć opowiadań o muzyce i zmierzchu. Opowiadanie Nokturn. Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2010, s. 202-203, tłumaczenie Lecha Jęczmyka

środa, 26 listopada 2014

Zaproszenie do zabawy

Koncepcja bloga, który łączy różne dziedziny sztuki, czy może działalności artystycznej, nie jest bardzo popularna. Cieszę się, że blog został zauważony przez kilka osób, które regularnie mnie odwiedzają. A dzisiaj bardzo mi miło, że Guciamal, autorka bloga Moje podróże, wybrała "O muzyce - słowem i obrazem" do zabawy Liebster Blog Award. Bardzo Ci dziękuję!



Zabawa polega na odpowiedzi na 11 zadanych pytań, ułożeniu własnych 11 pytań i wskazaniu 11 osób, które zapraszamy do zabawy.

1. Jaką polską książkę uważasz dla siebie za najważniejszą, lub kilka najważniejszych?
Już pierwsze pytanie spowodowało, że zamyśliłam się nad moimi lekturami. Najważniejsza, bo zrobiła na mnie największe wrażenie podczas lektury czy może raczej ta, do której niezmiennie wracam, znajdując w niej wciąż od nowa inspirację i przyjemność czytania?
Raczej tak..., a więc najważniejszą polską książką jest dla mnie zbiór rozmów Barbary Łopieńskiej "Książki i ludzie". Nigdy mnie nie nudzi towarzystwo osób, które lubią czytać i potrafią o swojej pasji opowiadać tak ciekawie, jak rozmówcy pani Łopieńskiej. 



2. Literatura współczesna czy klasyka?
Jeszcze niedawno nie miałabym wątpliwości, skoncentrowana na nowościach nie miałam już czasu na klasykę, na powtórki. Dużo nowowydanych książek, mało czasu, coraz większe tempo czytania... W pewnym momencie dotarło do mnie, że te kolejne nowości mnie nie zachwycają. Powiedziałabym nawet: coraz rzadziej mi się podobają... Zauważyłam też, że szybko zapominam ich treść. Moje czytanie zaczęło przypominać zaliczanie tytułów. A przecież nie da się przeczytać wszystkiego. W ślad za tą refleksją pojawiła się zmiana nie tylko w sposobie czytania, ale i w doborze książek. Coraz częściej są to tytuły starsze, jeżeli nie klasyka, to w każdym razie książki kilku(kilkunasto-)letnie. I coraz częściej wypatruję w księgarniach nie nowości, ale wznowień...


3. Książka, której odbiór podczas kolejnej lektury się radykalnie zmienił.
"Lalka". Pierwszy raz czytałam ją jako nastolatka i pamiętam, jak przebiegałam szybko przez strony, żeby się dowiedzieć, co nowego wymyśli Wokulski, żeby zdobyć serce i rękę rozkapryszonej i wyniosłej Izabeli. Niedawno wróciłam do niej i odkryłam prawdziwe bogactwo, piękny obraz Warszawy z tamtych lat. To samo mogłabym też napisać o "Ziemi obiecanej" i całkiem niedawno odkrytym w niej i docenionym obrazie Łodzi.



4. Miejsce na ziemi, które chciał/a byś zobaczyć, dzięki lekturze.
Takich miejsc jest sporo. Jeżeli książka mnie wciągnie, to, czytając, chętnie przeniosłabym się w tamtą okolicę. Chętnie zobaczyłabym na przykład Kenię ("Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen i "Zielone miasto w słońcu" Barbary Wood) i Barcelonę ("Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna). Moim najdawniejszym marzeniem jest wycieczka na Wyspę Księcia Edwarda ("Ania z Zielonego Wzgórza" i dalsze tomy cyklu Lucy Maud Montgomery) 

Kenia

Barcelona

Wyspa Księcia Edwarda

5. Muzyczne skojarzenia książkowe.
Jako pierwszy przyszedł mi do głowy "Jan Krzysztof" Romaina Rollanda. :-) Zaraz potem pojawiło się wspomnienie biografii Elli Fitzgerald, mojej ulubionej wokalistki jazzowej.
Często w czytaniu towarzyszy mi muzyka z płyt, dobrana zgodnie z moim aktualnym nastrojem lub przewidywanymi wrażeniami z lektury. Zdarza się, że potem w mojej pamięci jakaś książka jest nierozerwalnie powiązana z wybraną dla niej muzyką. Działa to trochę tak, jak w "teatrze wyobraźni" lub w swoistym "kinie wyobraźni"; tak jak nie do pomyślenia jest film bez muzyki w ścieżce dźwiękowej, tak ja lubię tworzyć moje własne, osobiste "projekcje w wyobraźni", gdzie słowo łączy się z muzyką. Ta ważna dla mnie rola muzyki stała się przyczynkiem do powstania tego bloga.


