Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ instrumenty etniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ instrumenty etniczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lipca 2012

Sat-Okh - Ziemia Słonych Skał

Ziemia Słonych Skał

"Pierwsze promienie słońca padają skośnie. Ich blask jest czerwony, a długie cienie mają kolor granatowy. Słońce dopiero wzeszło, lecz wioska nie śpi. Na placu przed palem totemowym odbywa się taniec, który rozpoczął się wraz ze wschodem słońca. Prowadzi go czarownik Gorzka jagoda.
W ostrym świetle czerwonych promieni widzę go wyraźnie. Przypomina stojącego na tylnych nogach skrzydlatego bizona. Na głowie ma bizoni skalp o szeroko rozstawionych rogach. Ich końce – tak jak dziób sowy na totemowym palu – błyszczą czerwienią. Twarz pomalował w niebieskie i żółte pasy. Do szeroko rozpostartych ramion przytwierdził grzechotki z kopyt jelenich, które trzaskają jak tętent karibu pędzącego po kamiennym brzegu rzeki.
Wraz z nim tańczy wojownik obnażony do pasa: Nepemus – Silna Lewa Ręka, wielki myśliwy i tancerz naszego plemienia. . Obaj krążą w środku wielkiego koła wojowników, wybijających rytm na bębnach i grzechotkach z żółwich skorup.
Rytm jest coraz głośniejszy, szybszy. Ciało Nepemusa wysmarowane tłuszczem niedźwiedzim, lśni jak brąz. Chwilami wydaje się, że tancerz posiada kilka par nóg, to znów, że jak czapla wiruje na jednej nodze – a za to na szyi, obwieszonej sznurami z pazurów i kłów wilczych chwieją się trzy głowy.
Tomahawk Nepemusa zadaje ciosy niewidzialnym przeciwnikom. Ręka wojownika jest niezawodna, jego mięśnie twarde jak kły niedźwiedzia. Każdy cios tomahawkiem, świst jego ostrza to Pieśń śmierci dla wroga. Coraz wyżej wzniósł się śpiew wojowników:

Manitou, Manitou,
Daj im siłę niedźwiedzia,
By byli odważni jak wilk w ataku,
By męstwo swe wzięli od brata rysia...

Jest to dzień Nanan-cisu, „Oddalenia”, święto przyjmowania małych chłopców do szkoły natury.
Dlatego, gdy nagle słabnie pieśń i zwalnia się rytm tańca, Nepemus kieruje swe kropki w stronę tipi naczelnika plemienia, Leoo-karko-ono-ma, Wysokiego Orła. Nepemus skrada się, stąpa parę kroków, to znów zatrzymuje się. Wznosi w górę tomahawk i tańcząc w miejscu, nasłuchuje odgłosów z wewnątrz namiotu.
W ślad za nim osuwa się krąg wojowników, wśród nich Gorzka jagoda. Nepemus staje przed wejściem do namiotu. Ale dwóch wojowników z dzidami strojnymi w pióra występuje naprzód i zagradza mu wejście do tipi. Nepemus raz za razem próbuje się przedrzeć do środka namiotu, lecz raz za razem krzyżują się przed nim dzidy wojowników i Nepemus cofa się od wejścia.
Pięciokrotnie krzyżowały się dzidy i tylekroć Nepemus cofał się od namiotu. Znaczyło to, że chłopiec, po którego przyszedł, ukończył pięć lat i że nadszedł nań czas, by rozpoczął życie wśród wojowników, uczył się ich mądrości, poznawał prawa plemienia i puszczy.
Ja byłem tym chłopcem."

Sat-Okh: "Ziemia Słonych Skał". Czytelnik, Warszawa 1974, s. 10-12

czwartek, 28 czerwca 2012

Halina Rozwadowska - Elektryczne gitary

Elektryczne gitary
"Założycielami zespołu są: Janusz Adamczyk, wychowanek naszej szkoły, i jego starszy kolega Morris - wyjaśnił pryszczaty. - Kompozytor muzyki i dzisiejszych piosenek: nasz uczeń, Szczepan Tarwid z klasy ósmej. Piosenkarka: Krystyna Tarwid, nasza uczennica i siostra kompozytora. Teksty piosenek: Łucja Parczewska, obecna na sali.
 
