środa, 26 listopada 2014

Zaproszenie do zabawy

Koncepcja bloga, który łączy różne dziedziny sztuki, czy może działalności artystycznej, nie jest bardzo popularna. Cieszę się, że blog został zauważony przez kilka osób, które regularnie mnie odwiedzają. A dzisiaj bardzo mi miło, że Guciamal, autorka bloga Moje podróże, wybrała "O muzyce - słowem i obrazem" do zabawy Liebster Blog Award. Bardzo Ci dziękuję!



Zabawa polega na odpowiedzi na 11 zadanych pytań, ułożeniu własnych 11 pytań i wskazaniu 11 osób, które zapraszamy do zabawy.

1. Jaką polską książkę uważasz dla siebie za najważniejszą, lub kilka najważniejszych?
Już pierwsze pytanie spowodowało, że zamyśliłam się nad moimi lekturami. Najważniejsza, bo zrobiła na mnie największe wrażenie podczas lektury czy może raczej ta, do której niezmiennie wracam, znajdując w niej wciąż od nowa inspirację i przyjemność czytania?
Raczej tak..., a więc najważniejszą polską książką jest dla mnie zbiór rozmów Barbary Łopieńskiej "Książki i ludzie". Nigdy mnie nie nudzi towarzystwo osób, które lubią czytać i potrafią o swojej pasji opowiadać tak ciekawie, jak rozmówcy pani Łopieńskiej. 



2. Literatura współczesna czy klasyka?
Jeszcze niedawno nie miałabym wątpliwości, skoncentrowana na nowościach nie miałam już czasu na klasykę, na powtórki. Dużo nowowydanych książek, mało czasu, coraz większe tempo czytania... W pewnym momencie dotarło do mnie, że te kolejne nowości mnie nie zachwycają. Powiedziałabym nawet: coraz rzadziej mi się podobają... Zauważyłam też, że szybko zapominam ich treść. Moje czytanie zaczęło przypominać zaliczanie tytułów. A przecież nie da się przeczytać wszystkiego. W ślad za tą refleksją pojawiła się zmiana nie tylko w sposobie czytania, ale i w doborze książek. Coraz częściej są to tytuły starsze, jeżeli nie klasyka, to w każdym razie książki kilku(kilkunasto-)letnie. I coraz częściej wypatruję w księgarniach nie nowości, ale wznowień...


3. Książka, której odbiór podczas kolejnej lektury się radykalnie zmienił.
"Lalka". Pierwszy raz czytałam ją jako nastolatka i pamiętam, jak przebiegałam szybko przez strony, żeby się dowiedzieć, co nowego wymyśli Wokulski, żeby zdobyć serce i rękę rozkapryszonej i wyniosłej Izabeli. Niedawno wróciłam do niej i odkryłam prawdziwe bogactwo, piękny obraz Warszawy z tamtych lat. To samo mogłabym też napisać o "Ziemi obiecanej" i całkiem niedawno odkrytym w niej i docenionym obrazie Łodzi.



4. Miejsce na ziemi, które chciał/a byś zobaczyć, dzięki lekturze.
Takich miejsc jest sporo. Jeżeli książka mnie wciągnie, to, czytając, chętnie przeniosłabym się w tamtą okolicę. Chętnie zobaczyłabym na przykład Kenię ("Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen i "Zielone miasto w słońcu" Barbary Wood) i Barcelonę ("Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna). Moim najdawniejszym marzeniem jest wycieczka na Wyspę Księcia Edwarda ("Ania z Zielonego Wzgórza" i dalsze tomy cyklu Lucy Maud Montgomery) 

Kenia

Barcelona

Wyspa Księcia Edwarda

5. Muzyczne skojarzenia książkowe.
Jako pierwszy przyszedł mi do głowy "Jan Krzysztof" Romaina Rollanda. :-) Zaraz potem pojawiło się wspomnienie biografii Elli Fitzgerald, mojej ulubionej wokalistki jazzowej.
Często w czytaniu towarzyszy mi muzyka z płyt, dobrana zgodnie z moim aktualnym nastrojem lub przewidywanymi wrażeniami z lektury. Zdarza się, że potem w mojej pamięci jakaś książka jest nierozerwalnie powiązana z wybraną dla niej muzyką. Działa to trochę tak, jak w "teatrze wyobraźni" lub w swoistym "kinie wyobraźni"; tak jak nie do pomyślenia jest film bez muzyki w ścieżce dźwiękowej, tak ja lubię tworzyć moje własne, osobiste "projekcje w wyobraźni", gdzie słowo łączy się z muzyką. Ta ważna dla mnie rola muzyki stała się przyczynkiem do powstania tego bloga.


