![]() |
| Gai-jin |
"W głównej sali klubu oświetlonej
lampami naftowymi trwało w najlepsze przyjęcie zaręczynowe. Malcolm Struan
zagarnął cały budynek i kazał go wyszykować. Zaproszono wszystkich godnych
szacunku mieszkańców Osiedla - a oni przyjęli zaproszenie – wszystkich oficerów,
bez których flota i wojska lądowe mogły się akurat obyć. Na zewnątrz zaś, na
High Street, patrole obu formacji miały rozkaz nie wpuszczać opojów ani też
niepożądanych gości z Miasta Pijaków.
Angelique nigdy nie wyglądała bardziej
oszałamiająco: krynolina, koafiura z piórami rajskich ptaków i olśniewający
pierścionek zaręczynowy. Grano pulsującego walca Johanna Straussa Młodszego -
utwór zupełnie nowy, właśnie dotarł z Wiednia przesyłką dyplomatyczną. Andre Poncin
siedział przy fortepianie; towarzyszyła mu odziana na galowo orkiestra
marynarki w podstawowym składzie. Partnerem Angelique był Settry Pallidar -
jego wybór na reprezentanta armii przyjęto rykiem aprobaty, acz powszechnie mu zazdroszczono.
[…]
- Szczęściarz, ten cholerny sukinsyn -
rzekł cicho Marlowe obserwując rywala. Marlowe miał białe jedwabne spodnie i pończochy
oraz czarne buty ze srebrnymi sprzączkami. Na niebieskiej marynarce
jego munduru pobłyskiwał dodatkowy sznur adiutanta.
- Kto taki? - spytał Tyrer. Przechodził
obok, trzymając w ręce kolejny już kieliszek szampana. Był zaczerwieniony,
podniecony zabawą oraz tym, że udało mu się wywieźć z Edo samuraja Nakamę i z
aprobatą sir Williama zainstalować go w swym domu jako nauczyciela japońskiego.
- Kto jest sukinsynem, Marlowe?
- Wypchaj się! Tak jakbyś nie wiedział!
- Marlowe wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Posłuchaj, ja reprezentuję marynarkę,
do mnie należy następny taniec i pokażę psubratowi co i jak albo polegnę.
- Szczęściarz! Jaki to taniec?
- Polka!
- Och, słowo daję! Tyś to zaaranżował?
- Przysięgam, że nie! - Polka, wywodząca
się z czeskiego tańca ludowego, zagościła ostatnio na europejskich parkietach.
Tańczono ją wszędzie z zapałem, choć wciąż uchodziła za taniec ryzykowny. -
Jest w programie! Nie zauważyłeś?
- Nie, zupełnie nie, miałem zbyt wiele
spraw na głowie - oznajmił rozradowany Tyrer. Tak bardzo pragnął opowiedzieć
komuś o tym, jaki okazał się sprytny, a jeszcze bardziej zdradzić mu to, że
dzisiaj, gdy tylko będzie mógł, przejdzie Most Raju i wpadnie w ramiona swej ukochanej.
Żałował, że w obu sprawach zobowiązano go do zachowania tajemnicy. – Tańczy jak
marzenie, prawda?
- Cześć, młody Tyrerze... - odezwał się
Dmitri Syborodin, podchmielony, spocony, z kuflem rumu w garści. - Poprosiłem
szefa orkiestry, by uciął kankana. Facet mówi, że już czterech przede mną prosiło.
- Boże, zagra? - spytał przestraszony
Tyrer. - Raz w Paryżu widziałem, jak to tańczono... Nie uwierzysz, ale
dziewczyny w ogóle nie miały na sobie pantalonów.
- Wierzę! - Dmitri zaśmiał się
rubasznie. - Lecz Anielskie Cyce ma je dziś na sobie i niech mnie diabli, jeśli
będzie się bała je pokazać!
- Posłuchaj tylko... - zaczął
zapalczywie Marlowe.
- Uspokój się, John, on po prostu żartuje.
Dmitri, jesteś niemożliwy! Z pewnością szef orkiestry nie ośmieli się?
- Chyba żeby Malc mu kiwnął.
Rozejrzeli się po sali. Malcolm Struan
siedział z doktorem Hoagiem, Babcottem, Seratardem i kilkoma innymi ministrami.
Obserwował parkiet, oczami wodził za Angelique, która wznosiła się, opadała i
kołysała oczarowana śmiałą nowoczesną muzyką, wprawiającą wszystkich w wesoły
nastrój. Jego dłoń spoczywała na masywnej lasce, złoty sygnet pobłyskiwał, gdy Malcolm
poruszał palcami do taktu. […]
Kiedy wymieciono wszystko ze stołów i
usunięto siedmiu pijaków, Andre Poncin zasiadł na swym miejscu i orkiestra zaczęła
grać.
Przestrzegając etykiety, sir William
poprosił Malcolma o pierwszy taniec. Następnym był Seratard, potem pozostali
ministrowie - z wyjątkiem von Heimricha, który chory na biegunkę leżał w łóżku
- a wreszcie admirał i generał. Później mężczyźni tańczyli po kolei z pozostałymi
dwiema kobietami. Po każdym tańcu Angelique otaczali zaczerwieni i uśmiechnięci
panowie, a ona, wachlując się, powracała do Malcolma; miła dla wszystkich, jemu jednemu poświęcała
całą uwagę. Za każdym razem odmawiała tańczenia, a w końcu dawała się przekonać
narzeczonemu: "Ależ Angelique, kochanie, ubóstwiam patrzeć, jak tańczysz,
robisz to z takim wdziękiem".
Teraz właśnie na nią patrzył, rozdarty
między poczuciem szczęścia a zniechęceniem,
wściekły, że jest kulawy."
![]() |
| Can Can Dancers - Jean Louis Forain |
James Clavell: "Gai-jin". vis-à-vis Etiuda, Kraków 2009, s. 332-335, tłum. Grażyna Grygiel, Witold Nowakowski, Piotr Staniewski


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.