![]() |
Ania Mierzwa wydała płytę z piosenkami ze spektaklu "Kalina®" |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ płyty gramofonowe i CD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ płyty gramofonowe i CD. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 sierpnia 2017
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zajęłam się samym słuchaniem muzyki
"Włóczęgowski krok zmieniony w marszobieg nie
przypada psu do gustu. Borys z uporem osła nadal zatrzymuje się przy każdej
piramidce śmieci. Chcąc nie chcąc, robię to razem z nim i obserwuję produkcję
mojej ulicy. Borys grzęźnie przy kartonowym pudle. Chwilę węszy, a potem
zaczyna namiętnie kichać. Psiej tabaki się nawąchał czy co? Pochylam się nad
kartonem.
Dwa rzędy winylowych płyt stoją
na baczność jak kompania honorowa. Pierzyna kurzu łagodnie osłania je przed
ostrzałem lipcowego słońca. Kto wyrzuca winylowe płyty? Zabieram karton, chyląc
grzbiet pod ciężarem porzuconej muzyki. Winyle kotwiczą pod schodami [...]
Czy
było warto? Nie trzeba żadnych komentarzy. Wystarczy spis tytułów:
Johann
Sebastian Bach Six Brandenburg Concertos
Sergiusz
Rachmaninow Koncert fortepianowy nr 3
Zbigniew
Preisner Requiem dla mojego przyjaciela
Leonard Cohen Various Positions
Tanita Tikaram Ancient Heart
Pink Floyd The Dark Side of the Moon
The Beatles A Hard Day’s Night
The Doors L.A. Woman
Led Zeppelin Stairway to Heaven
Dire Straits Brothers in Arms
Ella Fitzgerald Like Someone in Love
Bob Dylan Highway 61 Revisited
Perfect Niewiele ci mogę dać
Anna
Chodakowska Msza wędrującego
Maciej
Zembaty Alleluja
Zastanawiam
się, czy Borys wywęszył dom idioty, czy kogoś, kto stracił słuch?
Dawno, dawno
temu, kiedy nosiłam zielone spodnie, przydługą grzywkę i granatowe martensy,
byłam w bliskich stosunkach z pewnym gramofonem o uroczej nazwie „artur”.
Prawowitym właścicielem czarnego pudła z igłą był mój brat. Ciekawe, czy ma
jeszcze swojego trzeszczącego arturka… Wyciągam komórkę.
[...].
Muzyka
to chyba jedyny most, który wciąż łączy mnie i Radka.
Wieczór
przynosi drobinki chłodu, wmieszane w trzaskające ciepło z gramofonowej płyty.
Artur przyklejony do przedłużacza stoi na niebieskim, werandowym stoliku.
Zwijam ciało w kulę i sączę dźwięki z kieliszkiem wina w ręku. Nie pamiętam,
kiedy ostatni raz zajęłam się samym słuchaniem muzyki. Zawsze traktowałam ją
jako tło. Była przyjemnym dopełnieniem, nigdy jednak celem samym w sobie.
Winylowe dźwięki rysują mapę pamięci. Muzyką szyję patchwork zapachów, obrazów,
głosów. Czas świruje, mieszając kilka przestrzeni naraz.
L.A. Woman. Raz jeszcze oglądam chuderlawą
szesnastoletnią Majkę wynurzającą się z nocy. Patrzę, jak świt unosi mrok.
Bezszelestny. Obiecujący złote cielce światła. Za oknem na wpół przeźroczysta
postać przygląda się drzewom. Wiśnie chudną i żółkną. Orzechowiec obsiadają
kawki. Płyta skrzypi. Włączam Cohena. Smakuję kolejną historię. Bita śmietana
mgły na łyżeczce grani. Miód zlizywany z palców. Wieczorny profil Wojtka gdzieś
pomiędzy pierwszym a przedostatnim pocałunkiem. Zabieram artura do sypialni,
zwijam się w kłębek na łóżku i raz jeszcze nastawiam tę samą płytę."
Ludmiła Piasecka: 52 tygodnie. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 35-39
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
...są tacy maniacy, co to im w ogóle na muzyce nie zależy, tylko na samym dźwięku
![]() |
| Powtórka z morderstwa |
Komisarz Ogiński nie był pierwszym audiofilem, jakiego Ilonka spotkała w życiu, jeden z zaprzyjaźnionych dźwiękowców miał tę samą pasję, zatem z łatwością rozpoznała sprzęt i mniej więcej zorientowała się w jego jakości. - Ohohoho - zauważyła, wcale nie udając podziwu. - Krella pan ma... i te głośniki... mojego kumpla nie było na nie stać, ale on ma żonę i dzieci. Pan nie ma?
- Jak widać. Proszę, dwie aspiryny. I herbata, dopóki gorąca...
- No, no, już piję. McIntosh to jest? Mój kolega się wahał, ale ostatecznie kupił sobie Marantza...
- Marantz też dobra firma. Zna się pani na tym?
- Ja nie, ale jeden nasz dźwiękowiec z Koszalina się zna. Audiofil, tak samo jak pan. Jak robiliśmy w Koszalinie reportaż, byłam u niego i on mi pokazywał swoje cudeńka. Mógłby pan coś zapuścić? Skoro i tak mam czekać, aż mi kiecka wyschnie...
Komisarz ostatecznie połknął haczyk. Sięgnął na regał z płytami, uśmiechnął się sam do siebie i wydobył komplet „Pierścienia Nibelunga”, odnalazł „Zygfryda” i włożył do odtwarzacza.
- Ciekaw jestem, czy pani to zna?
Włączył urządzenie i muzyka zalała pokój. Ilonka jakby zastrzygła uszami. Po chwili pokiwała głową.
