[...]
Cichym tchnie echem w głuszy leśnej
Powiew radości uświęconej,
Przed pogrążeniem się w szaleństwie
Błogi dziecięcy sen nas chroni;
Drzewa wieczorny wiatr kołysze,
Szum mórz dalekich jakby słyszeć,
Płyną łagodnie poprzez ciszę
Muzyki słodkie tony...
Branwell Brontë - fragment wiersza Karolina; w: Poezje. C&T, Toruń 2018, s. 43, przekład Doroty Tukaj
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ muzyka natury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~ muzyka natury. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 czerwca 2018
wtorek, 26 maja 2015
Najpiękniejszym tańcem, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam, był taniec bicza z piasku.
Najpiękniejszym tańcem, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam, był taniec bicza z piasku. Bicza czy raczej leja tworzącego się i ginącego, ukazującego się, by skoczyć z miejsca na miejsce, wydłużyć się, przysiąść - i znowu zniknąć, ale natychmiast zjawić się ponownie, rozdwoić się i unieść do nieba, rozpłynąć się i znów się ukazać - już jako trzy bicze, trzy leje odrębnym życiem żyjące, a jednak jakąś siła związane i wirujące coraz szybciej, skaczące i unoszące się, znikające i znowu zjawiające się...
Sceną tego szaleńczego tańca była pustynia Sahara, a widzami mogli być wszyscy ci, z którymi odbywałam podróż do Indii (nasza droga powrotna prowadziła przez Egipt), ale byłam jedynie ja.
Gdy ujrzałam to niezwykłe zjawisko, stanęłam jak wryta. Wszystko inne przestało dla mnie istnieć. I gapiąc się tak intensywnie, zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie ten taniec zapowiada...
Grażyna Bacewicz: Znak szczególny. Czytelnik, Warszawa 1970, s. 55
czwartek, 1 listopada 2012
Wojciech Niżyński: "Koncert jesienny na dwa świerszcze"
Za naszym oknem pada deszcz,
na piecu skrzypce stroi świerszcz,
dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato
i tylko słychać gdzieś...
Koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie.
W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł
i śni o pięknej dziewczynie,
a strach na wróble przydrożne wierzby liczy,
tańcząc na miedzy w objęciach polnej myszy.
Koncert, koncert, koncert jesienny
na dwa świerszcze i wiatr w kominie,
koncert, co z babim latem odpłynie,
odpłynie, odpłynie, odpłynie, odpłynie,
odpłynie, odpłynie, odpłynie...
Pnie drzew pokryły się dawno mchem,
wiatr rozwiał jeszcze jeden dzień,
a na ścierniskach pozapalały się ogniska,
w oddali snuje się...
Wywietrzał dawno zapach żniw,
szczelnie zamknięto wszystkie drzwi,
ludzie czekają,
może już jutro będzie biało,
pod piecem cicho brzmi...
Koncert jesienny na dwa świerszcze
i wiatr w kominie.
Uciekł na drogę, pokochał wierzbę
i nagle gdzieś się rozpłynął,
a strach na wróble leży samotny w polu,
mysz go rzuciła, uciekła do stodoły.
Koncert, koncert, koncert jesienny
na dwa świerszcze i wiatr w kominie,
co ze świerszczami zasnął już na zimę,
na zimę, na zimę, na zimę, na zimę,
na zimę, na zimę, na zimę...
![]() |
| "A strach na wróble przydrożne wierzby liczy..." |
Tekst powstał w roku 1970, Krzysztof Knittel napisał muzykę, a śpiewa tę piosenkę Magda Umer
wtorek, 9 października 2012
Jeremi Przybora: "Jesienny deszcz"
Wiesz, byłam tam i widziałam ten dom
Naszą uliczkę i drzewa we mgle
Kształty wydarte marzeniom i snom
Z marzeń odarte, zastygłe w złym śnie
Liście jesienne jesienny gnał wiatr
Liściem mi przylgnął do ust
Tym pocałunkiem jesieni z mych warg
Wziął moją gorycz i uniósł
Wspomnienia i liście unosił
W noc, w zapomnienie i chłód
Mój Boże... Znów słyszeć jak prosisz:
"Zaśpiewaj, zaśpiewaj mi znów..."
