![]() |
| Ziele na kraterze |
"W to życie szare, jeżeli dziecinne życie może być szare, w to życie, w
każdym razie nie związane z kulturalnym podłożem pokoleń, wlewała matka
piosenki, lśniące jak słońce w trawie, mieniące się jak słońce w
obłokach, drgające jak słońce na wodzie. Przebijały one życie w
kamienicy na Elektoralnej, jak promień przebija do głębi wodę i z nagła
na jej dnie rozświetla żwir, piasek i wodorosty – inny świat zupełnie: z
tamtej strony, a przecież tu – wyrazisty, namacalny, istniejący.
K. wiele jeszcze chorowała. Duszące się, gorączkujące dziecko padało po ataku na poduszki i prosiło:
- Mama, piewaj.
I Mama śpiewała – całe noce. Czasem już zdawało się, że jest zupełnie źle, dziecko majaczyło.
- Powiedz, że wyżyje – Mama podnosi oczy ku Tacie.
I nagle z poduszki szedł zakrztuszony spazmem szept:
- Piewaj.
Mama znowu śpiewała o kotkach, o pieskach, o aniołkach, o wodzie, o łące.
Kiedy dzieci były zdrowe, piosenki rozświetlały się, opowiadały o cudach, cudecznościach.
Dzieci chodziły w piosenkach na spacer:
Rosną sobie kwiatki na łące, Maki, chabry i goździki pachnące…
Natykały się na rzekę:
Za tą groblą, za tym brodem, Tam stanęła rzeka lodem, Ani szumi, ani płynie, Tylko duma w swej głębinie.
Dzieci widziały jak:
Ukryte w gałązkach tarni czy kaliny Jaś znalazł gniazdeczko maleńkiej ptaszyny.
Wieczorem matka je zabierała z tych czarodziejskich krain do domu:
Słyszysz, Krysiu, dzwon wieczora? Krówki z łąk wracają…
Z krówkami wracał i Tata, i Mama zaraz śpiewała wileńską piosneczkę:
Dzień – do pracy, noc – do spania, A cudny wieczór – do kochania.
Potem rozpoczynały się baje: o Marysi sierotce – dyżurna baja, wieczna baja, którą sobie kazały opowiadać na sen, jeszcze przygotowując się do matury – o krasnoludkach."
Rosną sobie kwiatki na łące, Maki, chabry i goździki pachnące…
Natykały się na rzekę:
Za tą groblą, za tym brodem, Tam stanęła rzeka lodem, Ani szumi, ani płynie, Tylko duma w swej głębinie.
Dzieci widziały jak:
Ukryte w gałązkach tarni czy kaliny Jaś znalazł gniazdeczko maleńkiej ptaszyny.
Wieczorem matka je zabierała z tych czarodziejskich krain do domu:
Słyszysz, Krysiu, dzwon wieczora? Krówki z łąk wracają…
Z krówkami wracał i Tata, i Mama zaraz śpiewała wileńską piosneczkę:
Dzień – do pracy, noc – do spania, A cudny wieczór – do kochania.
Potem rozpoczynały się baje: o Marysi sierotce – dyżurna baja, wieczna baja, którą sobie kazały opowiadać na sen, jeszcze przygotowując się do matury – o krasnoludkach."
Melchior Wańkowicz: "Ziele na kraterze". Prószyński Media, Pruszków 2011, 456 s.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.