środa, 11 czerwca 2025

Billie Eilish

 Dzisiaj kilka słów o muzyce, a raczej o Zjawisku - Osobie, która pisze piękny rozdział w historii muzyki XXI wieku. 

Billie Eilish

Billie Eilish. Autor zdjęcia: Raph_PH

Młoda dziewczyna z ogromną charyzmą, talentem, kreatywnością.

A do tego ogromnie pracowita.

W wieku 23 lat osiągnęła już niemal wszystko, co można na muzycznej scenie, a jednak nie zwalnia tempa.

Niedawno pojawiła się, po raz pierwszy, na dwóch koncertach w Polsce, w Krakowie.


Nie byłam, o biletach można było tylko pomarzyć, więc z tym większym zainteresowaniem przeglądam zdjęcia, filmiki, wspomnienia szczęśliwców, którzy pojawili się w Tauron Arenie.

A ich emocje nie opadają..., dokładnie tak określiła ten stan Kinga Krasuska, dziennikarka muzyczna w Radiu Nowy Świat, przy publikacji swojej rolki na Instagramie:

"Emocje po pierwszej wizycie Billie Eilish w Polsce wciąż nie opadają. W związku z tym dzielimy się fragmentem piątkowej audycji Sejsmograf. Całość dostępna jest na naszej stronie internetowej: www.nowyswiat.online w zakładce "Podcasty"..

Za udostępnienie zdjęć i filmów dziękujemy Elwirze Blicharz, Pauli oraz Natalii Paździoch. "

Gdy na nią (rolkę) patrzę - KLIKNIJ TUTAJ, ŻEBY JĄ ZOBACZYĆ, rozumiem jeszcze lepiej, czemu po takim koncercie - wydarzeniu trudno wrócić do szarej codzienności.

Spójrzcie także na pierwszy pokoncertowy post Kingi:

Kinga Krasuska po koncercie Billie Eilish, Instagram


wtorek, 10 czerwca 2025

Nic tak nie brata życia ze śmiercią jak muzyka

  Wieczorami trochę czytam, trochę słucham muzyki. Nie, telewizji prawie nie oglądam. Psy nie lubią. Włączę, to jeżą się, warczą. I muszę wyłączyć. Gdybym może grał. Według mnie nic tak nie brata życia ze śmiercią jak muzyka. Niech pan mi wierzy, całe życie grałem, wiem. Tak, mam nawet trzy saksofony, przywiozłem sobie. Sopranowy, altowy i tenorowy. Na wszystkich trzech grałem. 


Wiesław Myśliwski: Traktat o łuskaniu fasoli. Wydawnictwo Znak, Kraków 2006, s. 85

poniedziałek, 9 czerwca 2025

Ta muzyka uwalnia szalonego ptaka

  Tańczy rzadko, ale uwielbia muzykę elektroniczną. Działa na jego wyobraźnię. Uczucia, jakich doznaje przy tych dźwiękach, są pozytywne, kolorowe, radosne. To samo czuje, słuchając muzyki klasycznej, zwłaszcza Bacha. Elektro wprowadza go w stan oszołomienia, będący ulgą od jego zwykłej gonitwy myśli. Ta muzyka uwalnia szalonego ptaka, który szamocze się w klatce jego ciała.


Valérie Perrin: Cudowne lata. Albatros 2023, s. 264; przekład Joanny Prądzyńskiej


niedziela, 8 czerwca 2025

Wspomnienie nastroju

  "Była to godzina, kiedy na ławkach ogrodowych, tam gdzie świateł jest najmniej, siadają pary, szepcząc do siebie słowa, których nikt na świecie nie zna, bo choćby sam mówił je nieraz, to w dziwny sposób treść takich rozmów, takich spotkań wymyka się z pamięci, ulatnia się z niej, jak parujący niepostrzeżenie eter, i pozostaje tylko odurzający, słodko-gorzki osad, wspomnienie nastroju, po brzegi wypełnionego oczekiwaniem jakichś wielkich, ciemnych oczu, rozwartych tuż u własnej twarzy, i szeptu, który oprócz woni oddechu, tonu głosu nie znaczy nic, jak muzyka, która nie znacząc pozornie nic, oznacza przecież wszystko."

Stanisław Lem: Obłok Magellana. Wydawnictwo Literackie 2005, s. 64


Chociaż muzyka pojawia się w tym fragmencie jako rodzaj lustra odbijającego intymny nastrój wieczoru, została tak ładnie ujęta przez Lema, że to ona jest właściwym powodem zamieszczenia tego cytatu tutaj.

sobota, 7 czerwca 2025

Wiesław Ochman i Olgierd Budrewicz rozmawiają o wszystkim


Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman… Pierwsza myśl – dwa światy. A jednak niezupełnie – dwa elementy dominują w życiu obu panów: podróże i muzyka, bo jeden z nich dzięki muzyce zjeździł cały świat, chociaż twierdzi, że podróżować nigdy nie lubił i nie lubi, dla drugiego podróże były sposobem na życie, a dzięki nim poznał muzykę, jaką niewielu ma możliwość usłyszeć. Sam zresztą przyznaje, że „nie jestem koneserem muzyki. Jednak w czasie podróży – bo to w końcu jest część mojego zawodu – wielokrotnie dotykałem spraw muzyki czy śpiewu. Muszę powiedzieć, że nawet czasami diabli mnie biorą, bo jak słucham współczesnych utworów, hip-hopów i tym podobnych, to nasuwają mi się obrazy z Afryki Środkowej. Miałem tam okazję oglądać takie spektakle, w których półnadzy albo zupełnie nadzy aktorzy tańczyli i śpiewali – jeżeli to można nazwać śpiewem, bo przeważnie mruczeli. Poza tym mieli jakieś instrumenty, których nie potrafi nazwać nikt poza wybitnymi specjalistami” [s. 39]

Mam wrażenie, że to muzyka jest punktem najściślej ich łączącym i to ona dominuje w całej rozmowie, mimo starań pana Wiesława: „Dlatego ja bardzo mało mówię tu o śpiewaniu, bo to nie ma sensu. Wymieniam tylko niektóre nazwiska. Dobrze się stało, że rozmawiamy raczej o naszych prywatnych spojrzeniach na to, co się dzieje wokół, o naszym stosunku do kraju, do ludzi.” [s. 140]

O sprawach wielkich i małych, o polityce, architekturze i ratowaniu zabytków, kulturze, świecie znanym z telewizji i tym, do którego kamery nie docierają, o swojej młodości i o planach na przyszłość.

Panowie mają spore doświadczenie życiowe (książka jest zapisem rozmowy, która odbyła się w roku 2009), szczęśliwie jednak nie sprawiają wrażenia zmęczonych życiem i mają dystans do świata i siebie oraz poczucie humoru.

„Olgierd Budrewicz: Ta amerykańska różnorodność mnie czasami dobija: poprosiłem kiedyś znajomą, która leciała do USA, żeby przywiozła mi do pokoju taki spray z ładnym zapachem. Ta kupiła siedem, bo nie potrafiła wybrać!

Wiesław Ochman: Teraz musisz sobie urządzić siedmiopokojowe mieszkanie…” [s. 64-65]

Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman – dwa światy, muzyka i egzotyka, jak to w pewnym momencie zostało sformułowane. Ale pewnie to prawda, że aby się przyjaźnić, nie trzeba być bardzo podobnym, bo panowie znali się od lat i potrafili rozmawiać O WSZYSTKIM.


Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman rozmawiają O wszystkim. Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2010, 151 s.



piątek, 6 czerwca 2025

Ennio Morricone

 Misja – Morricone, Morricone – Misja, dwa słowa, które dla mnie tworzą niemal jedność. Wiele lat temu po raz pierwszy wzięłam do ręki płytę z muzyką do filmu i dość nieufnie włożyłam ją do odtwarzacza. No jak to, muzyka z filmu? Bez obrazu? Miałam szczęście, bo gdyby to była muzyka z innego filmu, jakaś bezładna kawalkada dźwięków, a i taka bywa muzyka ilustracyjna, to pewnie z daleka omijałabym potem wszystkie wydawnictwa z napisem OST (Original Soundtrack = oryginalna ścieżka dźwiękowa). I nie poznałabym wielu naprawdę wspaniałych ilustracji. Bo muzyka filmowa rządzi się swoimi prawami, bywają bardzo rozbudowane sekwencje rozpisane na całą orkiestrę, ale częściej niż gdzie indziej zdarzają się króciutkie perełki, delikatne i kameralne, niewiele tonów, jeden instrument. Niedoścignionym mistrzem takich krótkich, niedających się zapomnieć fraz jest właśnie Ennio Morricone.

