środa, 18 stycznia 2017

Na koniec przychodzi mi do głowy, że prawdziwym ruchem świata może być śpiew.

Dziennik ruchu świata nr 4

   Chór, jakie to piękne

   Wczoraj po południu był występ szkolnego chóru. W mojej szkole mieszczącej się w szykownej dzielnicy działa chór. Nikt nie uważa tego za obciach, wszyscy biją się, żeby do niego należeć. To stowarzyszenie najwyższej klasy. Pan Trianon, nauczyciel muzyki, starannie dobiera chórzystów. Powodem sukcesu jest on sam. Młody i piękny, uczy śpiewać zarówno stare standardy jazzowe, jak i ostatnie hity. Wszyscy się stroją jak stróż w Boże Ciało i chór występuje przed uczniami szkoły. Zaprasza się tylko rodziców chórzystów, inaczej byłoby zbyt tłoczno. I tak sala gimnastyczna jest pełna i panuje w niej fantastyczna atmosfera.
[...]
Pan Trianon wdrapał się na taboret, plecami do publiczności, podniósł rodzaj pałeczki z migocącym czerwonym światełkiem na końcu, zapadła cisza i zaczął się koncert.
   Za każdym razem zdarza się cud. Wszyscy ci ludzi, wszystkie te zmartwienia, wszystkie nienawiści i pragnienia, cale to zamieszanie, cały ten rok szkolny z jego wulgarnością, wydarzeniami mniej i bardziej znaczącymi, nauczycielami, różnorodnymi uczniami, całe to życie, w którym tak się męczymy, a na które składają się łzy, śmiech, walka, zerwania, zawiedzione nadzieje i niespodziewane szanse - wszystko to nagle znika, kiedy chórzyści zaczynają śpiewać. Bieg życia tonie w śpiewie, pojawia się nagle poczucie braterstwa, głębokiej solidarności, nawet miłości, i ta doskonała łączność duchowa rozpuszcza brzydotę codzienności. Nawet twarze śpiewaków są zmienione. Już nie widzę Achille'a Grand-Ferneta (który ma bardzo piękny tenor) ani Deborah Lemeur czy Ségolène Rachet ani Charles'a Saint-Sauveura. Widzę ludzkie istoty, które oddają się śpiewowi.
   Za każdym razem jest tak samo, mam ochotę płakać, coś mnie ściska za gardło, staram się z całych sił zapanować nad sobą, ale czasami ledwo powstrzymuję łkanie. A kiedy słyszę kanon, patrzę w ziemię, bo emocje są zbyt wielkie. To zbyt piękne, zbyt samotne, zbyt cudownie zespalające. Nie jestem już sobą stanowię część szlachetnej całości, do której należą także inni, i w tym momencie zawsze się zastanawiam, dlaczego to nie reguła codzienności, a tylko wyjątkowa chwila śpiewu.
   Kiedy chór milknie, wszyscy z rozświetlonymi twarzami oklaskują promiennych chórzystów. To takie piękne.
   Na koniec przychodzi mi do głowy, że prawdziwym ruchem świata może być śpiew.


Muriel Barbery - Elegancja jeża. Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2008, s. 219-221; tłumaczenie Ireny Stąpor

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz