wtorek, 26 maja 2015

Najpiękniejszym tańcem, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam, był taniec bicza z piasku.

   Najpiękniejszym tańcem, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam, był taniec bicza z piasku. Bicza czy raczej leja tworzącego się i ginącego, ukazującego się, by skoczyć z miejsca na miejsce, wydłużyć się, przysiąść - i znowu zniknąć, ale natychmiast zjawić się ponownie, rozdwoić się i unieść do nieba, rozpłynąć się i znów się ukazać - już jako trzy bicze, trzy leje odrębnym życiem żyjące, a jednak jakąś siła związane i wirujące coraz szybciej, skaczące i unoszące się, znikające i znowu zjawiające się...
  Sceną tego szaleńczego tańca była pustynia Sahara, a widzami mogli być wszyscy ci, z którymi odbywałam podróż do Indii (nasza droga powrotna prowadziła przez Egipt), ale byłam jedynie ja.
   Gdy ujrzałam to niezwykłe zjawisko, stanęłam jak wryta. Wszystko inne przestało dla mnie istnieć. I gapiąc się tak intensywnie, zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie ten taniec zapowiada...

Grażyna Bacewicz: Znak szczególny. Czytelnik, Warszawa 1970, s. 55

2 komentarze:

  1. Pięknie to opisała.
    Wyobrażam sobie, jak ten piasek tańczył w rytm muzyki, którą tworzyła przyroda.
    I taki obraz musiał wzruszyć wrażliwą osobę, która "słyszała" tę muzykę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pięknie. :-) Ja też, czytając, widziałam "oczami wyobraźni" tę pustynię i taniec piasku. :-)

      Usuń