6. Najlepsza biografia, jaką czytałaś/eś?
Trudno mi wybrać jedną. Gdybym jednak spróbowała, to z pewnością byłaby to któraś z biografii Irvinga Stone'a. Ale czy to by była "Udręka i ekstaza" (Michał Anioł), czy "Pasja życia" (Vincent van Gogh), "Żeglarz na koniu" (Jack London), czy wreszcie najpóźniej z nich czytana "Opowieść o Darwinie"? Nie wiem.


 Napisałam to, a godzinę później wróciłam do tej odpowiedzi, bo zaczął mnie męczyć brak jednej z najlepszych książek zeszłego roku, czyli "Beksińscy: Portret podwójny"  Magdaleny Grzebałkowskiej.




7. Kryminał czy science fiction? 
Zdecydowanie kryminał. Wolę świat realny (nawet, jeżeli czasami w kryminałach okrutny i trudny do zaakceptowania) od świata wymyślonego. Chociaż nie ukrywam, że niektóre kreacje przypadły mi do gustu. Pratchett, Le Guin, Tolkien..., czyli raczej fantasy niż science fiction.  Ale zdecydowanie więcej jest kryminałów. Nie lubię jednak takich, w których autor epatuje niepotrzebnym okrucieństwem, wolę takie, gdzie ważniejsza od dosłownych, makabrycznych opisów jest zagadka, dochodzenie, sposób odkrycia  prawdy... Z polskich autorów mogę wymienić niedawno odkrytego Miłoszewskiego, ze skandynawskich Mankella i Lackberg, z amerykańskich Cobena (wolę jednak jego kryminały spoza cyklu z Myronem Bolitarem).


8. Książka z obrazem w tle, którą wspominasz najlepiej.
To "Dziewczyna z perłą" Tracy Chevalier. Vermeer i jego obrazy, przede wszystkim tytułowa "Dziewczyna z perłą"... Poświęciłam tej książce post na moim drugim blogu, W wygodnym fotelu - z książką i kawą.



9. Jaką książkę z kręgu literatury pozaeuropejskiej możesz polecić osobie, która niechętnie sięga po tego typu literaturę.
Ja też zdecydowanie wolę literaturę europejską, ale zajrzałam do swoich skrzętnie od kilku lat prowadzonych notatek i wybrałam kilka takich książek, które zrobiły na mnie wrażenie, nie dały o sobie zapomnieć lub - całkiem zwyczajnie - sprawiły mi przyjemność.

z Kanady: Fred Bodsworth - "Odmieniec"
z Chile:  Luis Sepúlveda - "O starym człowieku, co czytał romanse"
z Afganistanu: Khaled Hosseini - "Chłopiec z latawcem" i "Tysiąc wspaniałych słońc"
z Urugwaju: Carlos Maria Dominquez - "Dom z papieru"
z Nowej Zelandii - Linda Olsson (naciągnęłam nieco, bo Olsson urodziła się w Szwecji, ale mieszka w Nowej Zelandii) - "Niech wieje dobry wiatr"
z Australii - Kate Morton - wszystko, co napisała świetnie się sprawdziło jako czytadło, idealne na długie jesienne i zimowe wieczory.


10. Gdybyś miał/a okazję zjeść kolację z pisarzem/pisarką - kogo byś wybrał/wybrała i co byś zamówił/zamówiła?
Jestem łasuchem, więc wprosiłabym się na przyjęcie przygotowane przez Joanne Harris dla Armande, jednej z bohaterek książki "Czekolada". Armande już dokonała za mnie wyboru, zamawiając: "foir gras, szampan, trufle i świeże chanterelles z Bordeaux, plateaux de fruit de mer od tamtejszego tratteur [...] torty i czekoladki" ["Czekolada", Prószyński i S-ka, s. 188]. Przyznam, że mnie całkowicie zadowoliłyby te dwa ostatnie składniki uczty. :-)


11. Jaką książkę zabrał/a byś na bezludną wyspę?
A może być cykl? Bo zabrałabym cztery książki Aliny Białej z cyklu "Korespondencja sztuk". Tytuł każdego tomu zaczyna się frazą: Literatura i... Ukazanie się  każdego kolejnego opracowania jest dla mnie wydarzeniem. Jest już taniec, jest muzyka, jest architektura i malarstwo... Na długie dni i noce na bezludnej wyspie miałabym bardzo bogatą pożywkę dla pamięci i wyobraźni. Mam nadzieję, że pani Biała pracuje nad następnym tomem.



***   ***   ***
A teraz moje pytania:

1. Czy, mając do wyboru różne wydania tej samej książki, kierujesz się osobą tłumacza?

2. Czy słuchasz audiobooków? Może masz swojego ulubionego lektora? Czy sądzisz, że lektor ma wpływ na nasz odbiór książki?

3. Książka czy film? A jeżeli oba, to w jakiej kolejności? Czy masz i możesz polecić ulubioną ekranizację (adaptację)?

4. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa muzyka? Wolisz muzykę na żywo czy nagrania studyjne?

5. Jakiego muzyka z "największej orkiestry świata" najbardziej chciał(a)byś posłuchać na żywo, gdyby to było możliwe?

6. Zbliżają się święta... O jaką książkę (dzieło sztuki, płytę CD lub DVD...) poprosił(a)byś w liście do Mikołaja?

7. Czy pora roku (lub pogoda) ma jakiś wpływ na dobór Twoich lektur?

8. Czy dajesz "drugą szansę" pisarzowi, jeżeli pierwsze z nim spotkanie uznałeś(aś) za nieudane?

9. Czy lubisz podążać tropami znalezionymi w czytanych książkach (nie tylko esejach także powieściach, w których bohaterowie coś czytają)?

10. Twój ulubiony pisarz prosi Cię o podpowiedź w sprawie książki, którą dopiero ma zacząć pisać. Masz wszechstronne możliwości współdecydowania nie tylko o tematyce, ale i miejscu i czasie akcji. Co byś mu podpowiedział(a)?

11. Jedziesz tramwajem, autobusem, pociągiem... obok Ciebie jedzie osoba w zbliżonym wieku, zaczytana tak, że świata dookoła siebie nie widzi... Czy spróbujesz podejrzeć (lub spytać wprost), co takiego czyta, widząc w tym zaczytaniu jakąś podpowiedź lektury dla siebie? Czy zdarza Ci się rozmawiać o książkach z całkiem obcymi, przypadkowymi osobami?


Wybrać 11 osób... To trudne zadanie, bowiem zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią takie zabawy. A niektórzy mają już kilka zaproszeń i widok kolejnego ich nie ucieszy...  Ale spróbuję. Oto osoby, których odpowiedzi bardzo jestem ciekawa:

Lirael  - blog Lektury Lirael  
Viv  - blog Krakowskie czytanie  
Agnieszka Zielińska - blog Moje podróże literackie  - DZIĘKUJĘ
Marlow  - blog Galeria Kongo  - DZIĘKUJĘ
Koczowniczka - blog Koczowniczka o książkach  - DZIĘKUJĘ
Padma -  blog miasto książek  
Monika Sjoholm - blog Kronika błękitnej biblioteczki
El. - blog Notes czytelniczy - DZIĘKUJĘ
Tynulec - blog Polska jest Piękna - DZIĘKUJĘ
Agnes - blog Dowolnik  - DZIĘKUJĘ
Bibliomisiek  - blog Za okładki płotem  - DZIĘKUJĘ

Będzie mi bardzo miło, jeżeli zechcecie przyjąć zaproszenie. :-)

29 komentarzy:

  1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam twoje odpowiedzi. I nie jest to tylko kurtuazyjne stwierdzenie, bowiem odnalazłam w nich wiele wspólnego z moimi zainteresowaniami i parę rzeczy, które zaraz sobie wynotuję, bowiem są dla mnie cenną wskazówką. Poradziłaś sobie lepiej z odpowiedziami, niż ja sama bym to zrobiła. I teraz boję się tylko, czy uda mi się zachować lakoniczność wypowiedzi, bo chciałabym tyle napisać. 1. Też podziwiam ludzi mający pasje, a pasja czytelnicza jest mi szczególnie bliska. Cenię wysoko Książki i Ludzi. 2. U mnie najpierw była klasyka, potem współczesność i znowuż powrót do klasyki.3. Kilka lat temu męczyłam Ziemię Obiecaną, trochę ponad rok temu uznałam ją za fantastyczną powieść 4.Pamiętam taką zabawę w 10 wymarzonych literackich podróży Wyspa księcia Edwarda zajmowała i u mnie poczesne miejsce. 5. To pytanie powstało właśnie z myślą o Tobie:).6. Stone uwielbiam (Gogh, Pissarro, Michał Anioł) i pomyśleć, że dotąd nie przeczytałam Żeglarza i Darwina. zaczynam się ograniczać- 9. znam jedynie Dom z papieru, spróbuję przeczytać coś z polecanych. 10. ciągle nie dotarłam do książki, a film mi się szalenie podobał.11. Nie znam tego cyklu i chcę koniecznie poznać, bo mam przeczucie, że mi się spodoba. Twoje pytania są bardzo ciekawe. odpowiem tylko na ostatnie zawsze zaglądam, podglądam, co kto czyta :) I jeśli uda ci się zaproszeniem nakłonić do powrotu lirael to masz u mnie ogromną czekoladę. Ja kilka razy próbowałam komentarzami i jakoś mi się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź z komentarzami do moich zwierzeń. Cieszę się, widząc, że na wiele spraw zapatrujemy się podobnie. :-)
      "...uda mi się zachować lakoniczność wypowiedzi, bo chciałabym tyle napisać"... udało Ci się naprawdę i przyznam, że nawet trochę żałuję, bo chętnie przeczytałabym także to, czego starałaś się nie dodać. :-)

      Wiesz, rozumiem, że to nie jest zgodne z zasadami zabawy, ale przecież to zabawa... gdybyś miała ochotę odpowiedzieć na pozostałe moje pytania, to byłoby mi bardzo miło, naprawdę! Podejrzewam, że i tu znalazłoby się sporo podobieństw. :-)
      "Czekoladę" chętnie Ci pożyczę, jeśli chcesz. :-)
      Milczenie Lirael bardzo mnie smuci, gdyby się udało zachęcić Ją do zabawy, byłoby wspaniale!

      Usuń
  2. Pytanie pierwsze skojarzyło mi się z dzisiejszym wpisem u Marlowa. Ja do tej pory nie przykładałam wagi do tłumacza, bo małe mam rozeznanie w temacie. Języków obcych nie znam, więc nawet jeśli coś mi w lekturze zgrzyta zrzucałam to na karb autora, od jakiegoś czasu jeśli coś mnie w lekturze uwiera mam wątpliwość, czy zawinił pisarz, czy też tłumacz. Staram się zapamiętywać wypowiedzi znawców tematu; czasami pisze o tym marlow, czasami zacofany w lekturze i omijać tłumaczy, co do których oni mieli zastrzeżenia. Propozycja pożyczki książki jest kusząca, tylko najpierw troszkę zmniejszę ilość książek nieprzeczytanych z półki, a na razie obejrzę film, może nawet dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to będzie miły wieczór!
      A propozycja pożyczki jest stale aktualna. :-)
      Na tłumaczy zaczęłam zwracać uwagę jakiś czas temu i teraz, tak jak Ty, czasami nie wiem, czy niezręczności językowe w książkach są "winą" autora czy tłumacza. Ale mam koleżankę, która zawsze sprawdza, kto jest tłumaczem i nawet kolekcjonuje tłumaczenia Boya. Ma już naprawdę ładny zbiór...
      Dzisiejszy wpis Marlowa też już przeczytałam. :-)

