![]() |
| Dzieje grzechu |
Począł znowu grać. Na twarz jego występował i gasł żywy ogień. Ewa
zwolna-zwolna zsuwała się i podpadała pod władzę muzyki. Widziało jej
się w marzeniu mocnym jak rzeczywistość, że gdzieś w kraju jest w
pobliżu traktu, gościńca, polskiej naszej drogi, zalanej garusem
marcowego błota. Spostrzegła w gęstej mgle małą dziewczynkę, drobne
dziecko opuszczone. Nogi jej w dziurawych trzewiczynach toną w błocku
tak gęstym, że za każdym krokiem naprzód i w tył padają strzały i
bryzgi. Sukienka na niej „szkocka”, chusteczka żółtawa na głowie. Wicher
dmie. Ze starej, obłamanej, wyschłej topoli lecą liście. Co to za
dziecko i czyje? Nawija się na usta, podpowiedziane przez muzykę, słowo
najbardziej polskie: — sierota... Widok tej nędzy i tego smutku, któremu
nic się poradzić nie może, sprowadził nieoczekiwany zwrot do gniewu i
odepchnięcia, do wyniosłości i pogardy. Melodia powtarzająca się,
kierownica marzeń, poczęła mętnieć, posunęła się w mglistość,
zostawiając po swym odejściu niezwalczony zaród siły. Wszystko w melodii
tej stało się brakiem normalnego biegu, wszystko stało się bezwzględnym
wyładowaniem innerwacyjnych stanów uczucia. Natomiast dała się uczuć
ślepa i bezwzględna rozkosz namiętności. Ewa zacisnęła zęby, rozwarła
powieki i brnęła w rwący a bezdenny nurt uniesienia.
Przejścia stały się coraz bardziej zrywane, przeistoczyły się w
szarpaniny, w przeskoki, gdzie ginęły samoistne stany duszy. Wszystko to
poczęło tworzyć tło przerażające, jak gdyby kratę, zza której raz wraz
błyskają okrutne, dzikie, podłe i rozwścieczone oczy. Zdawało się, że
serce nie zniesie tego nadmiaru napięcia, gdyż wszystko, co ma
wybuchnąć, zrywa się w zaraniu ni to westchnienie dziecięce, które pięść
zbójecka dławi w maleńkich piersiach i ucisza na zawsze. Nasunęły się
przed oczy Ewy asocjacyjnie jakoweś mętne obrazy i myśli nowe,
niewiadome, obce od początku do końca.. Widziała w pewnej chwili coś
straszliwego, jakby błysk noża, który ma piersi rozedrzeć i wynaleźć
serce ludzkie znikczemniałe.
Ach, z jakąż ulgą westchnęła, posłyszawszy w tej otchłani przecudny
śpiew... W echu dalekiej pieśni, w tym tchnieniu odległej mocy ludzkiego
żywota, jakiż to był wyraz niezgłębionej mądrości! Uśmiechnęła się z
rozkoszą. — Połysk w oczach, zalanych łzami, i radość w sercu: wszakże
to tylko -morze tak wiosenną swoją pieśń śpiewa.
Szczerbic nie mógł grać dłużej. Głowa jego zwróciła się bezwładnie.
Ręce przyczołgały się do rąk Ewy. Patrzał w nią rozszalałymi oczyma.
Stefan Żeromski: "Dzieje grzechu". Zielona Sowa, Warszawa 2005, 464 s.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.