Autobiografia Ennio była dla mnie zaskoczeniem, nie wiedziałam, że takie wydawnictwo powstało. Ale gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że na pewno nie trafi na półkę z napisem „do przeczytania w wolnej chwili”. Dla niej tę wolną chwilę się wygospodarowuje, a nie zdaje się na los.
Morricone przyznaje, że „możliwość spojrzenia z boku na własne życie i przeanalizowania jego poszczególnych etapów okazała się arcyciekawym doświadczeniem”. s. 7
Jest nim także dla nas.
To rozmowa dwóch fachowców, poważnie traktujących siebie nawzajem i przyszłego czytelnika. Obaj panowie odbywają swoistą podróż w czasie, cofając się do samych początków, sporo miejsca poświęcając także teorii muzyki. Przyznaję, że te fragmenty rozmowy były dla mnie – osoby, która lubi muzykę, ale nie ma wykształcenia muzykologicznego – nieco trudniejsze, lecz nie zmniejszyły mojego zainteresowania lekturą.
Morricone odpowiada na pytania obszernie, rzeczowo i szczegółowo. Czytelnik nie znajdzie tu jednak ploteczek z wielkiego filmowego świata, nie ma wchodzenia z butami w czyjąś prywatność. Otrzymujemy za to kawał rzetelnej wiedzy o muzyce i człowieku, który nie ufa komputerowi, nigdy nie nauczył się pisania maili, przedkładając ponad nie telefon, faks i zwykłą kartkę papieru; uwielbia szachy i uzyskał remis w partii z samym Borisem Spaskim; nie udaje, nie kryguje się, ani nie puszcza oka do swoich fanów. Bywa dla nich szorstki i brutalnie szczery, jak wtedy, gdy otwarcie stwierdza, że przysyłane mu przez nich płyty „do posłuchania” po kilku sekundach lądują w koszu na śmieci…
Otwarcie opowiada o tym, co jest najtrudniejszym doświadczeniem dla kompozytora muzyki filmowej, co dla niego jest ważne poza muzyką, o zawodowych i twórczych kryzysach, o filmach, które lubi (nie tylko tych, przy których pracował), o kulisach współpracy z najważniejszymi reżyserami kina światowego.
Wspomina także o Polsce, ale odszukanie kontekstu zostawiam uważnemu czytelnikowi.
Mam ostatnio szczęście do wydawnictw starannie opracowanych. I ta książka też jest taka. Dostajemy nie tylko wywiad-rzekę z Ennio Morricone, ale i wspomnienia o nim różnych osób (nie tylko reżyserów), z którymi współpracował przez lata swojej działalności. Całość uzupełniają indeks nazwisk oraz chronologiczne wykazy utworów muzyki absolutnej i użytkowej.
Mamy też ciekawą inicjatywę wydawcy. Po zeskanowaniu kodu lub wpisaniu oryginalnego tytułu książki do wyszukiwarki pewnego znanego serwisu muzycznego otrzymujemy możliwość słuchania wszystkich utworów wymienionych w książce. Ja podczas czytania włączałam sobie własne płyty. Nie wiem zatem, czy po wpisaniu tytułu książki serwis nie zażąda dodatkowo numeru paragonu lub faktury za książkę…
Ale zapraszam do sprawdzenia, czytania i słuchania. Naprawdę warto!

Ennio Morricone. Moje życie, moja muzyka. Autobiografia. Rozmawiał Alessandro De Rosa. WAM, Kraków 2018, przekład Karoliny Dyjas-Fezzi

poniedziałek, 24 marca 2025

Michelle Gurevich

Inna Michelle


Pamiętam Michelle Gurevich z koncertu w CK Zamek sprzed dwóch lat. Muzycznie - super, nie jest tajemnicą, że Michelle trafia do mnie bez pudla. Natomiast sama Artystka - wycofana, zdystansowana, jakby poza tą muzyką - nieobecna. Nie odchodziła od mikrofonu na statywie, nie nawiązywała relacji z publicznością. Myślałam sobie - pewnie już tak ma, w końcu u muzyka liczy się przede wszystkim muzyka, nie każdy musi być scenicznym czy estradowym  lwem.