      Usuń
    2. Jeszcze do niedawna słuchałam bardzo chętnie audiobooków. Nie miałam problemów ze skupieniem uwagi, a dla lepszej koncentracji starałam się mieć zajęte ręce w domu porządkami lub gotowaniem, a w podróży graniem w gierki. Od pewnego czasu coraz trudniej jest mi się skupić na książce mówionej. Co do lektora, lubię, kiedy ma dobrą dykcję i zależy mi bardziej na poprawnym przeczytaniu książki, niż na jej odegraniu, czy zinterpretowaniu. Jest pewien wyjątek; ze zdziwieniem czytałam zarzuty słuchaczy wobec pana Zborowskiego w roli lektora. Miałam okazję słuchać go w roli lektora Rodziny Borgiów i w tym wypadku jego gra aktorska mi nie przeszkadzała, powiem więcej, że była dodatkowym atutem. Natomiast bardzo nie lubię kiedy czyta pani Joanna Lisner, jej nadmiernie emocjonalna, rozedrgana interpretacja rozprasza mnie i denerwuje. Czekoladę obejrzałam wczoraj, niestety nie obyło się bez delektowania się dodatkowo smakiem czekoladek :(

      Usuń
    3. O tak, ja też nie mogę się powstrzymać przed wyciąganiem czekoladowych zapasów, gdy włączam "Czekoladę". Gdy czytam, również. :-) Nawiasem mówiąc, książka jest początkiem trylogii, pozostałe tomy też Ci polecam, chociaż przyznam, że drugi ("Rubinowe czółenka") nieco mniej mi się podoba, natomiast trzeci ("Brzoskwinie dla księdza proboszcza") znowu ma ten specyficzny klimat, który tak mnie urzekł w "Czekoladzie".

      Bardzo Ci dziękuję za refleksje na temat audiobooków. Spytałam o nie dlatego, że sama mam z nimi problem, ale odwrotny, niż Ty. Ty początkowo nie miałaś kłopotów z koncentracją, pojawiły się później; ja zainteresowałam się audiobookami niedawno i na początku zupełnie nie mogłam się skoncentrować na słuchanej książce. Nieco lepiej było, gdy zaczęłam używać słuchawek. Trochę potrwało, zanim odkryłam metodę małych kroków, słuchania krótkich odcinków i przerywania, gdy zauważałam, że zaczynam tracić wątek. A od niedawna słucham takich książek, które czytałam dawno i mam ochotę na powtórkę. Nie ma problemu, gdy na chwilę odpłynę myślami, łatwo wracam do wydarzeń. I na takie powtórki mam sporo czasu wtedy, gdy go "nie mam", bo słucham w drodze do i z pracy, podczas prac domowych... Natomiast całkowicie się zgadzamy w kwestii lektora, dla mnie dykcja i właściwa intonacja jest też ważniejsza od interpretacji (nie chcę przytaczać niechlubnych przykładów takiego czytania, który całkiem mnie zniechęcało do słuchania książki). Za krótko jednak słucham, żeby wymienić jakichś konkretnych lektorów i na takie podpowiedzi bardzo liczę. Takich lektorów, których szukać i takich, których omijać. Dziękuję za wskazanie "Rodziny Borgiów" z panem Zborowskim w roli lektora. Poszukam! :-)

      Usuń
    4. Pójście na ekranizację znanej książki staram się poprzedzić lekturą. Tzn. Starałam. Obecnie rzadko chadzam do kina. Ale zdarza się też tak, że chodziłam na film, nie wiedząc, iż jest ekranizacją książki, tak było np z Niebezpiecznymi związkami, tak będzie z Czekoladą czy Dziewczyną z perłą. I wówczas dzięki obejrzeniu filmu sięgam po książkę. Oczywiści, podobnie jak zdecydowana większość odbiorców uważam, że ekranizacja rzadko dorównuje pierwowzorowi, ale to się czasami zdarza.

