"Do łaźni
szło się pięć minut wzdłuż rzeki. Wróciliśmy do domu nieco odświeżeni.
Otworzyliśmy wino i piliśmy je, siedząc na werandzie.
- Przynieś
jeszcze jeden kieliszek, dobrze?
- Dobrze.
Ale po co?
- Urządzimy
pogrzeb Naoko - powiedziała Reiko. - Niesmutny.
Przyniosłem
kieliszek, a Reiko wypełniła go po brzegi winem i postawiła na tradycyjnej
kamiennej latarni ogrodowej. Potem usiadła na werandzie z gitarą na kolanach,
oparła się o słupek i zapaliła papierosa.
- A masz
zapałki? Jeśli masz, to przynieś. Najlepiej jak największe pudełko.
Znalazłem w
kuchni duże pudełko i usiadłem obok Reiko.
- Po każdym
utworze, wyjmij jedną zapałkę i układaj w rządek. Zagram wszystko, co mi
przyjdzie do głowy.
Najpierw
pięknie i spokojnie zagrała Dear Heart
Henry'ego Manciniego.
-
Podarowałeś Naoko tę płytę, prawda?
- Tak. Na
Gwiazdkę dwa lata temu. Bardzo lubiła tę melodię.
- Ja też
lubię. Jest bardzo łagodna i piękna. - Zagrała jeszcze lekko parę taktów Dear Heart i napiła się wina. - No, ciekawe,
ile uda mi się zagrać, zanim się upiję. Nie uważasz, że niezły jest taki
niesmutny pogrzeb?
Przeszła do
Beatlesów: zagrała Norwegian Wood, Yesterday, Michelle, Something,
zaśpiewała Here Comes the Sun i zakończyła
piosenką Pool on the Hill. Ułożyłem w
rządku siedem zapałek.
- Siedem -
powiedziała Reiko, napiła się wina i zapaliła papierosa. - Ci faceci naprawdę
dobrze rozumieją smutek i słodycz, które niesie życie.
Ci faceci to oczywiście John Lennon,
Paul McCartney, George Harrison, Ringo Starr.
Reiko
odpoczęła chwilę, zgasiła papierosa i znów ujęła gitarę. Zagrała Penny
Lane, Blackbird, Julia, When I am Sixty Four, Nowhere
Man, And I Love Her i Hey, Jude.
- Ile
zagrałam?
-
Czternaście.
Westchnęła.
- A ty? Umiałbyś zagrać choć jedną piosenkę?
- Bardzo
źle.
- Może być
bardzo źle.
Przyniosłem
własną gitarę i niepewnie przebrnąłem przez Up
on the Roof. Reiko w tym czasie odpoczywała, paliła i popijała wino. Kiedy
skończyłem, zaklaskała.
Potem
pięknie i starannie zagrała gitarową wersję Pawany
na śmierć Infantki Ravela i Clair de
Lune Debussy'ego.
- Tych dwóch
utworów nauczyłam się po śmierci Naoko. Jej gust muzyczny nigdy nie wzniósł się
ponad zwykły sentymentalizm.
Następnie wykonała kilka utworów
Bacharacha: Close to You, Raindrops Keep Falling on My Head, Walk On By i Wedding Bell Blues.
-
Dwadzieścia - powiedziałem.
- Jestem
zupełnie jak żywa szafa grająca - rzuciła wesoło Reiko. - Gdyby zobaczył to
któryś z moich profesorów z konserwatorium, chybaby zemdlał.
Popijając
piwo i paląc, grała jeden po drugim różne utwory. Zagrała prawie dziesięć
melodii w rytmie bossa novy, utwory Rodgersa i Harta oraz Gershwina, Boba
Dylana, Raya Charlesa, Carole King, The Beach Boys, Stevie Wondera, Ue o muite Sakamoto Kyu, Blue Velvet, Green Fields, jednym słowem, wszystko, co jej przyszło do głowy.
Czasami zamykała oczy i lekko potrząsała głową albo nuciła melodię.
Skończyło
się wino, więc przerzuciliśmy się na whisky. Wylałem wino z kieliszka Naoko na
kamienną latarnię i napełniłem go whisky.
- Ile już
zagrałam?
-
Czterdzieści osiem.
Jako
czterdziestą dziewiątą piosenkę zagrała Eleanor
Rigby, a jako pięćdziesiątą - ponownie Norwegian
Wood. Potem dała odpocząć rękom i napiła się whisky. - Może tyle wystarczy?
- Wystarczy
- zgodziłem się. - Byłaś wspaniała.
- Słuchaj,
zapomnij już całkowicie, zupełnie o tym smutnym pogrzebie. Pamiętaj tylko ten.
Był fajny, prawda?
Skinąłem
głową.
- A teraz na
bis - powiedziała Reiko i zagrała znów fugę Bacha."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.