To był drugi koncert Joepa Bevinga w Poznaniu.
Po pierwszym napisałam, że to był najlepszy koncert, na jakim byłam.
Teraz do tamtego dołączył dzisiejszy.
Inny Joep.
Tamten solo, tylko On i pianino.
Ten dzisiejszy w towarzystwie Maartena Vosa, a więc doszła wiolonczela i instrumentarium elektroniczne.
Ich wspólnego albumu, "Vision of Contentment", już słuchałam, ale dopiero prezentacja na żywo oddała pełnię tej muzyki.
Koncert magiczny, piękny. Zamyślony i kojący. Przenoszący w przestrzenie nierealne i nieracjonalne.
Z tych, które zostają w pamięci i w sercu i które się przywołuje, by czerpać z nich dobrą energię, wzruszenie i radość życia.
Joep, mam nadzieję na szybki powrót do Poznania!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.