6. Najlepsza biografia, jaką czytałaś/eś?
Trudno mi wybrać jedną. Gdybym jednak spróbowała, to z pewnością byłaby to któraś z biografii Irvinga Stone'a. Ale czy to by była "Udręka i ekstaza" (Michał Anioł), czy "Pasja życia" (Vincent van Gogh), "Żeglarz na koniu" (Jack London), czy wreszcie najpóźniej z nich czytana "Opowieść o Darwinie"? Nie wiem.


 Napisałam to, a godzinę później wróciłam do tej odpowiedzi, bo zaczął mnie męczyć brak jednej z najlepszych książek zeszłego roku, czyli "Beksińscy: Portret podwójny"  Magdaleny Grzebałkowskiej.




7. Kryminał czy science fiction? 
Zdecydowanie kryminał. Wolę świat realny (nawet, jeżeli czasami w kryminałach okrutny i trudny do zaakceptowania) od świata wymyślonego. Chociaż nie ukrywam, że niektóre kreacje przypadły mi do gustu. Pratchett, Le Guin, Tolkien..., czyli raczej fantasy niż science fiction.  Ale zdecydowanie więcej jest kryminałów. Nie lubię jednak takich, w których autor epatuje niepotrzebnym okrucieństwem, wolę takie, gdzie ważniejsza od dosłownych, makabrycznych opisów jest zagadka, dochodzenie, sposób odkrycia  prawdy... Z polskich autorów mogę wymienić niedawno odkrytego Miłoszewskiego, ze skandynawskich Mankella i Lackberg, z amerykańskich Cobena (wolę jednak jego kryminały spoza cyklu z Myronem Bolitarem).


8. Książka z obrazem w tle, którą wspominasz najlepiej.
To "Dziewczyna z perłą" Tracy Chevalier. Vermeer i jego obrazy, przede wszystkim tytułowa "Dziewczyna z perłą"... Poświęciłam tej książce post na moim drugim blogu, W wygodnym fotelu - z książką i kawą.



9. Jaką książkę z kręgu literatury pozaeuropejskiej możesz polecić osobie, która niechętnie sięga po tego typu literaturę.
Ja też zdecydowanie wolę literaturę europejską, ale zajrzałam do swoich skrzętnie od kilku lat prowadzonych notatek i wybrałam kilka takich książek, które zrobiły na mnie wrażenie, nie dały o sobie zapomnieć lub - całkiem zwyczajnie - sprawiły mi przyjemność.

z Kanady: Fred Bodsworth - "Odmieniec"
z Chile:  Luis Sepúlveda - "O starym człowieku, co czytał romanse"
z Afganistanu: Khaled Hosseini - "Chłopiec z latawcem" i "Tysiąc wspaniałych słońc"
z Urugwaju: Carlos Maria Dominquez - "Dom z papieru"
z Nowej Zelandii - Linda Olsson (naciągnęłam nieco, bo Olsson urodziła się w Szwecji, ale mieszka w Nowej Zelandii) - "Niech wieje dobry wiatr"
z Australii - Kate Morton - wszystko, co napisała świetnie się sprawdziło jako czytadło, idealne na długie jesienne i zimowe wieczory.


10. Gdybyś miał/a okazję zjeść kolację z pisarzem/pisarką - kogo byś wybrał/wybrała i co byś zamówił/zamówiła?
Jestem łasuchem, więc wprosiłabym się na przyjęcie przygotowane przez Joanne Harris dla Armande, jednej z bohaterek książki "Czekolada". Armande już dokonała za mnie wyboru, zamawiając: "foir gras, szampan, trufle i świeże chanterelles z Bordeaux, plateaux de fruit de mer od tamtejszego tratteur [...] torty i czekoladki" ["Czekolada", Prószyński i S-ka, s. 188]. Przyznam, że mnie całkowicie zadowoliłyby te dwa ostatnie składniki uczty. :-)


11. Jaką książkę zabrał/a byś na bezludną wyspę?
A może być cykl? Bo zabrałabym cztery książki Aliny Białej z cyklu "Korespondencja sztuk". Tytuł każdego tomu zaczyna się frazą: Literatura i... Ukazanie się  każdego kolejnego opracowania jest dla mnie wydarzeniem. Jest już taniec, jest muzyka, jest architektura i malarstwo... Na długie dni i noce na bezludnej wyspie miałabym bardzo bogatą pożywkę dla pamięci i wyobraźni. Mam nadzieję, że pani Biała pracuje nad następnym tomem.