Słyszałam jednak, że nie zawsze tak z Michelle było...

Artysta jest przede wszystkim po prostu człowiekiem.


Minęły dwa lata i Michelle pojawiła się ponownie, tym razem 21 marca 2025 w Warszawie. Bilet kupiony zaraz po ogłoszeniu sprzedaży, a potem kilka tygodni czekania.

Warto było!


Gdybym się miała do czegoś przyczepić, to do nagłośnienia, tym razem Progresja przechodziła jakiś kryzys.


Natomiast muzycznie - super (tak, wiem, że napisałam to akapit wyżej...) 

Michelle pokonała chyba swój trudny czas, była otwarta, nawiązywała z nami kontakt, krążyła po scenie, nie zaniedbywała relacji z zespołem, a gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech, to chociaż wciąż jeszcze zdradzał niełatwe przeżycia Artystki, to ważne, że był. I wierzę, że będzie.


Bo przecież już czekam na kolejny przyjazd Michelle do Polski.



poniedziałek, 24 lutego 2025

Roberta Flack

Odeszła Roberta Flack
Dwa tygodnie temu skończyła 88 lat.
To jedna z pierwszych artystek, które uczyły mnie słuchać jazzu i soulu. 
Tak mi przykro.


niedziela, 2 lutego 2025

Joep Beving

 


To był drugi koncert Joepa Bevinga w Poznaniu.

Po pierwszym napisałam, że to był najlepszy koncert, na jakim byłam.

Teraz do tamtego dołączył dzisiejszy.


Inny Joep.


Tamten solo, tylko On i pianino. 

Ten dzisiejszy w towarzystwie Maartena Vosa, a więc doszła wiolonczela i instrumentarium elektroniczne.


Ich wspólnego albumu, "Vision of Contentment", już słuchałam, ale dopiero prezentacja na żywo oddała pełnię tej muzyki.


Koncert magiczny, piękny. Zamyślony i kojący. Przenoszący w przestrzenie nierealne i nieracjonalne.

Z tych, które zostają w pamięci i w sercu i które się przywołuje, by czerpać z nich dobrą energię, wzruszenie i radość życia.


Joep, mam nadzieję na szybki powrót do Poznania!


sobota, 14 grudnia 2024

Abel Korzeniowski


Przyjechał do swojego rodzinnego miasta na jeden koncert z okazji 30-lecia Sinfonietty Cracovii.

Koncert Dwóch Mistrzów. 

Krzysztofa Pendereckiego i Abla Korzeniowskiego.

Mistrz i Uczeń.

W programie koncertu były trzy utwory Krzysztofa Pendereckiego wykonane przez Sinfoniettę Cracovię pod dyrekcją Katarzyny Tomali-Jedynak: 

   Sinfonietta no. 2 (1994)

   Trzy utwory w dawnym stylu (1964-1966)

   Chaconne (in Memoria del Giovanni Paolo II, 2005)

A potem na estradzie pojawił się Abel Korzeniowski i poprowadził orkiestrę najpierw w specjalnie na ten wieczór skomponowanym "Unexpected Gravity of Green Flowers" (było to światowe prawykonanie), a następnie w suicie z filmów "Zwierzęta nocy", "W.E.", "Samotny mężczyzna", "Królewski romans", "Emily" i "Till".





Pojechałam do Krakowa na dwa dni, na ten piątkowy koncert i na spotkanie z Ablem Korzeniowskim w Pałacu Potockich następnego dnia.


Przyznam, że wciąż trudno mi ogarnąć emocje i wrażenia z koncertu i z bardzo ciekawego sobotniego spotkania, bo zawsze najtrudniej mi jest logicznie i składnie wypowiadać się o tym, co dopiero układa się w myślach i we wspomnieniach... Powiem więc tylko, że chłonęłam każdą chwilę tego pobytu. Pod względem muzycznym i towarzyskim.

Abel Korzeniowski...


Najcenniejsze dla mnie jest to, że po spotkaniu z Nim lubię Go tak samo, a może nawet bardziej niż wcześniej. 

