Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ orkiestra symfoniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ orkiestra symfoniczna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lipca 2012

Krystyna Siesicka - Beethoven i dżinsy


Beethoven i dżinsy

"Melodia złagodniała, by po chwili znowu ogarnąć salę Filharmonii gwałtownym zrywem. Stefan Lenkiewicz otworzył oczy i spojrzał w bok. Asia siedziała przy nim z głową lekko wysuniętą do przodu, z uchylonymi ustami, pogrążona w całkowitym zasłuchaniu. Dlatego lubił te koncerty, dlatego na nie chodził. Nie interesowała go muzyka ani wykonawcy, jedynie twarz Asi uwolniona od trudu codzienności, jeszcze jeden instrument na tej sali. To była twarz, która grała. Drżeniem ust, zmrużeniem oczu, leciutkimi skurczami policzków. Chwilami Lenkiewicz opuszczał głowę nieomal zawstydzony, że znowu nie oparł się pokusie i podejrzewał Asię w tej absolutnej intymnej czynności, którą było dla niej słuchanie dobrego koncertu.
Oboje, Miśka i Alek, byli podobni do Asi. Jednakże rysom, które po niej odziedziczyli, towarzyszyła twardość Stefana, twarz Asi była bowiem delikatna i łagodna. Obserwując swoje dzieci, Lenkiewicz często szukał w ich spojrzeniach, uśmiechach, gestach tego wszystkiego, co przypominało mu Asię, bo nie było w świecie istoty, którą byłby w stanie bardziej kochać niż ją.
Pałeczka dyrygenta nagle znieruchomiała. Asia nie biła brawa, przeciwnie, opuściła nisko głowę, jakby przytłoczona odgłosem uderzających o siebie dłoni. Nie umiała tak łatwo jak inni wydobyć się ze stanu wewnętrznej koncentracji i Lenkiewicz położył rękę na jej ramieniu, przypominając w ten sposób o istnieniu świata. Asia popatrzyła na niego spojrzeniem na wpół skierowanym w głąb siebie, ale już na tyle obecna, żeby powiedzieć z nikłym uśmiechem:
- Pójdziemy chyba, Stefan..."

Max Oppenheimer - Die Philharmoniker 

Krystyna Siesicka - Beethoven i dżinsy. Wydawnictwo Akapit Press, Łódź 2003, 110 s.

czwartek, 5 lipca 2012

Marlo Schalesky - Po tamtej stronie nocy (2)

Po tamtej stronie nocy
Skrzypce ucichły. Zadrżało pikolo. Maddie przełknęła ślinę i spróbowała wypchnąć muzykę z umysłu. Ale nie udawało się. Nigdy tego nie potrafiła. Jej matka godzinami mogła słuchać melodii pikolo, siedząc idealnie prosto i nieruchomo, podczas gdy dźwięk wzbogacał się o kołysanie altówek i buczenie klarnetów. Isabelle studiowała każdy niuans, każde  brzdąknięcie, każdą wibrację smyczków. Ale dla Maddie muzyka zawsze mieszała się z ciemnością. Od czasu, gdy była małą dziewczynką, a matka wybijała palcami rytm, wskazywała na karty z nutami na stojaku przed nią i kazała jej grać, nawiedzały ją pytania i wątpliwości.
    - Musisz słyszeć muzykę w swojej głowie, Madison. Musisz ją poczuć, uczynić własną. - Ręce jej matki trzęsły się tylko trochę, jak gdyby przeszywał ją dreszcz, a po chwili znikał. - Skup się, Madison. Ponieważ pewnego dnia nie będziesz miała nut, z których będziesz mogła czytać. Wszystko co będziesz miała, to musique.
    I ciemność. Jej matka nigdy nie wypowiadała ostatnich słów, ale Maddie tak czy owak je słyszała. Zawsze. Na krawędzi muzyki pojawiał się strach.
    A teraz to „pewnego dnia” nadeszło.
    A wszystko, co Maddie zrobiła - od wąchania gardenii po remanent w szafie, poprzez ćwiczenie chodzenia w ciemnościach – nie miało żadnego znaczenia. Żadna z tych rzeczy nie odsunęła od niej strachu. Ale Maddie ciągle próbowała. Snuła plany, wierząc, że coś się odmieni. Ale tak się nie stało. Powiedziała to jej muzyka. Śpiewała jej o ciemnej prawdzie. Śpiewała i uciekała, wyśmiewając ją.
    Na ironię losu zakrawał fakt, że ślepota ominęła Isabelle, która całe życie się na nią przygotowywała, a dotknęła Maddie. I Malcolma, który także nie chciał zostać muzykiem. Jedyne, co zawsze chciał robić, to grać w piłkę.
    Melodia wznosiła się wokół Maddie, basy pogłębiły się i ponownie rozległy się skrzypce, a flet rozbrzmiał niczym wróbel wzbijający się do lotu.


Marlo Schalesky: "Po tamtej stronie nocy". Wydawnictwo WAM, Kraków 2009, s. 124-125, tłum. Katarzyna Wydra