***   ***   ***
A teraz moje pytania:

1. Czy, mając do wyboru różne wydania tej samej książki, kierujesz się osobą tłumacza?

2. Czy słuchasz audiobooków? Może masz swojego ulubionego lektora? Czy sądzisz, że lektor ma wpływ na nasz odbiór książki?

3. Książka czy film? A jeżeli oba, to w jakiej kolejności? Czy masz i możesz polecić ulubioną ekranizację (adaptację)?

4. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa muzyka? Wolisz muzykę na żywo czy nagrania studyjne?

5. Jakiego muzyka z "największej orkiestry świata" najbardziej chciał(a)byś posłuchać na żywo, gdyby to było możliwe?

6. Zbliżają się święta... O jaką książkę (dzieło sztuki, płytę CD lub DVD...) poprosił(a)byś w liście do Mikołaja?

7. Czy pora roku (lub pogoda) ma jakiś wpływ na dobór Twoich lektur?

8. Czy dajesz "drugą szansę" pisarzowi, jeżeli pierwsze z nim spotkanie uznałeś(aś) za nieudane?

9. Czy lubisz podążać tropami znalezionymi w czytanych książkach (nie tylko esejach także powieściach, w których bohaterowie coś czytają)?

10. Twój ulubiony pisarz prosi Cię o podpowiedź w sprawie książki, którą dopiero ma zacząć pisać. Masz wszechstronne możliwości współdecydowania nie tylko o tematyce, ale i miejscu i czasie akcji. Co byś mu podpowiedział(a)?

11. Jedziesz tramwajem, autobusem, pociągiem... obok Ciebie jedzie osoba w zbliżonym wieku, zaczytana tak, że świata dookoła siebie nie widzi... Czy spróbujesz podejrzeć (lub spytać wprost), co takiego czyta, widząc w tym zaczytaniu jakąś podpowiedź lektury dla siebie? Czy zdarza Ci się rozmawiać o książkach z całkiem obcymi, przypadkowymi osobami?


Wybrać 11 osób... To trudne zadanie, bowiem zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią takie zabawy. A niektórzy mają już kilka zaproszeń i widok kolejnego ich nie ucieszy...  Ale spróbuję. Oto osoby, których odpowiedzi bardzo jestem ciekawa:

Lirael  - blog Lektury Lirael  
Viv  - blog Krakowskie czytanie  
Agnieszka Zielińska - blog Moje podróże literackie  - DZIĘKUJĘ
Marlow  - blog Galeria Kongo  - DZIĘKUJĘ
Koczowniczka - blog Koczowniczka o książkach  - DZIĘKUJĘ
Padma -  blog miasto książek  
Monika Sjoholm - blog Kronika błękitnej biblioteczki
El. - blog Notes czytelniczy - DZIĘKUJĘ
Tynulec - blog Polska jest Piękna - DZIĘKUJĘ
Agnes - blog Dowolnik  - DZIĘKUJĘ
Bibliomisiek  - blog Za okładki płotem  - DZIĘKUJĘ

Będzie mi bardzo miło, jeżeli zechcecie przyjąć zaproszenie. :-)

wtorek, 18 listopada 2014

mówisz, że jazz-band jest dziki...


 "Nader krytyczne oceny jazzu znalazły miejsce również w twórczości poetyckiej.
  Poznańska poetka Maria z Wieniawskich Ejsmondowa apelowała:

             i na wzór "gospodarczej" i "przeciwgazowej",
             stwórzmy "Ligę Obrony" też "przeciwjazzowej".

