![]() |
| Ostatnia cesarzowa |
"Żeby czymś
zająć myśli, zorganizowałam spektakl opery ponpon, na który zaprosiłam najbliższe otoczenie.
Wszyscy byli zdumieni, albowiem operę ponpon powszechnie uważano za rozrywkę dla biednych. W
dzieciństwie widywałam takie przedstawienia we wsiach w mojej okolicy. Po tym,
jak mój ojciec został zdjęty z urzędu, matka sprowadziła aktorów, żeby go
rozweselić. Pamiętam, że byłam zachwycona występem. Po przeprowadzce do Pekinu
znów strasznie chciałam ich zobaczyć, lecz powiedziano mi, że pałac to nie
miejsce dla takiej miernoty.
Trupa była maleńka, złożona tylko z dwóch kobiet i trzech
mężczyzn. Mieli stare kostiumy i marne rekwizyty. Z trudem przeszli przez
bramę, bo straż nie wierzyła, że ich naprawdę wezwałam. Nawet Li Lianying nie
mógł przekonać wartowników. Wpuścili trupę dopiero na widok Antchai.
Przed spektaklem zaprosiłam głównego aktora na prywatną rozmowę.
Był to chudy jak szczapa, na wpół ślepy człowiek o załzawionych oczach.
Podejrzewałam, że na tę okazję włożył swoje najlepsze ubranie, ale i tak było
całe połatane. Podziękowałam mu, że przyszedł, i kazałam kucharzom nakarmić
całą trupę przed wyjściem na scenę.
Dekoracje okazały się nadzwyczaj proste. W tle wisiała zwykła
czerwona zasłona. Mistrz zasiadł na stołku. Nastroił dwustrunowe erhu i
zaczął grać. Rozległ się dźwięk przypominający darcie prześcieradła. Smutna
muzyka dziwnie kojąco rozbrzmiewała w moich uszach.
Na początku spektaklu spojrzałam wokół siebie i zauważyłam, że
oprócz mnie na sali są tylko Antehai i Li Lianying. Wszyscy inni po cichu
wyszli. Melodia brzmiała trochę inaczej, niż ją zapamiętałam. Upodobniła się do
wycia wiatru gdzieś wysoko w niebie. Jęki dartego prześcieradła wypełniały
wszechświat. Tak sobie wyobrażałam zawodzenie uciekających duchów. W myślach
widziałam kamienne pustkowia i jodłowe lasy z wolna przysypywane piaskiem.
Wreszcie muzyka ucichła. Mistrz opuścił głowę na piersi, jakby zasnął.
Na scenie zapanowała cisza. Wyobraziłam sobie Wrota Niebios zamykające się w
ciemnościach.
Na scenę weszły dwie kobiety, a po nich mężczyzna. Wszyscy byli
ubrani w obszerne niebieskie bluzy. W rękach trzymali bambusowe witki i chińskie
miedziane dzwonki. Okrążali głównego aktora, wybijając na dzwonkach rytm
melodii, którą grał na erhu.
Mistrz nagle się obudził i zaczął śpiewać. Wyciągnął szyję niczym
indyk i zawodził wysokim, świdrującym głosem, jak cykada w najgorętszy dzień lata
[...]
Nie
przestając bić w dzwonki, pozostała trójka przyłączyła się do śpiewu."
Anche
Min: „Ostatnia cesarzowa”. Albatros, Wydawnictwo A.
Kuryłowicz, Warszawa 2008, 448 s., tłum. Witold Nowakowski

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.