Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ odgłosy natury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ odgłosy natury. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2018

Płyną łagodnie poprzez ciszę muzyki słodkie tony...

[...]
Cichym tchnie echem w głuszy leśnej
  Powiew radości uświęconej,
Przed pogrążeniem się w szaleństwie
  Błogi dziecięcy sen nas chroni;
Drzewa wieczorny wiatr kołysze,
Szum mórz dalekich jakby słyszeć,
Płyną łagodnie poprzez ciszę
  Muzyki słodkie tony...

Branwell Brontë - fragment wiersza Karolina; w: Poezje. C&T, Toruń 2018, s. 43, przekład Doroty Tukaj

niedziela, 29 czerwca 2014

Wracając wieczorem słyszałem śpiew słowika...

"Wracając wieczorem słyszałem śpiew słowika; słyszę go jeszcze, choć z bardzo daleka. Ten głos nie da się z niczym porównać, bardziej dla wzruszeń, jakie budzi, niż dla swego piękna. 
Buffon, jako przyrodnik, zachwyca się giętką krtanią i rozmaitością tonów melancholijnego śpiewaka wiosny; ja odnajduję w jego śpiewie monotonię, której niekreślony czar jest u źródła wszystkich żywych wrażeń."* 


* Eugène Delacroix: Dzienniki, cz. 1: 1822-1853, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2003, s. 72, tłumaczenie: Joanna Guze i Julia Hartwig


Słowik

piątek, 12 października 2012

Józef Czechowicz - Bez nut

zapada w biały papier
naprzeciw słońca i wód
odwieczne promienie
spadają też mieczami z chmur

śpiewaczki jedwabne jagnięce
i wy dziewicze pożogi
przez wiersz przeświecają wasze ręce
księżycem złowrogim

zorza opada przez chmury
a semafor wybucha wzwyż
drzewa kwitną drzewa wichr łamie
konie fal szaleją u zgliszcz

chrapliwe pierwotne krzyki
trzaskają nad światełkiem muzyki
i wąwozami popłynęła szumu ulewa
te wiersze z mitycznego kraju
niechcące śpiewać

Józef Czechowicz: "Bez nut". W: Wiersze i poematy. Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2012, t. 1, s. 105

Józef Czechowicz

czwartek, 26 lipca 2012

Kazimiera Iłłakowiczówna - Chwila ciszy


Iłłakowiczówna

Włos każdy brzęczy jak struna dotknięta,
włos jasny, cienki...
Kręcą się, kręcą jak młode dziewczęta
białe wisienki.

Włos każdy śpiewa pod ręką jak pszczoła
w wielkim kielichu...
Weszły tańczące konwalie do koła,
nucą po cichu.

Grają i brzęczą --- długi włos w warkoczu,
drobny --- u skroni...
Bez utkwił we mnie sto tysięcy oczu
i także dzwoni.




Kazimiera Iłłakowiczówna: "Chwila ciszy". W: "Kazimiera Iłłakowiczówna". Seria Poeci Polscy. Czytelnik, Warszawa 1971, s. 11

Claude Monet - Giverny in Springtime  (1900)



środa, 11 lipca 2012

Leopold Lewin - Tatrzański tryptyk. Koncert

Tatry w poezji i sztuce polskiej
Sypią się dźwięki po stopniach schroniska -
Płatki róż pachną? Rosa w trawie błyska?

Szczęśliwe dłonie, które pod przełęczą
Sprawiły, że promienie światła dźwięczą;

Że drgnęły chmury i brzęknęły skały-
Czy fisharmonia, czy kamienie grały?

Powstają z głazów katedralne mury
I wieże - Bacha niedosiężne córy.

A nad ołtarzem przywarły do ściany
Smukłe piszczałki z granitu - organy.

Słuchają skalne audytoria - turnie,
Jak echo rodzi melodię powtórnie.

A my nie wiemy, co spełza ze stoku -
Melodii strzępy czy strzępy obłoku.



Jędrek  -   Tatry. Panorama ze szczytu Łomnicy


Leopold Lewin: "Tatrzański tryptyk. Koncert." W: Tatry w poezji i sztuce polskiej.  Wybór i opracowanie: Michał Jagiełło. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 275

poniedziałek, 2 lipca 2012

Trygve Gulbranssen - A lasy wiecznie śpiewają. Dziedzictwo na Björndal


A lasy wiecznie śpiewają
Dziedzictwo na Björndal
"Dag powrócił z miasta w okresie zasiewów wiosennych.
Dużo widział, niejedno słyszał i mądra jego głowa nauczyła się wielu interesujących rzeczy.
     Zaszła w nim wyraźna zmiana. Najbardziej odczuł to Tore. Było w nim coś innego, coś nieuchwytnego. Wydawał się taki wytworny i obcy w swym nowym ubraniu i od czasu do czasu posługiwał się jakimś niezwyczajnym słowem. Lecz już trzeciego dnia Dag przebrał się w swój stary ubiór myśliwski i poszedł do lasu.
     W mieście przywykł do nowych, obcych dźwięków - do turkotu kół, odgłosu kroków na wybrukowanych ulicach i gwaru rozmów. Tu w domu, w rodzinnych stronach, koła inaczej zgrzytały, ludzie ciszej chodzili, w Björndal zaś niewiele i rzadko mówiono. W mieście wszystkie dźwięki były głośne i przenikliwe. Tak, w domu było inaczej; szczególnie zaś w lesie, gdzie panowała taka cisza. Odgłosy miasta jeszcze teraz tętniły mu w uszach. Był nimi zupełnie ogłuszony. Teraz, gdy znalazł się w lesie, odżyły w nim wszystkie zmysły. Uświadomił sobie tysiączne, najbardziej nikłe dźwięki lasu - tchnienie wiatru w jodłach, trzask gałązek, gwizd ptaków, odgłosy strumyków i wodospadów. Równocześnie trwała tak głęboka cisza, że słyszał bicie własnego serca. Teraz poczuł się u siebie i przyrzekł sobie, że już nigdy na tak długi czas nie wyjedzie."

Trygve Gulbranssen: "A lasy wiecznie śpiewają. Dziedzictwo na Björndal". Wydawnictwo Poznańskie, Poznań  1968, wydanie IV, s. 42, tłum. tom I - Henryk Goldman, tom II - Henryk Leśniewski. Książka obejmuje dwa tomy razem.

niedziela, 24 czerwca 2012

Joanna Papuzińska - O kocie, który grał na harfie


Opowiadania o zwierzętach
"A w kuchni, gdzie stał kredens, pod sufitem przeciągnięte były żyłki nylonowe. Suszyło się na nich czasem ściereczki lub chusteczki, ale przeważnie nic na nich nie wisiało. Zamyślona Gucia od czasu do czasu wyciągała łapkę i brzdęk. Trącała żyłkę.
To był tylko jeden dźwięk i Gucia w skupieniu wysłuchiwała go do końca, do zupełnego wyciszenia. Po chwili ciszy, starannie odmierzonej jak muzyczna pauza, znów sięgała łapką do struby i znów rozlegało się brzęknięcie.
Bzdrummm - cisza. Bzdrummm - cisza. Bzdrummm - cisza.
Tak brzmiał koncert naszej Guci i mógł on trwać dość długo, jeśli nikt kotu nie przeszkadzał.
Inne żyłki wisiały dość daleko i Gucia mogła grać tylko na jednej strunie. Może, gdyby udało jej się dosięgnąć do innych, wynikłaby z tego jakaś melodia?"


Joanna Papuzińska: "O kocie, który grał na harfie". W zbiorku: "Opowiadania o zwierzętach. Polscy pisarze dzieciom". Wydawnictwo Literatura, Łódź 2012, s. 63


niedziela, 17 czerwca 2012

Henryk Sienkiewicz - W pustyni i w puszczy


W pustyni i w puszczy
"Lecz największym zdumieniem i zachwytem napełniały oboje dzieci inne, latające w małych stadkach ptaki, które dawały prawdziwe koncerty.
Każde stadko składało się z pięciu lub sześciu samic i jednego, połyskującego metalicznymi piórami samca. Siadały one szczególnie na pojedynczych akacjach w ten sposób, że on umieszczał się na wierzchołku drzewa, one poniżej – i po pierwszych tonach, które wydawały się jakby strojeniem gardziołek, on rozpoczynał śpiew, a one słuchały w milczeniu. Dopiero gdy skończył, powtarzały jednogłośnym chórem ostatnią zwrotkę jego śpiewu. Po małej przerwie on znów zaczynał i kończył, one znów powtarzały, po czym całe stadko przelatywało falistym, lekkim lotem na następną, najbliższą akację i koncert złożony z solisty i chóru rozbrzmiewał w południowej ciszy powtórnie. Dzieci nie mogły się tego dość nasłuchać. Nel pochwyciła przewodnią nutę koncertu i razem z chórem samiczek wyśpiewywała swym cienkim głosikiem ostatnie tony, brzmiące jak szybko powtarzane dźwięki: „tui, tui, tui, tui, twiling-ting! ting!”
Pewnego razu dzieci idąc od drzewa do drzewa za skrzydlatymi muzykantami odeszły na kilometr od obozu, pozostawiwszy w nim troje Murzynów, Kinga i Sabę, którego Staś, wybierając się za jedną drogą na polowanie, nie chciał wziąć z sobą, by szczekaniem nie płoszył mu zwierzyny."

Henryk Sienkiewicz: "W pustyni i w puszczy".  Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, 463 s.

czwartek, 14 czerwca 2012

Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz

Pan Tadeusz
Po wieczerzy i Sędzia, i goście ze dworu
Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru;
Zasiadają na przyzbach wysłanych murawą;
Całe grono z posępną i cichą postawą
Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać,
Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać,
Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną
Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną,
Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych,
Szeptach, szmerach i słowach na wpół wymówionych,
Z których składa się dziwna muzyka wieczoru.

Zaczął ją puszczyk, jęcząc na poddaszu dworu;
Szepnęły wiotkiem skrzydłem niedoperze, lecą
Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi świecą;
Niżej zaś - niedoperzów siostrzyczki, ćmy, rojem
Wiją się, przywabione białym kobiet strojem.
Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice
I w jasne oczki, które biorą za dwie świéce.
Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera,
Kręci się, grając jako harmoniki sfera;
Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów
Akord muszek i półton fałszywy komarów.

W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty;
Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty.
Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki,
Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki,
Już bekasy do góry porwawszy się wiją
I bekając raz po raz jak w bębenki biją.

Na finał szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy
Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy,
Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora,
Milczące przez dzień cały, grające z wieczora.
Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty,
Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty;
Drugi staw, z dnem błotnistem i gardzielem mętnym,
Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym;
W obu stawach piały żab niezliczone hordy,
Oba chory zgodzone w dwa wielkie akordy.
Ten fortissimo zabrzmiał, tamten nuci z cicha,
Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha;
Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola,
Jak grające na przemian dwie arfy Eola.

Adam Mickiewicz: "Pan Tadeusz, czyli Ostatni zajazd na Litwie. Historia szlachecka z roku 1811 i 1812 we dwunastu księgach wierszem", Księga VIII: Zajazd. Paryż 1832-34