                 (Kujmy żelazo póki gorące, w: W epoce dzikich "jazzów"
                 i trujących gazów, Warszawa 1929)

  Ale bywało zupełnie inaczej. Na przeciwległym biegunie odczuć uplasowała się Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, która była zafascynowana tym, że jazz trafił w gust epoki. Świadectwem tego jest jej wiersz Krzyk jazz-bandu:

             mówisz, że jazz-band jest dziki
             że płacze jak wicher w kominie
             i że cię przeraża
                                            to minie
             nuty życia czyż nie są dzikie
             życie jest zamętem i krzykiem
             przecież przyszliśmy na świat wśród takiej muzyki

                 (Dancing - karnet balowy, Warszawa 1927)"

Krzysztof Karpiński: Był jazz. Krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 32-33


Orkiestra taneczna o charakterze jazzowym.
Założona w Warszawie około 1930 r. przez Juliana Fronta i Zygmunta Heymana

niedziela, 16 listopada 2014

Chłopak błądzi po tym lesie dźwięków i czuje wkoło siebie tysiące sił nieznanych

Był sam. Otwierał fortepian, przysuwał krzesło, sadowił się na nim. Ramiona jego sięgały ledwie klawiatury; to mu wystarczało. Czemuż czekał, aż zostanie sam? Nikt nie broniłby mu grać, byle nie robił hałasu. Ale on wstydził się grać wobec kogoś, nie śmiał. Zresztą rozmawiano, ruszano się, to psuło przyjemność. O ileż było piękniej, kiedy był sam!... Krzysztof wstrzymał oddech, żeby było jeszcze ciszej, a i dlatego, że był trochę wzruszony, jakby miał wystrzelić z armaty. Serce mu biło, kiedy dotykał klawisza; niekiedy, nacisnąwszy go do połowy, odrywał palec, by dotknąć innego. Czyż wiadomo, jaki ton wyda ten, a jaki tamten?... Nagle rozbrzmiewa dźwięk; są dźwięki głębokie i są ostre, jedne dzwonią, inne huczą. Dziecko wsłuchuje się w nie długo, jak jeden po drugim słabnie; kołyszą się niby dzwony, które słychać w polu, gdy wiatr kolejno przybliża i oddala ich głosy; a gdy się nastawi ucha, słychać w oddali różne ich dźwięki, które stapiają się ze sobą i wirują jak roje owadów; zda się, wołają cię, pociągają hen... hen... w najdalszą dal, w tajemnicze odludzia, gdzie tony i przepadają... Oto umilkły... Nie! szemrzą jeszcze... Lekki trzepot skrzydeł... Jakie to wszystko dziwne! Rzekłbyś, duchy. Że są tak posłuszne, że dają się więzić w tej starej skrzyni! Rzecz niepojęta!
   Ale pięknie jest ponad wszystko, kiedy jednocześnie dwoma palcami dotknie się dwóch klawiszów. Nigdy nie wiadomo dokładnie, co się stanie. Niekiedy dwa duchy są sobie wrogie; gniewają się, kłócą, nienawidzą, warczą wrogo; głos ich potężnieje, krzyczy; to wpada we wściekłość, to zawodzi boleśnie. Krzysztof jest zachwycony. Rzekłbyś, że zakute w kajdany potwory gryzą łańcuchy, tłuką o ściany więzienia; zda się, że rozwalą je i wyrwą się w świat, jak owe stwory z bajek, duchy zamknięte w skrzyniach arabskich pod pieczęcią Salomona. Inne łaszą się, przymilają, ale znać, że chciałyby gryźć, że gorączka je pali. Krzysztof nie wie, czego chcą; nęcą go i niepokoją, aż dostaje rumieńców. Inne znów tony kochają się; splatają się ze sobą, jak ludzie ramionami, kiedy się całują; są pełne wdzięku i słodyczy. To duchy dobre; mają twarze uśmiechnięte, bez zmarszczek; kochają małego Krzysztofa i Krzysztof je kocha; ma łzy w oczach, kiedy ich słucha i wywołuje je, nigdy niesyty. Są jego przyjaciółmi, drogimi, serdecznymi przyjaciółmi...
   Chłopak błądzi po tym lesie dźwięków i czuje wkoło siebie tysiące sił nieznanych, które czyhają na niego i wzywają go, aby go pieścić i pożreć...
   Pewnego dnia Melchior zaszedł go znienacka. Krzysztof drgnął na dźwięk jego grubego głosu. Przekonany, że zawinił, zakrył uszy rękami, by uchronić je od strasznych uderzeń. Ale Melchior nie złajał go wyjątkowo, był w dobrym humorze, śmiał się.
   - Zajmuje cię to, nicponiu? - spytał, klepiąc go przyjaźnie po głowie. - Chcesz, żebym cię uczył grać?
   Czy chciał tego!... Uszczęśliwiony, bąknął: tak. Obaj zasiedli przed fortepianem...