Bo przekonałam się, że piękną muzykę tworzy piękny Człowiek.



wtorek, 5 października 2021

Patricia Barber - "If I Were Blue"

Patricia Barber z albumu Verse - If I Were Blue (2002)

You Tube - If I Were Blue


Lirycznie, intymnie. Nastrojowość i szlachetna prostota. To, co w śpiewie cenię chyba najbardziej, nie tylko jesienią. :) 


poniedziałek, 4 października 2021

Stina Nordenstam - "Little Star"

Stina Nordenstam - Little Star (1994)

https://www.youtube.com/watch?v=sQIowXjGGMI



Stina - Szwedka z niesamowicie niepowtarzalnym głosem. Tak delikatnym, jak głos dziewczynki, tak ładnie śpiewająca o emocjach, że pozwalam jej sączyć mi dźwięki prosto do uszu (słuchawki, koniecznie).


Zawdzięczam Stinę koledze - (i nie tylko ją, skąd M. czerpał swoje muzyczne odkrycia - nie mam pojęcia, bo zawsze twierdził, że jakoś tak same przychodziły), o ile pamiętam, to akurat to odkrycie M. zawdzięczał Kasi Nosowskiej, która w jakimś wywiadzie o Stinie opowiedziała, a M. poszukał, co to za piosenkarka, o której mówi sama Nosowska. :)


Nagrywała z Vangelisem, nagrywała z naszym Zbigniewem Preisnerem (do filmu "Aberdeen"). A teraz od lat milczy...



niedziela, 3 października 2021

Billie Holiday - "Strange Fruit"

Po obejrzeniu filmu "Billie Holiday" (reż. Lee Daniels, 2021)

Billie Holiday - Strange Fruit (1939)

https://www.youtube.com/watch?v=Web007rzSOI




tekst i muzyka: Abel Meeropol

Strange Fruit

Southern trees bear strange fruit
Blood on the leaves and blood at the root
Black bodies swinging in the southern breeze
Strange fruit hanging from the poplar trees

Pastoral scene of the gallant south
The bulging eyes and the twisted mouth
Scent of magnolias, sweet and fresh
Then the sudden smell of burning flesh

Here is fruit for the crows to pluck
For the rain to gather, for the wind to suck
For the sun to rot, for the trees to drop
Here is a strange and bitter crop


sobota, 2 października 2021

Tord Gustavsen Trio - "Taste and See"

 Tord Gustavsen Trio - tym razem z ostatnim albumem Torda The Other Side z roku 2018, nagranym w składzie:

     Tord Gustavsen - fortepian
     Sigurd Hole - kontrabas
     Jerle Vespestad - perkusja

https://open.spotify.com/track/14LkHEsXrVQZnkczrGOUPi




No, mam jakiś problem z tym materiałem, tak jak nie miałam go z poprzednimi albumami Changing Places, The Ground czy Being There. Do nich jeszcze tu wrócę, tymczasem - ponieważ właśnie odsłuchuję kolejny raz The Other Side - utwór Taste and See.


Ze względu na ograniczenia na YT, w wyniku których utwór ten jest dostępny tylko na YT Premium - korzystam z linku do Spotify.



czwartek, 2 września 2021

prawie codziennie gra na organach...

 "Prawie codziennie gra na organach. Bacha, Chopina, Mozarta, ale także improwizuje o tęsknocie i poczuciu winy. Ta muzyka jest niepodobna do niczego innego. Jest deszczem, który spada na pustynię, blaskiem słońca, które rozświetla serce, i nocą, która nas pociesza. Muzyka łączy ludzi i dlatego też Snorri nie zawsze jest samotny. Nie jest samotny, gdy naciska pedały organów, gdy przesuwa smyczkiem po strunach starych skrzypiec, których najwyższe tony są tak czyste i ostre, że mogłyby przeciąć ludzkie serce."

Jón Kalman Stefánsson - Niebo i piekło. Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 82-83; przekład Przemysława Czarneckiego

poniedziałek, 6 lipca 2020

Ennio Morricone (10 listopada 1928 - 6 lipca 2020)

Dzisiaj tylko zdjęcie, bo brak mi słów.