- Wagner, co? Ja nie jestem w te klocki najlepsza, ale Wagner mi się podoba. I rozpoznaję kilka uwertur. Dostałam kiedyś taką płytę w prezencie. To jest „Zygfryd”, prawda? Bardzo zwycięskie imię. Mój samochód tak się nazywa na jego cześć. Naprawdę, nie szklę panu, panie komisarzu.
- Mam na imię Tomasz - powiedział, zapominając o konieczności utrzymania dystansu i o tym, że rozmawia z osobą potencjalnie podejrzaną. [...]
- W sytuacjach służbowych możemy wrócić na „pan - pani”. Rewelacyjnie brzmią te twoje urządzenia. Ja mam w zasadzie całkiem niezły sprzęt, ale w porównaniu z tym... niebo a ziemia. A widzę, że masz też fajne nagrania... są tacy maniacy, co to im w ogóle na muzyce nie zależy, tylko na samym dźwięku. Bo wiesz, ja jestem dalekowidzem i widzę, co masz na tamtej półeczce...
Tym go rozśmieszyła. Do półki miała naprawdę daleko. Postanowił ją sprawdzić.
- To powiedz, co stoi na górze trzecie od prawej?
Ilonka zmarszczyła brwi.
- Kantaty Bacha. A potem stoi jakiś Herreweghe, ale nie wiem co, bo jednak za małe literki. Nie, bez przesady, widzę te komplety, nie pojedyncze egzemplarze. To znaczy podpisy na kompletach. Beethovena symfonie wszystkie, Karajan. Beethoven, symfonie, Gardiner. Po co ci dwa komplety? Odróżniasz wykonania? O matko. Glen Gould gra Bacha. „Ring”. „Tannhauser”. „Śpiewacy norymberscy”. Lubisz Wagnera, co? Barbara Hendricks. Sonaty
Beethovena, Emil Gilels. Co to za jeden?
- Bardzo dobry pianista radziecki z poprzedniego wieku. Z takim nazwiskiem pewnie jakiś przyjezdny radziecki albo z którejś republiki. Nadbałtyckiej...
- Nie chciałbyś czasem wyjechać na wakacje? I żeby ci ktoś popilnował mieszkania?
Monika Szwaja: Powtórka z morderstwa. Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 131-133
Etykiety:
- muzyka poważna,
* proza,
~ hi-fi,
~ płyty gramofonowe i CD
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Nie przejdziemy do historii
Krzysztof Klenczon
(12 stycznia 1942 - 7 kwietnia 1981)
zmarł 33 lata temu w Chicago
![]() |
| Pomnik Krzysztofa Klenczona w Szczytnie |
Nie przejdziemy do historii
Nie przejdziemy do historii
szumni jak w piosenkach,
nie będziemy stali w glorii
z gitarami w rękach.
Rozedrgane nasze cienie
żółty kurz otuli
jak toczące się kamienie
z niebotycznej góry.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.
Nie przejdziemy do historii
i literatury,
nie będziemy stali strojni
w brązy i marmury,
świat się nagle jak kołyska
wokół zakolebie
i znajdziemy naszą przystań,
nim zgubimy siebie.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy chwycić w dłonie
umykający wiatr.
Ale póki co, ale póki czas,
spróbujmy zapamiętać,
że żyć nam przyszło raz.
Tekst - Andrzej Kuryło
słowa - Krzysztof Klenczon
Utwór został nagrany w 1971, a wydany w 1972 roku - album: "Krzysztof Klenczon i Trzy Korony"
![]() |
| Cover LP (1972) |
Ryszard Klenczon - gitara, gitara hawajska
Grzegorz Andrian - gitara basowa, wokal
Piotr Stajkowski - perkusja
Andrzej Ibek - organy, fortepian (gościnnie)
Zbigniew Oborski - zespół (gościnnie)
| Trzy Korony (1970-1972) |
środa, 18 lipca 2012
J.R. Moehringer - Bar dobrych ludzi
![]() |
| Bar dobrych ludzi |
Książki były głównym przedmiotem w planie lekcji Billa i Buda, ale nie jedynym. [...]
Dzielili się ze mną podstawową wiedzą o sztuce, architekturze, a
przede wszystkim o muzyce. Bud przyznał, że Sinatra jest w porządku, ale
istnieją jeszcze inni „nieśmiertelni”. Wąchając zaciśniętą pięść, napisał mi
listę płyt, które „każdy kulturalny człowiek musi mieć w swojej kolekcji”.
Dworzak, Schubert, Debussy, Mozart. Zwłaszcza Mozart. Bud był wielbicielem
Mozarta. Złożyłem listę na pół, wsunąłem do kieszeni i zachowałem przez wiele
lat, bo uważałem ją za wzruszającą, szczerą receptę na rozwój duchowy.
Zwierzyłem się Budowi, że nie stać mnie na płyty. Następnego dnia przyniósł
wybrane tytuły z własnej kolekcji.
Powiedział, żebym potraktował to jak pożyczkę. Siedzieliśmy na zapleczu,
a Bud odtwarzał płyty na przenośnym adapterze, dyrygując ołówkiem i tłumacząc,
dlaczego sonata fortepianowa C-dur Mozarta jest wyznacznikiem piękna, dlaczego
tria Beethovena są wyjątkowe, a sonata Planety
Holsta może przerażać. Kiedy Bud szkolił mnie w muzyce, Bill poświęcał się
jeszcze bardziej. Całe popołudnia siedział za kasą.
J.R. Moehringer: "Bar dobrych ludzi. Wspomnienia". Sonia Draga, Katowice 2009, s. 179-180, tłum. Maciej Potulny
Subskrybuj:
Posty (Atom)





