Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ płyty gramofonowe i CD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ płyty gramofonowe i CD. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zajęłam się samym słuchaniem muzyki


   "Włóczęgowski krok zmieniony w marszobieg nie przypada psu do gustu. Borys z uporem osła nadal zatrzymuje się przy każdej piramidce śmieci. Chcąc nie chcąc, robię to razem z nim i obserwuję produkcję mojej ulicy. Borys grzęźnie przy kartonowym pudle. Chwilę węszy, a potem zaczyna namiętnie kichać. Psiej tabaki się nawąchał czy co? Pochylam się nad kartonem.
Dwa rzędy winylowych płyt stoją na baczność jak kompania honorowa. Pierzyna kurzu łagodnie osłania je przed ostrzałem lipcowego słońca. Kto wyrzuca winylowe płyty? Zabieram karton, chyląc grzbiet pod ciężarem porzuconej muzyki. Winyle kotwiczą pod schodami [...]

Czy było warto? Nie trzeba żadnych komentarzy. Wystarczy spis tytułów:

  Johann Sebastian Bach Six Brandenburg Concertos
  Sergiusz Rachmaninow Koncert fortepianowy nr 3
  Zbigniew Preisner Requiem dla mojego przyjaciela
  Leonard Cohen Various Positions
  Tanita Tikaram Ancient Heart
  Pink Floyd The Dark Side of the Moon
  The Beatles A Hard Day’s Night
  The Doors L.A. Woman
  Led Zeppelin Stairway to Heaven
  Dire Straits Brothers in Arms
  Ella Fitzgerald Like Someone in Love
  Bob Dylan Highway 61 Revisited
  Perfect Niewiele ci mogę dać
  Anna Chodakowska Msza wędrującego
  Maciej Zembaty Alleluja

Zastanawiam się, czy Borys wywęszył dom idioty, czy kogoś, kto stracił słuch? 

    Dawno, dawno temu, kiedy nosiłam zielone spodnie, przydługą grzywkę i granatowe martensy, byłam w bliskich stosunkach z pewnym gramofonem o uroczej nazwie „artur”. Prawowitym właścicielem czarnego pudła z igłą był mój brat. Ciekawe, czy ma jeszcze swojego trzeszczącego arturka… Wyciągam komórkę.
[...].
Muzyka to chyba jedyny most, który wciąż łączy mnie i Radka.
     Wieczór przynosi drobinki chłodu, wmieszane w trzaskające ciepło z gramofonowej płyty. Artur przyklejony do przedłużacza stoi na niebieskim, werandowym stoliku. Zwijam ciało w kulę i sączę dźwięki z kieliszkiem wina w ręku. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zajęłam się samym słuchaniem muzyki. Zawsze traktowałam ją jako tło. Była przyjemnym dopełnieniem, nigdy jednak celem samym w sobie. Winylowe dźwięki rysują mapę pamięci. Muzyką szyję patchwork zapachów, obrazów, głosów. Czas świruje, mieszając kilka przestrzeni naraz.
L.A. Woman. Raz jeszcze oglądam chuderlawą szesnastoletnią Majkę wynurzającą się z nocy. Patrzę, jak świt unosi mrok. Bezszelestny. Obiecujący złote cielce światła. Za oknem na wpół przeźroczysta postać przygląda się drzewom. Wiśnie chudną i żółkną. Orzechowiec obsiadają kawki. Płyta skrzypi. Włączam Cohena. Smakuję kolejną historię. Bita śmietana mgły na łyżeczce grani. Miód zlizywany z palców. Wieczorny profil Wojtka gdzieś pomiędzy pierwszym a przedostatnim pocałunkiem. Zabieram artura do sypialni, zwijam się w kłębek na łóżku i raz jeszcze nastawiam tę samą płytę."

Ludmiła Piasecka: 52 tygodnie.  Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 35-39

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

...są tacy maniacy, co to im w ogóle na muzyce nie zależy, tylko na samym dźwięku