      Usuń
    5. Mogłabym się podpisać pod tymi zdaniami. :-)
      Jeżeli mam możliwość, to wolę najpierw przeczytać książkę, choćby dlatego, że potem w czytaniu przeszkadza mi wizja reżysera, mam w pamięci konkretnych aktorów grających poszczególne role, miejsce dla wyobraźni znacznie się kurczy...
      I też uważam, że ekranizacja/adaptacja rzadko dorównuje książce, ale od razu przyszły mi do głowy dwa takie przypadki (moim zdaniem, oczywiście): "Kolor purpury" z genialną w tym filmie Whoopi Goldberg (a był to jej debiut na ekranie) - jeżeli nie widziałaś filmu, to szczerze polecam, także ze względu na muzykę. Ten drugi to "Skazani na Shawshank" - z krótkiego opowiadania Kinga Frank Darabont zrobił dwuipółgodzinny film, który wbił mnie w fotel.

      Usuń
    6. Oglądałam obydwa, choć lepiej pamiętam Kolor purpury. I tu także lektura jeszcze przede mną. A film zrobił na mnie duże (pozytywne) wrażenie. No to skoro zabawiłam się u Ciebie w odpowiedzi na pytania (zabawa ma to do siebie, że z czasem coraz mniej interesuje szersze grono czytelnicze, dlatego nie zamieszczam kolejnego postu:) to o muzyce. Myślę, że gustujemy w nieco innym rodzaju muzyki, aczkolwiek podobnie jak dla Ciebie i dla odgrywa ona bardzo ważną rolę w życiu. Nie wyobrażam sobie życia bez pewnego rodzaju muzyki. Mam trzy pasje, przy czym muzyka jest dla mnie najważniejsza. Żadna książka sama w sobie nie potrafi mnie tak uskrzydlić, jak udział w dobrym musicalu, czy wysłuchanie koncertu.

      Usuń
    7. Na żywo, czy studyjne? Hmm, kiedyś powiedziałabym bez chwili wahania na żywo, na żywo. Ale po ostatnim koncercie Garou, doszłam do wniosku, że jeśli muzyk nie daje całego siebie na koncercie i bazuje na popularności i tym, iż wystarczy być, to w takich przypadkach wolę muzykę z płyty. Tyle, że jak dotąd tylko raz zdarzył mi się taki przypadek, generalnie zawsze wolałam muzykę na żywo. Z tym zastrzeżeniem, iż przy pewnego rodzaju muzyce na żywo należy się liczyć z żywym odbiorem widowni, co nie każdemu i nie zawsze może odpowiadać. Vide zasłaniające widok i odbiór pląsające panienki na koncercie Garou, z którego zapamiętałam bardziej pląsające pośladki niż wokalistę. Może z korzyścią dla ostatniego :)))

      Usuń
    8. Tym bardziej, że niekiedy widz jest nastawiony na szczególne wrażenia płynące z obcowania z "żywą" muzyką, a otrzymuje produkt z playbacku (właśnie taki koncert był ostatnim, na jaki się wybrałam) lub półplaybacku... Teraz wolę nagrania na CD, nie tylko studyjne, także rejestracje koncertów. Pląsające panienki pewnie miały zrekompensować widzom brak pełnego zaangażowania Garou. :-)

      Muzyka jest tak obszerną i urozmaiconą częścią kultury i sztuki, że każdy może znaleźć w niej coś dla siebie i to jest najważniejsze. :-)

      Usuń
    9. Jeśli muzyka bez słów to myślę, że Mozart. Nie jestem znawczynią muzyki klasycznej, ale po filmie Formana zawsze chciałam usłyszeć na żywo Requeiem, słuchałam w internecie, ale brzmi to jakoś inaczej :). Bardzo też lubię koncerty organowe Bacha, dawniej często na nie chadzałam, ale posłuchać w wykonaiu mistrza to byłoby przeżycie. Natomiast , jeśli muzyka w jej warstwie wokalnej, to uwielbiam musicale i w tych mam możliwość od czasu do czasu uczestniczyć. Nie mogę natomiast odżałować, iż za późno wpadłam na pomysł, że można na koncert odbywający się poza miejscem zamieszkania pojechać i za późno dowiedziałam się o jubileuszowym przedstawieniu Nędzników w londyńskiej hali O2 w 2010 roku, czy koncercie Sary Brightman w wiedeńskiej katedrze Szczepana w 2008 roku.

