Wróciła z twarzą mokrą od deszczu. Trzymała w ręce płytę. Stella natychmiast rozpoznała w niej płytę schowaną w starym kufrze. Zerknęła na równo ułożony plik albumów na półce. Muzyka klasyczna. Każdego roku na urodziny żony William kupował jej nową płytę, a ona zawsze była zadowolona. Stela słyszała, jak Grace mówiła pannie Spinks, że mąż wie lepiej niż ona sama, jaka muzyka jej się podoba.
Wyjmując płytę z okładki, matka szła w stronę gramofonu. Uśmiechnęła się tajemniczo, podniosła wieko adapteru i umieściła płytę na krążku. Uruchomiła tez specjalne urządzenie Williama, służące do czyszczenia płyt podczas odtwarzania.
Stella usłyszała odgłos osiadania igły na płycie i miarowe trzaski poprzedzające pierwszy dźwięk. Ze zdumieniem uniosła głowę, gdy mocny, piękny głos zabrzmiał w pokoju.
Głos kobiety.
Gładki jak atłas, głęboki i dźwięczny, pełen emocji. Stella nie potrafiła wyłowić słów, ale to nie miało żadnego znaczenia.
Sam głos był piosenką. Czuła, jak wnika w jej ciało, dotyka duszy. Szalony, nieokiełzany...
Popatrzyła na matkę. Grace stała pośrodku pokoju zagubiona w dźwiękach. Zamknęła oczy i poruszała nieznacznie biodrami w rytm muzyki. Dziewczyna widziała, że ta piosenka przenosi matkę w przeszłość, do innego życia.
Katherine Scholes - Kamienny anioł. Świat Książki, Warszawa 2007, s. 180-181, tłum. Ewa T. Szyler
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.