wtorek, 24 stycznia 2017

Wraz z Phillym ryczymy nasze ulubione piosenki...

  Chowam się. Zachowuję się jak zbieg, którego wspólnikami są Philly i J.P. Co wieczór chodzimy do starej kawiarni o nazwie Peppermill na Stripie. Pijemy hektolitry kawy, zajadamy się ciastem i gadamy, gadamy bez końca - oraz śpiewamy. J.P. niedawno właśnie zrobił istotny krok w życiu i z pastora przeistoczył się w muzyka - kompozytora. Przeprowadził się do Orange County i poświęcił się muzyce. Wraz z Phillym ryczymy nasze ulubione piosenki, aż pozostali klienci kawiarni odwracają się i patrzą na nas.
   J.P. jest również pozbawionym złudzeń satyrykiem, wielbicielem Jerry'ego Lewisa i często robi jakiś slapstickowy numer, aż Philly i ja nie możemy złapać tchu ze śmiechu. Wtedy staramy się przebić J.P. Tańczymy wokół kelnerek, pełzamy po podłodze i w końcu śmiejemy się we trójkę tak mocno, że może to skończyć się zapaścią. Śmieję się częściej, niż kiedy byłem chłopcem i chociaż jest to dość histeryczny śmiech, to i tak ma właściwości terapeutyczne. Śmiech przez kilka godzin późnym wieczorem sprawia, że czuję się jak dawny Andre, choć zupełnie nie znam tej osoby.

Andre Agassi - Open. Autobiografia tenisisty. Wydawnictwo Bukowy Las, Wrocław 2012, s. 158; przełożył Jarosław Rybski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz