czwartek, 11 grudnia 2014

Na biedę najlepsza jest skoczna piosenka...

  Wyszliśmy. Lśniły gwiazdy. Mleczna Droga przepływała z jednego krańca nieba na drugi. Pieniło się morze.
  Siedliśmy na kamieniach, a fale lizały nasze stopy.
  - Na biedę najlepsza jest skoczna piosenka - rzekł Zorba. - Nie damy się, co? Chodź tu, santuri!
  - Może jakaś macedońska melodia z twojej ojczyzny, Zorbo? - podsunąłem.
  - A może z twojej ojczyzny, z Krety! Co? - rzekł. - Zaśpiewam ci piosenkę, której nauczyłem się w Kastellionie. Odkąd ją znam, zmieniło się moje życie.
  Zastanowił się chwilę.
  - Nie, nie tyle zmieniło się - powiedział - ile przekonałem się, że mam rację.
  Położył grube palce na santuri i wyprostował się. Zaśpiewał dzikim, ochrypłym, bolesnym głosem:

                           Gdy się na coś zdecydujesz,
                           To odważnie naprzód idź.
                           Puść młodości swojej wodze,
                           Nie szczędź jej, nie bój się żyć.

  Rozpłynęły się gdzieś troski, zniknęły dokuczliwe kłopoty, podnieśliśmy się na duchu. Lola, kopalnia, kolejka, wieczność, małe i wielkie strapienia, wszystko przekształciło się w błękitnawą mgłę i rozproszyło w powietrzu, pozostał tylko stalowy ptak, rozśpiewana dusza człowiecza.
  - Wszystko ci darowałem, Zorbo! - zawołałem, kiedy skończył swoją dumną pieśń. - Wszystko ci darowałem: fordanserkę, ufarbowane włosy, wyrzucone pieniądze, wszystko, wszystko! Śpiewaj jeszcze!
  Znów wyciągnął chudą, pokrytą bruzdami zmarszczek szyję: 

                          Śmielej idź, do diabłów kroćset,
                          Stanie się, co ma się stać.
                          Możesz wszystko naraz stracić,
                          Albo los najlepszy brać!

  Robotnicy, nocujący w pobliżu kopalni, usłyszawszy śpiew, wstali i zebrali się wokół nas. Słuchali swojej ulubionej melodii, a ich nogi same rwały się do tańca.
  W końcu nie wytrzymali i nagle, wyłoniwszy się z ciemności, półnadzy, rozczochrani, w szerokich szarawarach, rozpoczęli przy dźwiękach santuri, wprost na kamieniach, swój dziki tan.
  Patrzyłem na nich, przykuty do miejsca ogromnym wzruszeniem.
  To jest ten najcenniejszy kruszec, którego szukałem, niczego więcej nie pragnę. 

Nikos Kazantzakis: Grek Zorba. Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1989, s. 156-157, tłum.  Nikos Chadzinikolau

A ta scena należy do najbardziej chyba znanych w światowym kinie:

Anthony Quinn (Grek Zorba) i Alan Bates (Basil)
film Zorba Greek (1964)
reż. Michael Cacoyannis

2 komentarze:

  1. Przyznaję, książki nie czytałam, ale oczarowała mnie muzyka do filmu.
    Dziękuję Ci za jej przypomnienie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka do filmu jest świetna, sam film także, moim zdaniem jest lepszy od książki. :-)

      Usuń