Widownia zaczęła klaskać, czwórka na estradzie ukłoniła się znowu, nawet Santa musiała wstać z miejsca i ukłonić się. Zacząłem dygotać, ale okazało się, że na próżno. Zespół nie na darmo ćwiczył do upadłego, bo grał i śpiewał fajowo Sancine teksty, wyglądał prześlicznie i telewizji nie przyniósłby wstydu. Nasłuchałem się różnych zespołów dość, coś niecoś się znałem, ale grali o key, nikt nie mógł się czepiać. Kto by pomyślał, że ta fajtłapa, to cielę Szczepan, okaże się kompozytorem? Grał zawsze, nie mówił, że komponuje. Podniesiony na duchu ścisnąłem Santę za rękę, ścisnęła moją i wtedy Janusza z Mięską i Kryśką zmiotło z estrady, pozostał tylko Szczepan i pryszczaty zapowiedział solo na trąbce. Szczepan, z tremy trzęsący się w domu jak galareta, wyglądał, jakby nic sobie z widowni nie robił, występ dla niego to mucha. Trzymał trąbkę przez chwilę w ręku, a potem spokojny i opanowany przytknął ją do ust. Niech diabli mnie porwą, jeżeli ktoś zagrałby lepiej! Pękałem z dumy. Nastolatki na sali wiedziały, co do nich należy. Wzdychały, pojękiwały, przewracały oczami, a gdy Szczepan skończył, pozrywały się z miejsc, klaskały jak opętane, powiewały nad głową wdziankami, wyły, tupały, nieledwie że wydzierały włosy z zachwytu, wszystko jak trzeba, zagranicznie i modnie. Ale Szczepan, co? Wyliśmy i klaskaliśmy z Santą i z innymi, ale pomyślałem o Kryśce i poczułem się mdło. Dotąd wszystko szło, trudno lepiej, więc jeżeli skandal, to Kryśka.
 
Pryszczaty właśnie ogłosił znaną piosenkę Igi Cembrzyńskiej "Za Żelazną Bramą" i Kryśka ukazała się z całym zespołem. Zdążyła się przebrać w białą sukienkę, ale ślepy by poznał, że cała się trzęsie i ledwie się trzyma na nogach. W takim stanie mogła zamiauczeć, a nie zaśpiewać. Nie zamiauczała jednak. Opanowała się  dzielnie i głosikiem niewielkim, ale czyściutkim, zadzwoniła niczym skowronek. Wyglądała uroczo, skromnie, niewinnie i słodko, nie ta Kryśka, gad z piekła rodem. Zaczęła nieśmiało, ale nabrała tupetu i przy oklaskach i wyciu sali zakończyła wprost brawurowo. Na drugi numer wybrała piosenkę angielską, śpiewała z dobrym akcentem i dykcją, wymawiając wyraźnie trudne angielskie słowa. Śpiewała prześlicznie i kogoś mi przypominała. Już wiem! Anielicę ze sceny, matkę Santy. Wreszcie skończyła, dygnęła i przy szalonych oklaskach zeszła ze sceny. Jakże to? Powodzenie zamiast skandalu? Nieprawdopodobne. Zaraz, a niespodzianka? Niespodzianką okazał się znowu Szczepan, wychodzący z murzyńskimi instrumentami Taty. Przed dwoma tygodniami wziął je do rąk, nie wiedział, z której strony do nich się zabrać, a teraz wygrywał na jednym z nich murzyńską kołysankę "Śpij, mój synku". Instrument wydawal ton nieco piskliwy, ale Szczepan z prymitywnych trzech strun wydobywał melodię przejmującą i czułą i poruszył nią całą salę. Na drugim instrumencie, niskimi, basowymi nutami odegrał "Missisipi", wreszcie skłonił się, spłynął i na tym koncert się skończył. Koncert bez cienia skandalu i wstydu, z niespodzianką i z największą chwałą dwóch szelm, Szczepana i Kryśki."

Halina Rozwadowska: "Elektryczne gitary". Nasza Księgarnia, Warszawa 1970, s. 154-156