Romain Rolland: Jan Krzysztof. Księga pierwsza. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1950, s. 82-84, przekład autoryzowany Leopolda Staffa

Okładka pochodzi z wydania Ludowej Spółdzielni Wydawniczej z roku 1988

piątek, 7 listopada 2014

Muzyka zdawała się powstawać w sposób niematerialny...

Tak, niczym innym nie była piękna noc, tylko koncertem D-dur Brahmsa.
Róża prędko przeszła do salonu i zapaliwszy świece wydobyła skrzypce z pudła. Na pulpicie rozłożyła partyturę. Gorączkowo podkręciła kołki, nastroiła instrument. Głowa pałała, ręce były zimne.
- Zagram czy nie zagram? Allegra nie ma co próbować. Adagio. Pamiętam każdą nutę. Tylko czy pasaże wyjdą?
Zupełnie tak samo wyraźnie jak szelest liści za szybą, plusk sadzawki i szkliste dzwonienie księżyca słyszała wiolonczele, flety, altówki Brahmsowskiego koncertu. Wyczekała aż rozwieje się akord trąbek.
Pierwsze takty skrzypcowego partu zadźwięczały blado, w palcach nie było jeszcze ciepła, w piersi za wiele żaru. Niebawem wszakże wyrównał się bieg krwi, prawa stopa ledwie widoczną pulsacją wybijała rytm, ramiona stężały na marmur, kiście nabrały miękkości.
Poprzez kantylenę płynącą na fali klarnetów dotarła łatwo do sola, które wypadło bezbłędnie. Upojona uległością mięśni i współbrzmieniem fikcyjnej orkiestry, zwycięsko snuła pasaże. Ton nabierał z wolna mocy, forte espressivo miało już pełny wyraz, staccata, szóstki arpeggia ulatywały ze strun pasmami niezakłóconej błogości. Ostatnia fermata była jak szczęśliwe westchnienie.
Róża płonęła. Ukończywszy adagio, stała prostsza, wyższa, lżejsza niż  zwykle; czuła, że odjęto jej część ciężaru, serce uderzało równo, uwolnione z nadmiaru tęsknoty. Niebawem zakrzątnęła się żywo koło instrumentu, przetarła struny, podwoiła znowu...
- Dziś albo nigdy - szeptała. - Nie wiem, co to... Ten księżyc... Czy może Kazio mi pomagał! Spróbuję teraz allegro non troppo.
Długo nasłuchiwała zjawiskowego tutti. Wreszcie wraz z uroczystym beethovenowskim akordem wstąpiła w zespół. Palce sprawnie działały, pasaż skrzypcowy za pasażem pokrywał majaczenie oboju, fagotu, violi.
Róża nie czuła zwykłej nieśmiałości wobec instrumentu; opór strun, włosia, drewniane przydźwięki, niedołęstwo mięśni - przestały istnieć. Muzyka zdawała się powstawać w sposób niematerialny, bez udziału pracy, jedynie za przyczyną zachwytu. Wyzwolona z praw fizycznych, Róża bez najmniejszego trudu przenikała wszystkie strefy i wszystkie uczucia: zarówno nieziemskie modlitwy, jak miłosne scherzando. Skrzypce utraciły wagę, objętość, smyczek utracił kształt, w dalekich przerzutach łamał się zygzakiem jak piorun.Między domem a światem znikł przedział - księżycowa noc roztopiła ludzi, sny, niebo i mury, tajemnica zmieszała się z wiedzą, na miesjce chaosu wzeszła dźwięczna, jedwabista pełnia.
Crescedno, stringendo, animato, forte - Róża bez wahań, bez bólu osiągała zenit.
Akordy... Ocknęła się pośród ciszy. Smyczek drżał w dłoni, skrzypce dymiły niewystygłą melodią. [...]

Maria Kuncewiczowa: Cudzoziemka. Instytut Wydawniczy Pax. Warszawa 1980, s. 105-106

sobota, 1 listopada 2014

Nie idźmy jeszcze spać dopóki dźwięki gubią czas...


Nie idźmy

Nie idźmy jeszcze spać
póki tak pięknie gra muzyka
nie idźmy jeszcze spać
póki nie świta
Póki umiemy stąpać za krokami nocy
w ciemności z którą szukamy braterstwa
Nie idźmy jeszcze spać
dopóki dźwięki gubią czas
Nie idźmy jeszcze spać
Nie idźmy spać

Julia Hartwig: Janis. W: Wiersze wybrane. Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5 pod redakcją Ryszarda Krynickiego. Tom 69. Wydawnictwo a5, Kraków 2014 (wydanie z płytą CD), s. 324