![]() |
| Uczniowie Spartakusa |
Młodszy pasterz, wysoki, o sterczących kolanach i rozkudłanej czuprynie, wstał nagle i pobiegł do szałasu. Po chwili wrócił trzymając w ręku niezgrabną, własnym widocznie pomysłem wykonaną lutnię.
– Sotionie, zaśpiewaj nam pieśń o Spartaku, tyle ich układałeś.
– Zaśpiewaj, zaśpiewaj! – powtórzyli gorącymi głosami.
Sotion ujął w ręce lutnię, obejrzał i brzęknął kilka taktów.
– Dobry ma ton, chociaż taka niezgrabna – pospiesznie wyjaśnił młody pasterz.
– Tak, tak, spróbuj tylko – poparli go towarzysze.
Sotion uderzył znów w struny. Zmarszczył się i utkwił wzrok w dogasającym ognisku. Szukał snadź melodii. Ton rósł, wzmacniał się i naraz zabrzmiał skargą i bólem. Sotion pół śpiewając, pół recytując zaczął swoją pieśń:
Synowie ziemi, uszliśmy z pogromu
Garsteczka licha – było nas tysiące.
Krzyże przed nami, a z naszego domu
Łunami krzyczą zgliszcza gorejące...
Słuchacze zacisnęli kurczowo pięści. Prysnęła w górę iskra żaru i zgasła
Na polu walki kruki dziś żerują,
Samotny cyprys płacze cnych rycerzy.
Nie pogrzebionych dusze lamentują,
Odejść nie mogą od ziem tych rubieży.
Lęk przeleciał ponad ogniskiem i powiał po twarzach słuchających. Zbledli.
Nike i Wolność – niebiańskie siostrzyce,
Wierne Spartaka towarzyszki broni,
Gniewne dziś od nas odwróciły lice.
Krassusa zbiry za nami w pogoni...
Karpos przymknął oczy. Zobaczył triumfalną drogę Krassusa od Kapui do Rzymu. Drogę w cieniu sześciu tysięcy krzyży.
Na te dni klęski, na dni pohańbienia,
Którym Herakles nawet nie podoła,
Zabrakło nam siły groźnego ramienia
Wodza naszego, Spartaka – sokoła.
Kalias poruszył się i jęknął. Pasterz siedzący obok niego pochylił się i spojrzał w jego twarz. Chłopiec miał przymknięte powieki, spod ciemnych rzęs, które rzucały czarny cień, płynęły wielkie łzy. Czy chłopiec płacze przez sen? Pasterz nie śmiał odezwać się do niego. Sotion śpiewał dalej:
Dziś krzyżowani i w kajdany skuci
Za świętą sprawę giną ziemi syny,
Pieśń tylko wolna dla przyszłości rzuci
Ziarna nadziei i Spartaka czyny.
Sotion podniósł głowę, zapatrzył się na wschód, gdzie nad górami różowe blaski rozpinała Jutrzenka.
Wieki przeminą, Kapitolu mury
Trawa porośnie, oset i mech siwy -
Sława Spartaka wzięci ponad chmury.
Gdzie bój o wolność – Spartak będzie żywy.
I struny rozśpiewały się triumfalnym tonem zwycięstwa. Pasterze wstrzymali dech w piersiach, na policzki trysnęła im krew, zdało się, że pieśń uskrzydla ich, że znowu zerwą się i polecą z pieśnią na nowy bój.
Siwa broda Sotiona zapożyczyła blasków od nieba, oczy rozżarzyły się. Głos zabrzmiał pewnością i spokojem:
Jak orły zlecą Spartaka dziedzice
Myśli i czynów. Będą ich miliony -
Spełnią się ludów cierpiących tęsknice,
Wstanie wiek złoty z ich walki zrodzony.
Halina Rudnicka: Uczniowie Spartakusa. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1974, s. 245-247