To tak jak my
To tak jak oni
Z tych samych słów
Z tych samych łez
Ktoś śmiał się z kimś
I płakał po nim
I o tym ta piosenka jest
Bezszelestny los gdy znudzony
Znienacka tnie jak zimna stal
Ślady stóp kochanków rozłączonych
Co dzień ściera z plaż praca fal
![]() |
| Zdjęcie |
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Vilhelm Moberg - Jedź dziś nocą
![]() |
| Jedź dziś nocą |
Jak tylko przejaśniło się w jaskini i nowy świt się zapowiadał, opuszczał legowisko i wypełzał na świat. Jeśli niebo nad nim było czyste, wdrapywał się na wierzchołek najbliższego wysokiego drzewa, by zobaczyć, czy słońce nad lasem jeszcze wschodzi. Jeśli tylko dostrzegał złotawy poblask na niebiesiech, zostawał na drzewie. Wkrótce potem słońce się dla niego zapalało. Od strony Madesjö nadpływał złotożółty potok. Z wierzchołka drzewa widział, jak się ognisko słońca zapala na styku nieba i lasu. Słońce wstawało jak krąg złocistoczerwonego ognia, co rozświetlał wszystkie mroczne zakamarki lasu i świecił mu wprost w oczy. Słoneczna pożoga tryskała iskrami, żarzyła się, była ruchoma. Płomienie w jej wnętrzu tańczyły. Słońce wschodząc nad lasem tańczyło, tak jak zawsze, od kiedy zapalone zostało nad tymi ziemiami. Słońce tańczyło, podnosiło się wyżej i szło swym torem tak samo, jak owego dnia, kiedy pokazało się po raz pierwszy, tak samo jak zawsze, przez wszystkie dni.
Człowiek w lesie radował się widząc, że słońce tańczy, porusza się, idzie prawym torem po niebie. Słońce ukazywało mu każdego ranka, że co prawe nie może stać się bezprawe, lecz po wsze czasy prawe pozostanie.
Vilhelm Moberg: "Jedź dziś nocą". Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 1975 str. 126-127, Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich, tłum. Maria Olszańska
wtorek, 31 lipca 2012
Erik Axel Karlfeldt - [Coś dźwięczy w tej grani...]
Coś dźwięczy w tej grani tak czysto, tak lekko
jak dzwonki niebiańskie coś gra tak miękko.
I słyszę melodię, co czuła i prosta:
Nie odchodź od nas, zostań, zostań!
Otwarłem oporne oko
Wszystko znajome się zdało.
Dzwoniono na Paschę, jakieś dziecko
u mego wezgłowia płakało.
![]() |
| Andreas Zorn Erik Axel Karlfeldt i Zorngårdens matsal (1906) |
Erik Axel Karlfeldt: "Coś dźwięczy w tej grani...". Fragment wiersza "Choroba". Przekład Leonarda Neugera. W: "Na Głos. Pismo poświęcone literaturze oraz innym sztukom." Nr 22(47), Kraków, kwiecień 1996, s. 146
czwartek, 26 lipca 2012
Kazimiera Iłłakowiczówna - Chwila ciszy
![]() |
| Iłłakowiczówna |
Włos każdy brzęczy jak struna
dotknięta,
włos jasny, cienki...
Kręcą się, kręcą jak młode
dziewczęta
białe wisienki.
Włos każdy śpiewa pod ręką jak
pszczoła
w wielkim kielichu...
Weszły tańczące konwalie do koła,
nucą po cichu.
Grają i brzęczą --- długi włos w
warkoczu,
drobny --- u skroni...
Bez utkwił we mnie sto tysięcy oczu
i także dzwoni.
Kazimiera Iłłakowiczówna: "Chwila ciszy". W: "Kazimiera Iłłakowiczówna". Seria Poeci Polscy. Czytelnik, Warszawa 1971, s. 11
![]() |
| Claude Monet - Giverny in Springtime (1900) |
Etykiety:
* poezja,
^sztuka - XIX w.,
~ muzyka natury,
~ odgłosy natury
czwartek, 12 lipca 2012
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melodya mgieł nocnych
Melodya mgieł nocnych (Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym):
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
Co nam ciała przeźrocze tęczą blasków nasyca,
I wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,
I limb szumy powiewne i w smrekowym szept borze,
Pijmy kwiatów woń rzeźwą, co na zboczach gór kwitną,
Dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną.
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona,
Lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,
Puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przeźroczą,
I sów pierzem puszystem, co w powietrzu krąg toczą,
Nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci,
Jak my same, i w nikłe oplątajmy go sieci,
Z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,
Gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce,
A wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,
Nim je zerwie i w pląsy znów pogoni nas skocznie...
Kazimierz Przerwa-Tetmajer: "Melodya mgieł nocnych". W: Poezye. Tom 2, Gebethner i Wolff, Warszawa 1901, s. 108
![]() |
| Poezye |
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
Co nam ciała przeźrocze tęczą blasków nasyca,
I wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,
I limb szumy powiewne i w smrekowym szept borze,
Pijmy kwiatów woń rzeźwą, co na zboczach gór kwitną,
Dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną.
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona,
Lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,
Puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przeźroczą,
I sów pierzem puszystem, co w powietrzu krąg toczą,
Nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci,
Jak my same, i w nikłe oplątajmy go sieci,
Z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,
Gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce,
A wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,
Nim je zerwie i w pląsy znów pogoni nas skocznie...
![]() |
| Ryszard - Pocztówka z Tatr - Czarny Staw Gąsienicowy |
Kazimierz Przerwa-Tetmajer: "Melodya mgieł nocnych". W: Poezye. Tom 2, Gebethner i Wolff, Warszawa 1901, s. 108
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.jpg)