Powtórka z morderstwa
Komisarz Ogiński nie był pierwszym audiofilem, jakiego Ilonka spotkała w życiu, jeden z zaprzyjaźnionych dźwiękowców miał tę samą pasję, zatem z łatwością rozpoznała sprzęt i mniej więcej zorientowała się w jego jakości. - Ohohoho - zauważyła, wcale nie udając podziwu. - Krella pan ma... i te głośniki... mojego kumpla nie było na nie stać, ale on ma żonę i dzieci. Pan nie ma?
  - Jak widać. Proszę, dwie aspiryny. I herbata, dopóki gorąca...
  - No, no, już piję. McIntosh to jest? Mój kolega się wahał, ale ostatecznie kupił sobie Marantza...
  - Marantz też dobra firma. Zna się pani na tym?
  - Ja nie, ale jeden nasz dźwiękowiec z Koszalina się zna. Audiofil, tak samo jak pan. Jak robiliśmy w Koszalinie reportaż, byłam u niego i on mi pokazywał swoje cudeńka. Mógłby pan coś zapuścić? Skoro i tak mam czekać, aż mi kiecka wyschnie...
Komisarz ostatecznie połknął haczyk. Sięgnął na regał z płytami, uśmiechnął się sam do siebie i wydobył komplet „Pierścienia Nibelunga”, odnalazł „Zygfryda” i włożył do odtwarzacza.
  - Ciekaw jestem, czy pani to zna?
Włączył urządzenie i muzyka zalała pokój. Ilonka jakby zastrzygła uszami. Po chwili pokiwała głową.
  - Wagner, co? Ja nie jestem w te klocki najlepsza, ale Wagner mi się podoba. I rozpoznaję kilka uwertur. Dostałam kiedyś taką płytę w prezencie. To jest „Zygfryd”, prawda? Bardzo zwycięskie imię. Mój samochód tak się nazywa na jego cześć. Naprawdę, nie szklę panu, panie komisarzu.
  - Mam na imię Tomasz - powiedział, zapominając o konieczności utrzymania dystansu i o tym, że rozmawia z osobą potencjalnie podejrzaną. [...]
  - W sytuacjach służbowych możemy wrócić na „pan - pani”. Rewelacyjnie brzmią te twoje urządzenia. Ja mam w zasadzie całkiem niezły sprzęt, ale w porównaniu z tym... niebo a ziemia. A widzę, że masz też fajne nagrania... są tacy maniacy, co to im w ogóle na muzyce nie zależy, tylko na samym dźwięku. Bo wiesz, ja jestem dalekowidzem i widzę, co masz na tamtej półeczce...
Tym go rozśmieszyła. Do półki miała naprawdę daleko. Postanowił ją sprawdzić.
  - To powiedz, co stoi na górze trzecie od prawej?
Ilonka zmarszczyła brwi.
  - Kantaty Bacha. A potem stoi jakiś Herreweghe, ale nie wiem co, bo jednak za małe literki. Nie, bez przesady, widzę te komplety, nie pojedyncze egzemplarze. To znaczy podpisy na kompletach. Beethovena symfonie wszystkie, Karajan. Beethoven, symfonie, Gardiner. Po co ci dwa komplety? Odróżniasz wykonania? O matko. Glen Gould gra Bacha. „Ring”. „Tannhauser”. „Śpiewacy norymberscy”. Lubisz Wagnera, co? Barbara Hendricks. Sonaty
Beethovena, Emil Gilels. Co to za jeden?
  - Bardzo dobry pianista radziecki z poprzedniego wieku. Z takim nazwiskiem pewnie jakiś przyjezdny radziecki albo z którejś republiki. Nadbałtyckiej...
  - Nie chciałbyś czasem wyjechać na wakacje? I żeby ci ktoś popilnował mieszkania?

Monika Szwaja: Powtórka z morderstwa. Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 131-133

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Nie przejdziemy do historii

Krzysztof Klenczon
(12 stycznia 1942 - 7 kwietnia 1981)
zmarł 33 lata temu w Chicago

Pomnik Krzysztofa Klenczona w Szczytnie

Nie przejdziemy do historii

Nie przejdziemy do historii
szumni jak w piosenkach,
nie będziemy stali w glorii
z gitarami w rękach.
Rozedrgane nasze cienie
żółty kurz otuli
jak toczące się kamienie
z niebotycznej góry.

Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.

Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.

Nie przejdziemy do historii
i literatury,
nie będziemy stali strojni
w brązy i marmury,
świat się nagle jak kołyska
wokół zakolebie
i znajdziemy naszą przystań,
nim zgubimy siebie.

Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.

Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.

Tekst - Andrzej Kuryło
słowa - Krzysztof Klenczon
Utwór został nagrany w 1971, a wydany w 1972 roku - album: "Krzysztof Klenczon i Trzy Korony"

Cover LP (1972)
 Krzysztof Klenczon - wokal, gitara
 Ryszard Klenczon - gitara, gitara hawajska
 Grzegorz Andrian - gitara basowa, wokal
 Piotr Stajkowski - perkusja
 Andrzej Ibek - organy, fortepian (gościnnie)
 Zbigniew Oborski - zespół (gościnnie)
 
Trzy Korony (1970-1972)

środa, 18 lipca 2012

J.R. Moehringer - Bar dobrych ludzi

Bar dobrych ludzi
Książki były głównym przedmiotem w planie lekcji Billa i Buda, ale nie jedynym. [...]
Dzielili się ze mną podstawową wiedzą o sztuce, architekturze, a przede wszystkim o muzyce. Bud przyznał, że Sinatra jest w porządku, ale istnieją jeszcze inni „nieśmiertelni”. Wąchając zaciśniętą pięść, napisał mi listę płyt, które „każdy kulturalny człowiek musi mieć w swojej kolekcji”. Dworzak, Schubert, Debussy, Mozart. Zwłaszcza Mozart. Bud był wielbicielem Mozarta. Złożyłem listę na pół, wsunąłem do kieszeni i zachowałem przez wiele lat, bo uważałem ją za wzruszającą, szczerą receptę na rozwój duchowy. Zwierzyłem się Budowi, że nie stać mnie na płyty. Następnego dnia przyniósł wybrane tytuły z własnej kolekcji.  Powiedział, żebym potraktował to jak pożyczkę. Siedzieliśmy na zapleczu, a Bud odtwarzał płyty na przenośnym adapterze, dyrygując ołówkiem i tłumacząc, dlaczego sonata fortepianowa C-dur Mozarta jest wyznacznikiem piękna, dlaczego tria Beethovena są wyjątkowe, a sonata Planety Holsta może przerażać. Kiedy Bud szkolił mnie w muzyce, Bill poświęcał się jeszcze bardziej. Całe popołudnia siedział za kasą.

J.R. Moehringer: "Bar dobrych ludzi. Wspomnienia". Sonia Draga, Katowice 2009, s. 179-180, tłum. Maciej Potulny