Ennio Morricone
źródło zdjęcia

niedziela, 21 czerwca 2020

Za otwartymi oknami stała letnia, upalna noc i słuchała piosenki o "utraconej miłości".


   Elżbieta uśmiechnęła się radośnie i pewnie. Wesoło spojrzała w oczy matce.
   - Zaśpiewać? - spytała.
   I matka uśmiechnęła się uszczęśliwiona.
   - Jedną tylko rzecz.
   Elżbieta spoważniała. Twarz jej zgasła bez uśmiechu. Myślała o czymś i jak gdyby przywoływała przed pamięć swoją te wszystkie pieśni, które umiała. Rozejrzała się trochę bezradnie po pokoju i po fortepianie i ze stosu nut leżącego tam wyciągnęła mały, różowy zeszyt i rozłożyła go przed Edgarem.
   - Verborgenheit - powiedziała do matki jak hasło.
   Pani Paulina odeszła na palcach.
   Elżbieta pochyliła się i spojrzała na końce swoich bucików, potem nagle podniosła głowę, aż welon zsunął się ku dołowi i ukazała się z obsłonek piękna, biała szyja. Twarz jej zapaliła się, potem znowu zgasła. Pochyliła się z powrotem ku Edgarowi i dała mu znak; rozpoczął krótkie preludium.
   Z pierwszą gładką nutą wziętą półgłosem osiadł na ustach Elżbiety uśmiech zakłopotania i radości. Pierwsze "es" było tak piękne jak wysoki ton wiolonczeli - i Edgar odwróciwszy oczy od nut spojrzał na siostrę okiem zachwyconym i jakby trochę zdziwionym.
    Pani Royska i pani Szyllerowa słuchały rozanielone, Spychała czuł, że się tutaj coś dzieje, i opuścił głowę. Za otwartymi oknami stała letnia, upalna noc i słuchała piosenki o "utraconej miłości".
   Bezdźwięcznie, tak, że nikt oprócz pani Royskiej tego nie zauważył, podczas pierwszych taktów śpiewu wszedł Józio z kolegą. Przysiedli na pierwszych krzesłach z brzegu. W połowie, mniej więcej przy słowach:
... oft bin ich nur kaum bewusst
und die helle Freude zucket... *
Spychała odwrócił oczy od dywanu i ujrzał dwóch chłopców siedzących w dwóch stron drzwi. Józio zagryzał wargi, Wołodia patrzył daleko przed siebie czarnymi, wielkimi oczami, a po policzkach toczyły mu się łzy.
   Gdy wraz z miękkim akordem Es-dur, łagodnie wziętym długimi palcami Edgara, umilkł jedwabny głos Elżuni,w salonie zapanowała cisza. Nikt nie śmiał nic powiedzieć.



* ... często jestem tylko ledwo świadomy
i wielka radość drga...
(Cyt. z Hugo Wolfa, Verborgenheit.)


Jarosław Iwaszkiewicz - Sława i chwała. Tom 1; PIW, Warszawa 1989 (wyd. X), s. 18-19

środa, 17 czerwca 2020

Strój muzyka


Nicolas de Larmessin - Habit de musicien [Strój muzyka]. Obraz z 1695 roku.
Źródło grafiki: Wikimedia Commons

piątek, 24 maja 2019

Sekret dobrego przewodnika :)

Dobre oprowadzanie jest trochę jak koncert jazzowy: to chwila improwizacji na podstawie wieloletniego doświadczenia.

Christopher Kaife: Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower. Wydawnictwo Znak, Kraków 2019, s. 135; przekład Aleksandry Kamińskiej

Jedno zdanie, ale tak mi się spodobało to celne sformułowanie, że nie mogłam się powstrzymać, żeby go tu ku pamięci nie zapisać. :)

niedziela, 30 grudnia 2018

Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp...

Znalezione obrazy dla zapytania johann seume
Johann Gottfried Seume (1763 - 1810)
Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp,
tam dobre serca mają.
Bo ludzie źli, ach, wierzaj mi,
ci nigdy nie śpiewają.


W oryginale brzmi to tak:

Wo man singet, lass dich ruhig nieder,
Ohne Furcht, was man im Lande glaubt;
Wo man singet, wird kein Mensch beraubt;
Bösewichter haben keine Lieder.

Fragment: Die Gesänge (Śpiewy, 1804)