Pokazywanie postów oznaczonych etykietą - muzyka filmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą - muzyka filmowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2025

Ennio Morricone

 Misja – Morricone, Morricone – Misja, dwa słowa, które dla mnie tworzą niemal jedność. Wiele lat temu po raz pierwszy wzięłam do ręki płytę z muzyką do filmu i dość nieufnie włożyłam ją do odtwarzacza. No jak to, muzyka z filmu? Bez obrazu? Miałam szczęście, bo gdyby to była muzyka z innego filmu, jakaś bezładna kawalkada dźwięków, a i taka bywa muzyka ilustracyjna, to pewnie z daleka omijałabym potem wszystkie wydawnictwa z napisem OST (Original Soundtrack = oryginalna ścieżka dźwiękowa). I nie poznałabym wielu naprawdę wspaniałych ilustracji. Bo muzyka filmowa rządzi się swoimi prawami, bywają bardzo rozbudowane sekwencje rozpisane na całą orkiestrę, ale częściej niż gdzie indziej zdarzają się króciutkie perełki, delikatne i kameralne, niewiele tonów, jeden instrument. Niedoścignionym mistrzem takich krótkich, niedających się zapomnieć fraz jest właśnie Ennio Morricone.

Autobiografia Ennio była dla mnie zaskoczeniem, nie wiedziałam, że takie wydawnictwo powstało. Ale gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że na pewno nie trafi na półkę z napisem „do przeczytania w wolnej chwili”. Dla niej tę wolną chwilę się wygospodarowuje, a nie zdaje się na los.
Morricone przyznaje, że „możliwość spojrzenia z boku na własne życie i przeanalizowania jego poszczególnych etapów okazała się arcyciekawym doświadczeniem”. s. 7
Jest nim także dla nas.
To rozmowa dwóch fachowców, poważnie traktujących siebie nawzajem i przyszłego czytelnika. Obaj panowie odbywają swoistą podróż w czasie, cofając się do samych początków, sporo miejsca poświęcając także teorii muzyki. Przyznaję, że te fragmenty rozmowy były dla mnie – osoby, która lubi muzykę, ale nie ma wykształcenia muzykologicznego – nieco trudniejsze, lecz nie zmniejszyły mojego zainteresowania lekturą.
Morricone odpowiada na pytania obszernie, rzeczowo i szczegółowo. Czytelnik nie znajdzie tu jednak ploteczek z wielkiego filmowego świata, nie ma wchodzenia z butami w czyjąś prywatność. Otrzymujemy za to kawał rzetelnej wiedzy o muzyce i człowieku, który nie ufa komputerowi, nigdy nie nauczył się pisania maili, przedkładając ponad nie telefon, faks i zwykłą kartkę papieru; uwielbia szachy i uzyskał remis w partii z samym Borisem Spaskim; nie udaje, nie kryguje się, ani nie puszcza oka do swoich fanów. Bywa dla nich szorstki i brutalnie szczery, jak wtedy, gdy otwarcie stwierdza, że przysyłane mu przez nich płyty „do posłuchania” po kilku sekundach lądują w koszu na śmieci…
Otwarcie opowiada o tym, co jest najtrudniejszym doświadczeniem dla kompozytora muzyki filmowej, co dla niego jest ważne poza muzyką, o zawodowych i twórczych kryzysach, o filmach, które lubi (nie tylko tych, przy których pracował), o kulisach współpracy z najważniejszymi reżyserami kina światowego.
Wspomina także o Polsce, ale odszukanie kontekstu zostawiam uważnemu czytelnikowi.
Mam ostatnio szczęście do wydawnictw starannie opracowanych. I ta książka też jest taka. Dostajemy nie tylko wywiad-rzekę z Ennio Morricone, ale i wspomnienia o nim różnych osób (nie tylko reżyserów), z którymi współpracował przez lata swojej działalności. Całość uzupełniają indeks nazwisk oraz chronologiczne wykazy utworów muzyki absolutnej i użytkowej.
Mamy też ciekawą inicjatywę wydawcy. Po zeskanowaniu kodu lub wpisaniu oryginalnego tytułu książki do wyszukiwarki pewnego znanego serwisu muzycznego otrzymujemy możliwość słuchania wszystkich utworów wymienionych w książce. Ja podczas czytania włączałam sobie własne płyty. Nie wiem zatem, czy po wpisaniu tytułu książki serwis nie zażąda dodatkowo numeru paragonu lub faktury za książkę…
Ale zapraszam do sprawdzenia, czytania i słuchania. Naprawdę warto!

