niedziela, 21 czerwca 2020

Za otwartymi oknami stała letnia, upalna noc i słuchała piosenki o "utraconej miłości".


   Elżbieta uśmiechnęła się radośnie i pewnie. Wesoło spojrzała w oczy matce.
   - Zaśpiewać? - spytała.
   I matka uśmiechnęła się uszczęśliwiona.
   - Jedną tylko rzecz.
   Elżbieta spoważniała. Twarz jej zgasła bez uśmiechu. Myślała o czymś i jak gdyby przywoływała przed pamięć swoją te wszystkie pieśni, które umiała. Rozejrzała się trochę bezradnie po pokoju i po fortepianie i ze stosu nut leżącego tam wyciągnęła mały, różowy zeszyt i rozłożyła go przed Edgarem.
   - Verborgenheit - powiedziała do matki jak hasło.
   Pani Paulina odeszła na palcach.
   Elżbieta pochyliła się i spojrzała na końce swoich bucików, potem nagle podniosła głowę, aż welon zsunął się ku dołowi i ukazała się z obsłonek piękna, biała szyja. Twarz jej zapaliła się, potem znowu zgasła. Pochyliła się z powrotem ku Edgarowi i dała mu znak; rozpoczął krótkie preludium.
   Z pierwszą gładką nutą wziętą półgłosem osiadł na ustach Elżbiety uśmiech zakłopotania i radości. Pierwsze "es" było tak piękne jak wysoki ton wiolonczeli - i Edgar odwróciwszy oczy od nut spojrzał na siostrę okiem zachwyconym i jakby trochę zdziwionym.
    Pani Royska i pani Szyllerowa słuchały rozanielone, Spychała czuł, że się tutaj coś dzieje, i opuścił głowę. Za otwartymi oknami stała letnia, upalna noc i słuchała piosenki o "utraconej miłości".
   Bezdźwięcznie, tak, że nikt oprócz pani Royskiej tego nie zauważył, podczas pierwszych taktów śpiewu wszedł Józio z kolegą. Przysiedli na pierwszych krzesłach z brzegu. W połowie, mniej więcej przy słowach:
... oft bin ich nur kaum bewusst
und die helle Freude zucket... *
Spychała odwrócił oczy od dywanu i ujrzał dwóch chłopców siedzących w dwóch stron drzwi. Józio zagryzał wargi, Wołodia patrzył daleko przed siebie czarnymi, wielkimi oczami, a po policzkach toczyły mu się łzy.
   Gdy wraz z miękkim akordem Es-dur, łagodnie wziętym długimi palcami Edgara, umilkł jedwabny głos Elżuni,w salonie zapanowała cisza. Nikt nie śmiał nic powiedzieć.



* ... często jestem tylko ledwo świadomy
i wielka radość drga...
(Cyt. z Hugo Wolfa, Verborgenheit.)


Jarosław Iwaszkiewicz - Sława i chwała. Tom 1; PIW, Warszawa 1989 (wyd. X), s. 18-19

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.