      Usuń
    10. Film Formana bardzo mi się podobał. I wiesz, tak jak z zainteresowaniem obejrzałam "Amadeusza", tak z przyjemnością zobaczyłabym też filmy "Miles" albo "Ennio" [Morricone], gdyby takie powstały. :-)
      Za możliwość posłuchania muzyki obu mistrzów, których wymieniłaś, w ich wykonaniu dałabym wiele.
      Sarę Brightman też bardzo lubię. A z największej orkiestry świata, czyli spośród zmarłych muzyków, chyba najchętniej posłuchałabym koncertów Cheta Bakera i Shirley Horn. I chciałabym, żeby te koncerty marzeń poprowadził Andrzej Jaroszewski. No cóż, na szczęście zostały płyty, mam też kilka nagrań audycji pana Jaroszewskiego...

      Usuń
    11. Do jazzu chyba jeszcze nie dojrzałam, tak jak do poezji, którą najlepiej lubię w wydaniu śpiewanym :) Posłuchałam na y-t i nie dziwię się, że tak Cię poruszyli, bo to piękna muzyka. Może kupię sobie płytę i będę się wsłuchiwała, jest idealnym podkładem do czytania. Enio Moriccone też bardzo lubię- tzn. muzykę Enio. Miałam nawet kiedyś kasety z jego muzyką (tera już nie mam na czym ich odsłuchać). Podobnie, jak filmy Formana. te które oglądałam Lot nad kukułczym gniazdem, Hair, Duchy Goyi czy wspomniany oceniam bardzo wysoko. Żal mi ludzi, dla których muzyka nic nie znaczy, tak wiele tracą. A z drugiej strony to samo powiedzą o mnie wielbiciele np. baletu, który dla mnie niewiele znaczy (próbowałam).

      Usuń
    12. Mnie jazzem zaraził kolega z pracy. Bardzo mu jestem za to wdzięczna. Nie zawsze podoba mi się to, co Andrzejowi (i odwrotnie), ale to nie ma znaczenia, rozmawiamy, pożyczamy sobie płyty...
      Filmy Formana, które wymieniłaś i ja cenię wysoko, a dzięki muzyce Morricone obejrzałam trochę filmów, na które z pewnością inaczej bym nie zwróciła uwagi. :-) Tak, ludzie, którzy nie lubią muzyki, tracą dużo. Wiem jednak, że nie interesując się za bardzo innymi dziedzinami sztuki (baletem, tak jak Ty, ale i na przykład rzeźbą), tracę też. Trudno. Dzięki muzyce przenoszę się czasami w całkiem inny świat i tak jest dobrze.

      Usuń
    13. Pod choinkę złożę zamówienie sama do siebie :) na Vasariego Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. A jeśli popuścić wodze fantazji to chciałabym posłuchać dalszej części Upiora w Operze, czyli Love never dies. No i chętnie sprawiłabym sobie płytkę z filmem Hallo szpicbródka (mam sentyment do tych starych polskich filmów muzycznych).

      Usuń
    14. Bardzo ciekawe zamówienie i oby się spełniło! :-)
      Vasari - kopalnia wiedzy o sztuce, będzie piękny prezent. I to jest chyba kolejny tytuł, który aż się prosi o wznowienie.
      Marzenia się spełniają... może się spełnią także te muzyczno-filmowe? Życzę Ci tego serdecznie!

      Usuń
    15. Nie uzależniam lektury od pory roku, ewentualnie od stanu zdrowia, chora czytam, o ile mam siłę na czytanie, wybieram coś lżejszego. Druga szansa dla pisarza, który zawiódł. To zależy od stopnia zawodu, jeśli zawiódł na całej linii, a przeczytaną książkę uważam za stratę czasu to raczej nie daję drugiej szansy. Kiedyś dawałam, ale kiedyś byłam młodsza miałam więcej czasu. Jeśli książka zawiodła, bo mi się nie spodobała, ale uważam, że coś w niej jest to daję drugą szansę.