Ennio Morricone. Moje życie, moja muzyka. Autobiografia. Rozmawiał Alessandro De Rosa. WAM, Kraków 2018, przekład Karoliny Dyjas-Fezzi

środa, 23 kwietnia 2014

Krzysztof Komeda Trzciński

Krzysztof Komeda Trzciński
urodził się 27 kwietnia 1931 roku w Poznaniu
zmarł  w wieku 38 lat
23 kwietnia 1969 roku w Warszawie
45 lat temu...



Jego Astigmatic - nagrany w grudniu 1965 i wydany przez Polskie Nagrania MUZA w roku 1966
został uznany przez czytelników Jazz Forum za:
najlepszy album polskiego jazzu wszech czasów

przez słuchaczy Programu II Polskiego Radia za:
najlepsze nagranie w historii polskiego jazzu 
oraz za:
drugi album wśród najlepszych płyt jazzowych wszech czasów


Cover

Strona A
"Astigmatic"
Strona B
"Kattorna"
"Svantetic"


Komeda Quintet:
Krzysztof Komeda - fortepian
Zbigniew Namysłowski - saksofon altowy
Tomasz Stańko - trąbka
Günter Lenz - kontrabas
Rune Carlson - perkusja










===

Dla mnie najważniejsza jest jego muzyka filmowa, szczególnie:

Niewinni czarodzieje (1960)
Do widzenia, do jutra (1960
Nóż w wodzie (1962)
Prawo i pięść (1964)
Dziecko Rosemary (1968)

===

Poznań pamięta Krzysztofa Komedę, który nie tylko tu się urodził, ale i mieszkał wiele lat. Tu też studiował (2 lata) medycynę.

Tablica pamiątkowa
odsłonięta 01.12. 2008 roku w Poznaniu
na murze budynku przy Al. Marcinkowskiego 12
(obecnie mieści się tam Narodowy Bank Polski)
Tablicę zaprojektował Michał Selerowski

Pomnik Krzysztofa Komedy
przeglądającego kadry swojego życia
odsłonięty 
19.11.2010 r
Pomnik jest dziełem 
Adama Dawczaka-Dębickiego

niedziela, 3 marca 2013

Sam Wasson - Piąta Aleja, piąta rano

Piąta Aleja piąta rano
"W owym czasie muzyka filmowa nie była uważana za muzykę popularną. Partytury do filmów postrzegano jako coś w rodzaju akompaniamentu, który w oderwaniu od obrazu miał niewielką wartość. Lecz Manciniemu chodziło po głowie coś innego. Chciał komponować muzykę popularną - i to zrobił. Wplatając w Śniadanie u Tiffany'ego samodzielne tematy jazzowe o długości idealnej do odtworzeń w radiu (i do albumów płytowych), stał się pierwszym kompozytorem muzyki na tyle dużego kalibru, by publiczność zechciała za nią zapłacić. Mancini nie tylko poprzerabiał i ponownie nagrał tematy na płycie ze ścieżką dźwiękową, lecz także reklamował tę chwytliwą melodie, która przewijała się przez cały film. Uczynił Moon River głównym tematem muzycznym Śniadania u Tiffany'ego, co znacznie pomogło piosence, a sam album wkrótce wspiął się na szczyty rankingów popularności.

Kiedy Audrey zobaczyła film z całą, ukończoną muzyką, napisała list.

Kochany Henry!

Właśnie obejrzałam nasz film, ŚNIADANIE U TIFFANY'EGO - tym razem z Twoją ścieżką dźwiękową.

Film bez dźwięku jest trochę jak samolot bez paliwa. Wszystko jedno, jak dobrze wykonamy swoją robotę, wciąż tkwimy na ziemi, pozostając w sferze realności. Twoja muzyka pozwoliła nam oderwać się od niej i wzbić się w przestworza. Wszystko, czego nie udało się nam wypowiedzieć słowami albo grą sceniczną, Ty wyraziłeś za nas. Zrobiłeś to z tak wielką wyobraźnią, radością i pięknem.

Jesteś najwspanialszym z facetów i najwrażliwszym z kompozytorów.


Kochany Hanku, bardzo Ci dziękuję. 
Mnóstwo czułości, 
Audrey"

Sam Wasson: "Piąta Aleja, piąta rano". Świat Książki". Warszawa 2013, s. 190-191, tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik


Henry Mancini (1924-1994)
Moon River (1961)
muzyka: Henry Mancini
słowa: Johnny Mercer

Moon River wider than a mile,
I 'm crossing you in style someday.
Oh, dream maker, you heartbreaker,
wherever you're going I' m going your way.

Two drifters off to see the world,
there' s such a lot of world to see.
We' re after the same rainbow' s end,
and waiting 'round the bend,
my huckleberry friend, Moon River and me.


© 1961 Paramount Music Corporation, ASCAP

Holly Golightly (Audrey Hepburn) śpiewa Moon River w filmie Śniadanie u Tiffany'ego (1961)