"Włóczęgowski krok zmieniony w marszobieg nie
przypada psu do gustu. Borys z uporem osła nadal zatrzymuje się przy każdej
piramidce śmieci. Chcąc nie chcąc, robię to razem z nim i obserwuję produkcję
mojej ulicy. Borys grzęźnie przy kartonowym pudle. Chwilę węszy, a potem
zaczyna namiętnie kichać. Psiej tabaki się nawąchał czy co? Pochylam się nad
kartonem.
Dwa rzędy winylowych płyt stoją
na baczność jak kompania honorowa. Pierzyna kurzu łagodnie osłania je przed
ostrzałem lipcowego słońca. Kto wyrzuca winylowe płyty? Zabieram karton, chyląc
grzbiet pod ciężarem porzuconej muzyki. Winyle kotwiczą pod schodami [...]
Czy
było warto? Nie trzeba żadnych komentarzy. Wystarczy spis tytułów:
Johann
Sebastian Bach Six Brandenburg Concertos
Sergiusz
Rachmaninow Koncert fortepianowy nr 3
Zbigniew
Preisner Requiem dla mojego przyjaciela
Leonard Cohen Various Positions
Tanita Tikaram Ancient Heart
Pink Floyd The Dark Side of the Moon
The Beatles A Hard Day’s Night
The Doors L.A. Woman
Led Zeppelin Stairway to Heaven
Dire Straits Brothers in Arms
Ella Fitzgerald Like Someone in Love
Bob Dylan Highway 61 Revisited
Perfect Niewiele ci mogę dać
Anna
Chodakowska Msza wędrującego
Maciej
Zembaty Alleluja
Zastanawiam
się, czy Borys wywęszył dom idioty, czy kogoś, kto stracił słuch?
Dawno, dawno
temu, kiedy nosiłam zielone spodnie, przydługą grzywkę i granatowe martensy,
byłam w bliskich stosunkach z pewnym gramofonem o uroczej nazwie „artur”.
Prawowitym właścicielem czarnego pudła z igłą był mój brat. Ciekawe, czy ma
jeszcze swojego trzeszczącego arturka… Wyciągam komórkę.
[...].
Muzyka
to chyba jedyny most, który wciąż łączy mnie i Radka.
Wieczór
przynosi drobinki chłodu, wmieszane w trzaskające ciepło z gramofonowej płyty.
Artur przyklejony do przedłużacza stoi na niebieskim, werandowym stoliku.
Zwijam ciało w kulę i sączę dźwięki z kieliszkiem wina w ręku. Nie pamiętam,
kiedy ostatni raz zajęłam się samym słuchaniem muzyki. Zawsze traktowałam ją
jako tło. Była przyjemnym dopełnieniem, nigdy jednak celem samym w sobie.
Winylowe dźwięki rysują mapę pamięci. Muzyką szyję patchwork zapachów, obrazów,
głosów. Czas świruje, mieszając kilka przestrzeni naraz.
L.A. Woman. Raz jeszcze oglądam chuderlawą
szesnastoletnią Majkę wynurzającą się z nocy. Patrzę, jak świt unosi mrok.
Bezszelestny. Obiecujący złote cielce światła. Za oknem na wpół przeźroczysta
postać przygląda się drzewom. Wiśnie chudną i żółkną. Orzechowiec obsiadają
kawki. Płyta skrzypi. Włączam Cohena. Smakuję kolejną historię. Bita śmietana
mgły na łyżeczce grani. Miód zlizywany z palców. Wieczorny profil Wojtka gdzieś
pomiędzy pierwszym a przedostatnim pocałunkiem. Zabieram artura do sypialni,
zwijam się w kłębek na łóżku i raz jeszcze nastawiam tę samą płytę."
Ludmiła Piasecka: 52 tygodnie. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 35-39

Tak sobie myślę, że i u mnie muzyka jest najczęściej podkładem, tłem, obok. Ostatnio wyłącznie słuchałam na koncercie Bruno Pelletiera, choć nie na wszystkich utworach, na niektórych jeszcze poza słuchaniem reagowałam (werbalnie i ruchowo:) a chyba najbardziej lubię, kiedy słucham oddać się wyłącznie tej jedynej czynności, zamienić się cała w muzykę. :)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że u mnie jest podobnie, muzyka towarzyszy mi najczęściej w tle. Najczęściej taka, którą dobrze znam. Ale zdarza się, że włączam jakąś płytę i tylko temu nagraniu poświęcam czas, słuchając raz i drugi... Ładnie to określiłaś - "zamienić się cała w muzykę". :-)
UsuńBruno Pelletiera nie znam, zaraz poszukam wiadomości o nim i sprawdzę, czy jest coś w mojej bibliotece (jest osobna filia tylko z muzyką). Dziękuję za podpowiedź. :-)
Wcale się nie dziwię, że nie znasz, bo u nas nie wydano żadnej płyty. Ja odkryłam dzięki zamiłowaniu do musicali. Można znaleźć na youtube :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, już tam znalazłam. Najpierw w internecie informacje, a potem - wobec braku nagrań w bibliotece - posłuchałam na youtube. Lubię poznawać nowych muzyków, zagłębiać się w rejony dotychczas mi nieznane. :-)
Usuń