niedziela, 16 listopada 2014

Chłopak błądzi po tym lesie dźwięków i czuje wkoło siebie tysiące sił nieznanych

Był sam. Otwierał fortepian, przysuwał krzesło, sadowił się na nim. Ramiona jego sięgały ledwie klawiatury; to mu wystarczało. Czemuż czekał, aż zostanie sam? Nikt nie broniłby mu grać, byle nie robił hałasu. Ale on wstydził się grać wobec kogoś, nie śmiał. Zresztą rozmawiano, ruszano się, to psuło przyjemność. O ileż było piękniej, kiedy był sam!... Krzysztof wstrzymał oddech, żeby było jeszcze ciszej, a i dlatego, że był trochę wzruszony, jakby miał wystrzelić z armaty. Serce mu biło, kiedy dotykał klawisza; niekiedy, nacisnąwszy go do połowy, odrywał palec, by dotknąć innego. Czyż wiadomo, jaki ton wyda ten, a jaki tamten?... Nagle rozbrzmiewa dźwięk; są dźwięki głębokie i są ostre, jedne dzwonią, inne huczą. Dziecko wsłuchuje się w nie długo, jak jeden po drugim słabnie; kołyszą się niby dzwony, które słychać w polu, gdy wiatr kolejno przybliża i oddala ich głosy; a gdy się nastawi ucha, słychać w oddali różne ich dźwięki, które stapiają się ze sobą i wirują jak roje owadów; zda się, wołają cię, pociągają hen... hen... w najdalszą dal, w tajemnicze odludzia, gdzie tony i przepadają... Oto umilkły... Nie! szemrzą jeszcze... Lekki trzepot skrzydeł... Jakie to wszystko dziwne! Rzekłbyś, duchy. Że są tak posłuszne, że dają się więzić w tej starej skrzyni! Rzecz niepojęta!
   Ale pięknie jest ponad wszystko, kiedy jednocześnie dwoma palcami dotknie się dwóch klawiszów. Nigdy nie wiadomo dokładnie, co się stanie. Niekiedy dwa duchy są sobie wrogie; gniewają się, kłócą, nienawidzą, warczą wrogo; głos ich potężnieje, krzyczy; to wpada we wściekłość, to zawodzi boleśnie. Krzysztof jest zachwycony. Rzekłbyś, że zakute w kajdany potwory gryzą łańcuchy, tłuką o ściany więzienia; zda się, że rozwalą je i wyrwą się w świat, jak owe stwory z bajek, duchy zamknięte w skrzyniach arabskich pod pieczęcią Salomona. Inne łaszą się, przymilają, ale znać, że chciałyby gryźć, że gorączka je pali. Krzysztof nie wie, czego chcą; nęcą go i niepokoją, aż dostaje rumieńców. Inne znów tony kochają się; splatają się ze sobą, jak ludzie ramionami, kiedy się całują; są pełne wdzięku i słodyczy. To duchy dobre; mają twarze uśmiechnięte, bez zmarszczek; kochają małego Krzysztofa i Krzysztof je kocha; ma łzy w oczach, kiedy ich słucha i wywołuje je, nigdy niesyty. Są jego przyjaciółmi, drogimi, serdecznymi przyjaciółmi...
   Chłopak błądzi po tym lesie dźwięków i czuje wkoło siebie tysiące sił nieznanych, które czyhają na niego i wzywają go, aby go pieścić i pożreć...
   Pewnego dnia Melchior zaszedł go znienacka. Krzysztof drgnął na dźwięk jego grubego głosu. Przekonany, że zawinił, zakrył uszy rękami, by uchronić je od strasznych uderzeń. Ale Melchior nie złajał go wyjątkowo, był w dobrym humorze, śmiał się.
   - Zajmuje cię to, nicponiu? - spytał, klepiąc go przyjaźnie po głowie. - Chcesz, żebym cię uczył grać?
   Czy chciał tego!... Uszczęśliwiony, bąknął: tak. Obaj zasiedli przed fortepianem...

Romain Rolland: Jan Krzysztof. Księga pierwsza. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1950, s. 82-84, przekład autoryzowany Leopolda Staffa

Okładka pochodzi z wydania Ludowej Spółdzielni Wydawniczej z roku 1988

2 komentarze:

  1. Jakże ja go rozumiem, najlepiej słucha mi się muzyki w samotności, ciszy, skupieniu, kiedy mogę chłonąć każdy z dźwięków osobno i całą ich harmonię razem. Na koncert idę zawsze trochę z obawy, czy ktoś nie zakłóci szelestem papierków, skrzypieniem fotela, szeptem, a nie daj ... terkotem komórki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragment, gdy Krzysztof - tak szczerze, niewymuszenie, w tej z trudem wyczekanej samotności - chłonie dźwięki fortepianu, bardzo mnie ujął, tak bardzo, że właśnie ten, a nie inny z bardzo licznych muzycznych epizodów w "Janie Krzysztofie" zdecydowałam się tu zamieścić.
      Na koncerty chodzę rzadko, wolę słuchać muzyki w domu, z płyt, chociaż wiem, że nie może się to równać z muzyką na żywo. Dobrze rozumiem Twoje obawy przed koncertami, i ja doświadczyłam takich zachowań publiczności, niestety.

      Usuń