![]() |
| Bar dobrych ludzi |
Książki były głównym przedmiotem w planie lekcji Billa i Buda, ale nie jedynym. [...]
Dzielili się ze mną podstawową wiedzą o sztuce, architekturze, a
przede wszystkim o muzyce. Bud przyznał, że Sinatra jest w porządku, ale
istnieją jeszcze inni „nieśmiertelni”. Wąchając zaciśniętą pięść, napisał mi
listę płyt, które „każdy kulturalny człowiek musi mieć w swojej kolekcji”.
Dworzak, Schubert, Debussy, Mozart. Zwłaszcza Mozart. Bud był wielbicielem
Mozarta. Złożyłem listę na pół, wsunąłem do kieszeni i zachowałem przez wiele
lat, bo uważałem ją za wzruszającą, szczerą receptę na rozwój duchowy.
Zwierzyłem się Budowi, że nie stać mnie na płyty. Następnego dnia przyniósł
wybrane tytuły z własnej kolekcji.
Powiedział, żebym potraktował to jak pożyczkę. Siedzieliśmy na zapleczu,
a Bud odtwarzał płyty na przenośnym adapterze, dyrygując ołówkiem i tłumacząc,
dlaczego sonata fortepianowa C-dur Mozarta jest wyznacznikiem piękna, dlaczego
tria Beethovena są wyjątkowe, a sonata Planety
Holsta może przerażać. Kiedy Bud szkolił mnie w muzyce, Bill poświęcał się
jeszcze bardziej. Całe popołudnia siedział za kasą.
J.R. Moehringer: "Bar dobrych ludzi. Wspomnienia". Sonia Draga, Katowice 2009, s. 179-180, tłum. Maciej Potulny

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.