      Usuń
    16. A ja wybieram coś lżejszego jesienią, kiedy wiatr i deszcz sprawiają, że świat jest szary i ponury. Nie chcę pogłębiać nastroju jakąś przygnębiającą książką. Za to doskonale sprawdzają się wtedy pogodne, optymistyczne opowieści. :-)

      Kiedyś było więcej czasu, też tak mi się wydaje. A może miałam więcej cierpliwości. Teraz raczej nie wracam do pisarza, którego pierwsza czytana książka mi się zupełnie nie podobała, chyba że poleca mi inną jego książkę ktoś, kto czyta podobne książki co ja.

      Usuń
  3. Paren, dziękuję za zaproszenie :)
    Mnie też z muzyką kojarzy się "Jan Krzysztof". "Lalka" to taka powieść, przy czytaniu której ciągle można odkrywać jakieś nowe smaczki. Ze zdziwieniem wspominam, że kiedyś nie lubiłam Rzeckiego, wydawało mi się, że to plotkarz i intrygant... A potem zmieniłam zdanie o tej postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! :-)
      Ja też sądzę, że walory "Lalki" docenia się po czasie. Pan Ignacy wydawał mi się kiedyś nieco marudnym staruszkiem, dopiero później doceniłam jego zalety, przede wszystkim lojalność i uczciwość.

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za zaproszenie :) - w najbliższym czasie postaram się aktywnie na nie odpowiedzieć.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! :-) Wiem, że teraz trochę Ci trudniej pisać i będę cierpliwie czekać. Pozdrawiam Cię serdecznie. :-)

      Usuń
  5. Nie masz za co dziękować :-) - to ja dziękuję za wyróżnienie i zaproszenie do zabawy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie przed chwila odpowiedziałam autorce bloga moje podróże, więc nie będę tworzyć kolejnego postu na temat tej zabawy, ale chętnie odpowiem Ci tutaj:)
    1.Niekiedy tak, jeśli jego nazwisko mi coś mówi.
    2.Ja nie słucham audiobooków (jeszcze), ale mój 94 letni dziadek tak. I od niego wiem, że bardziej zrozumiały dla ludzi mających kłopot ze słuchem jest głos męski.
    3. Kocham adaptację "Lalki", ale tylko tę z Jerzym Kamasem w roli głównej. I "Nocy i dni" - cudowny film, chyba lepszy od książki. współczesne adaptacje już mi się tak nie podobają. Największym rozczarowaniem okazał sie film na podstawie "Samotności w sieci".
    4.Muzyka zawsze odgrywała dużą rolę w moim życiu, bo jestem na nią wrażliwa. Gatunek zależy od nastroju, chwili.
    5. Mozarta.
    6. Kolejną książkę Osho.
    7. Nie.
    8. Tak.
    9.Oczywiście, o tym jest m.in. mój blog:)
    10.Żeby napisał powieść, w której zostaną przedstawione rzetelnie idee Andrzeja Towiańskiego.
    11.Zdarza mi się, ale bardzo rzadko.
    Dziękuję za zaproszenie i zachęcam do zabawy na moim blogu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za przyjęcie zaproszenia. :-)

      Ja dopiero od niedawna zwracam uwagę na to, kto tłumaczył, doceniając fakt, że dobre tłumaczenie to prawdziwa sztuka. A audiobooki także jeszcze przede mną, ale już teraz kupuję ciekawsze, żeby mieć na czas, gdy wzrok będzie już "nie ten". "Samotności w sieci" nie widziałam i chyba nie mam czego żałować. :-)
      Muzyka i dla mnie jest bardzo ważna, między innymi dlatego powstał ten blog.
      No i zainteresowałaś mnie osobą Towiańskiego, dziękuję.

      Dziękuję Ci za ciekawe odpowiedzi i pozdrawiam! :-)

      Usuń
  7. Dzięki za nominację. Odpowiedziałem Ci w drugiej połowie tego posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje odpowiedzi i zrobiłam sobie notatki. :-)
      Pozdrawiam i życzę udanego roku 2015! :-)

      Usuń